Gowin a sprawa polska. Suplement

Mój wczorajszy felieton oraz kilka tweetów dotyczących kwestii „Gowin a sprawa polska” wywołały gorące dyskusje na Twitterze, z czego się bardzo cieszę, bo to w dyskusjach powinny ucierać się różne stanowiska. Rzecz w tym, że owe dyskusje ujawniły też trzy prawa Lema charakteryzujące nasz stosunek do tekstu pisanego, który to stosunek sam wielki pisarz sformułował tak:

Prawo 1: Nikt nic nie czyta.

Prawo 2: Jeśli ktoś coś czyta, to nic nie rozumie.

Prawo 3: Jeśli ktoś coś czyta i rozumie, to natychmiast zapomina.

Mój serdeczny znajomy sformułował jeszcze prawo 4: Jeśli ktoś coś czyta, rozumie i nie zapomina, to jest w zdecydowanej mniejszości.

Oczywiście prawa te należy traktować z przymrużeniem oka, ale jak w każdym żarcie, także i tu znaleźć można pewną dozę smutnej prawdy. Nie inaczej było z moim felietonem i przywołanymi na wstępie tweetami – z ubolewaniem stwierdzałem wczoraj, że większość interlokutorów błędnie odczytywała moje intencje. Ale jak powszechnie wiadomo – jeśli ktoś cię nie rozumie, to zapewne nie jest to jego wina a twoja, bo nie wyrażasz się zbyt jasno. To stara prawda, pamiętać jednak trzeba, że tweet jest narzędziem użytecznym, obarczonym jednak istotnym ograniczeniem, które w naturalny sposób wymusza stosowanie skrótów myślowych. Ale ponieważ w tak ważnym temacie jak „Gowin a sprawa polska” skróty myślowe się, jak widać, nie sprawdzają, postanowiłem dziś rozwinąć swoje tezy i argumenty zawarte we wczorajszym felietonie.

Niech więc wszystko stanie się jasne.

W owych dyskusjach na plan pierwszy wysunęły się trzy najbardziej powszechne w tej grupie dyskutantów stanowiska:

1. Rząd tymczasowy z Gowinem robimy tylko na chwilę, żeby przygotować w pełni wolne i demokratyczne wybory.

2. Rządy Zjednoczonej Prawicy należy obalić jak najszybciej, najlepiej już jutro, bo każdy kolejny dzień ich rządów to katastrofa narodowa.

3. Dla osiągnięcia celu poświęcić trzeba wszystko, niezależnie od tego, jak bardzo pojemne jest nasze sumienie.

Odnosząc się do powyższych tez moich szanownych dyskutantów, wśród których znalazły się osoby, które znam osobiście i darzę wielką, niekłamaną estymą, postanowiłem zebrać swoje myśli i wątpliwości. W kwestii „Gowin a sprawa polska” mam ich całe mnóstwo, gdyż jako wyborca, który miałby ten projekt ewentualnie poprzeć, chciałbym po prostu wiedzieć, co tak naprawdę mam poprzeć. Jako człowiek na co dzień dotknięty wieloma wątpliwościami jest mi ta wiedza bardzo potrzebna – być może innym nie, ale to już ich problem.

Więc zebrałem te swoje wątpliwości w jeden zestaw pytań wokół kwestii najważniejszej, czyli jak właściwie ma wyglądać ów “projekt Gowin”? To pytanie zasadnicze, gdyż jak dotąd żaden z polityków szeroko pojętej opozycji nie przedstawił światu ani jednego szczegółu owego projektu, a w mediach społecznościowych krążą jedynie wizje internatów, za które daliby się pokroić w tej swojej zapalczywości w imię postawienia na swoim. Osobiście aż tak bardzo bym się kroić za polityków nie dał, ale to oczywiście mój prywatny pogląd. Pewnie są tacy, dla których krótkie hasło rzucone przez polityka jest prawdą objawioną. Dla mnie nie.

A więc ad rem.

1. Ów tymczasowy rząd z Gowinem w jakiej roli? Premiera, wicepremiera, a może poza rządem, w roli marszałka Sejmu?

2. Na jak długo? Borys Budka stwierdził ostatnio, że Platforma może być gotowa do wyborów w 45 dni. Jak rozumiem owe 45 dni miałyby wystarczyć, aby solidnie przygotować się do elekcji (patrz: przedstawić wielki plan reform) oraz wyczyścić z pisowskich złogów wszystkie instytucje, które z wyborami mają cokolwiek wspólnego (PKW, KBW, TVP, służby specjalne, przynajmniej połowa ministerstw itd.), no bo jak inaczej zrobić prawdziwie wolne wybory? A może to nie 45 dni? Może to 4 miesiące? Albo 6? A może 12? Bo przecież całkiem osobną kwestią jest, o czym nikt nie mówi, czy opozycja ma odpowiednie kadry, aby zastąpić te złogi kimś sensownym, nawet choćby tylko na chwilę. Osobiście takiej pewności nie mam.

3. Czy w owym czasie da się przygotować i skutecznie zaprezentować wyborcom wszystkie niezbędne projekty reform, skoro na razie, jak odpowiedziała mi wczoraj jedna z posłanek, niczego PO/KO pokazywać nie chce, pewnie w obawie przed konkurencją. Rzecz w tym, że moim zdaniem to kardynalny błąd Platformy, o czym pisałem we wczorajszym felietonie.

4. Co z Gowinem po wyborach? Ma być objęty amnestią czy jednak nie? Oczywistym jest, że dla Gowina gwarancja bezkarności to jeden z jego priorytetów. Innymi słowy miałby się on zgodzić na to, aby stworzyć rząd tymczasowy z jego udziałem tylko do czasu wyborów po to, aby po wyborach go bezwzględnie rozliczyć z jego 6 lat. Milczeniem pominę ten groteskowy pomysł.

5. Jeśli Gowin ma uzyskać gwarancję bezkarności (w imię hasła „cel uświęca środki”), to co z tymi wszystkimi protestami przez 6 lat? Co z obroną sądów i innych instytucji? Co z tą całą walką o zasady? Co wreszcie z tymi, którzy się dla tych zasad podpali lub popełniali samobójstwa? Mamy to tak łatwo wrzucić do kosza, bo wszystko da się wytłumaczyć jakimś „wyższym celem”?

6. Tomasz Lis skomentował mój tweet (komentarz ten otrzymał wiele polubień) przywołując szarżę Wałęsy z 1989 roku, gdy Solidarność zawarła sojusz z ZSL i SD, wynikiem czego było powstanie rządu premiera Mazowieckiego. Efektowne porównanie, ale to jednak dwie różne sytuacje. Wtedy nie było innego rozwiązania, opozycja solidarnościowa nie miała innych możliwości przejęcia władzy, nie mówiąc o tym, że od tamtego czasu minęło już 32 lata, podczas których świat się zmienił. Dziś mamy zupełnie inne warunki. Są na przykład media społecznościowe, w których można z powodzeniem prowadzić własne kampanie, czego dowodem jest choćby Hołownia. Dziś wyborcy czego innego oczekują, a przywoływanie tamtych czasów (jeden z moich interlokutorów przywołał też przykład „Nocnej zmiany”) to w istocie dowód na to, że spora część wyborców mocno w tamtych czasach tkwi, do czego odniosłem się we wczorajszym felietonie, pisząc o zdolności do transgresji.

7. Tu mi się taka dygresja pojawia, że jeśli dla opozycji wzorem jest Biden, to skąd nagle „projekt Gowin” jest jedynym możliwym rozwiązaniem? Przecież Biden pokonał Trumpa w ciężkiej walce, ale grając według prawych zasad. Nie tworzył dziwnych, niejasnych i niezrozumiałych dla wyborców sojuszy. Wręcz przeciwnie – grał czysto, co zawsze w polityce się na dłuższą metę opłaca.

8. Napawa mnie pustym śmiechem prezentacja Gowina, którą nam zafundował kilka dni temu. Objawił się on niczym klasyczny liberał – wolnościowiec, dla którego ważny jest wolny rynek, rozdział państwa od kościoła i wolności obywatelskie. Zabrakło mi tylko peanów na cześć środowisk LGBT i programu in vitro, ale i to pewnie niebawem zobaczymy. Co zatem robił ten pan przez 6 lat?

9. I na koniec rzecz najistotniejsza. Co w ogóle ma dać tworzony ad hoc rząd tymczasowy z Gowinem, skoro podwórko opozycji jest w bałaganie i każdy tam chce czego innego? Jaką wartość dodaną ma przynieść Polkom i Polakom poza enigmatycznym dotrwaniem do przyśpieszonych wyborów, do których, nazwijmy rzeczy po imieniu, cała opozycja nie jest gotowa, nie tylko ta parlamentarna. Również mieniący się sprawczością Szymon Hołownia nie ma żadnych projektów w najważniejszych dla społeczeństwa sprawach, poza projektami rozdziału kościoła od państwa i Zielonego szlaku. Nic konkretnego nie ma choćby w kwestii reformy ochrony zdrowia, który to projekt uznaję dziś za najważniejszy dla nas wszystkich.

To nieprawda, że cel uświęca środki. To nieprawda, że na wojnie można zawierać każde sojusze, bo liczy się wyłącznie skuteczność. Owszem, skuteczność w polityce jest bardzo ważna, ale równie ważny jest też styl tej skuteczności. Polityka to nie jest wojna, tutaj decydują wyborcy, a ci mają różne poglądy, które należy brać pod uwagę w każdym procesie decyzyjnym dotyczącym polityki. Nawet jeśli większość głosów na Twitterze jest za rozwiązaniem „cel uświęca środki”, to jest to tylko mała bańka, w której sobie funkcjonujemy dla własnej przyjemności (każdy różne przyjemności tu ma). Prawdziwe życie toczy się poza Twitterem i jestem przekonany, że kwestia „Gowin a sprawa polska” ma zupełnie inny wymiar poza twitterową bańką. Zakładam, że profesjonalna partia zanim podejmie decyzję w jakiejkolwiek ważnej politycznie sprawie, zleci choćby odpowiednie badania społeczne. Chętnie poznałabym ich wynik. To nieprawda, że w polityce można wytłumaczyć każde świństwo i że zostanie to zapomniane. To tak nie działa!

Pytano mnie wczoraj wiele razy jak według mnie można pokonać obóz Zjednoczonej Prawicy bez Gowina. Odpowiadałem cierpliwie, ale powtórzę raz jeszcze mój prywatny, osobisty plan, jak wygrać z PiS-em. Obóz władzy można pokonać tylko w jeden sposób, nowym myśleniem o polityce, które zawiera się w jednej prostej konstatacji – styl uprawiania polityki należy zmienić z nakazującego na partnerski. Pisałem o tym w felietonie z 9.03. Zainteresowanych odsyłam do tego tekstu.

A plan jest prosty:

1. Zacząć trzeba od zrobienia porządków na własnym podwórku, czyli doprowadzenia do trwałego sojuszu na opozycji. Nie mówię tu o wspólnej liście, bo już wiadomo, że taka nie powstanie. Mówię o zawarciu sojuszu o nieagresji, o niepodkradaniu sobie parlamentarzystów i radnych oraz o wspólnej wizji państwa po wyborach w najważniejszych dla tego państwa kwestiach. Na razie nie ma tu niczego klarownego.

2. Już dziś, natychmiast należy wyborcom pokazywać projekty, rozwiązania i pomysły na Polskę po PiS-ie. Czekanie i zwlekanie z tymi rozwiązaniami uznaję za błąd kardynalny. W czasie gorącej i bezpardonowej kampanii wyborczej jaka nas czeka, prezentowanie wielkich projektów nie wypali, nie będzie na to wystarczająco dużo czasu. Pamiętać trzeba, że obóz PiS walczyć będzie o życie i to w sensie dosłownym. Niczego nie będzie ułatwiał nawet pod rządami tymczasowych fachowców.

3. Dopiero te dwa punkty razem mogą dać najważniejszy dla opozycji efekt, czyli pokazanie wyborcom, że ma ona zdolność do wygrywania. Że stanowi pewien monolit, któremu można zaufać i który może się skutecznie przeciwstawić monolitowi drugiej strony.

4. Gdy wydarzy się punkt pierwszy, drugi i trzeci obóz ZP sam się zacznie kruszyć, bez układów (jak zwał, tak zwał) z Gowinem.

Jakikolwiek rząd tymczasowy, z tym politykiem czy bez, ma sens jedynie wtedy, gdy powyższe punkty zostaną skutecznie wdrożone w życie. Inaczej ryzyko jest zbyt wielkie i stracić można na długie lata to, o co walczymy od zwycięskich dla PiS wyborów w 2015 roku. Bez dojścia do powyższych punktów ryzykujemy, że owe w pełni demokratyczne wybory bez problemu wygra Kaczyński, ale wtedy już bez Gowina, za to z innymi, dużo groźniejszymi dla Polski sojusznikami. A wtedy dalsze urządzanie się w miejscu wskazanym przez Kisielewskiego, stanie się dla wielu jedynym życiowym celem.

I z tą konstatacją zostawiam Państwa we własnych myślach, mając nadzieję, że tym razem w sposób przejrzysty wyłożyłem swoją kawę na ławę.

Good night and good luck.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *