Najbrudniejsza kampania w historii III RP.
Dzisiejszy tytuł mojego felietonu jest parafrazą słów marszałka Grodzkiego: “Jeśli zrobimy zbyt mało w obronie Ukrainy, historia nam tego nie wybaczy”. Historia nie wybaczy nam przede wszystkim tego, jeśli w niedzielę zrobimy zbyt mało dla wolności i demokracji.
Dobiega końca kampania wyborcza, a właściwie dobiegła. To najbardziej ohydna kampania, jaką pamiętam, a pamiętam ich sporo. Już kampania z 2005 roku wydawała mi się brudna, ale ta przebiła sufit. Obecna kampania to systemowy mechanizm niszczenia konkurencji politycznej, a w zasadzie konkurenta politycznego, bo nie ma co ukrywać, że jedynym konkurentem realnie zagrażającym obozowi Zjednoczonej Prawicy jest Donald Tusk. Nie Hołownia, nie Kosiniak-Kamysz, nie Czarzasty, Biedroń czy Zandberg.
Jest to systemowe niszczenie konkurenta, bo w proces ten zaangażowany jest cały aparat państwa – począwszy od „publicznych” mediów, poprzez wybrane media prywatne zależne od władzy, na spółkach skarbu państwa skończywszy. Obóz Zjednoczonej Prawicy zrobił wszystko, aby kampania i same wybory były możliwie jak najbardziej nierówne, sięgając po Państwową Komisję Wyborczą, (częściowo) po Sąd Najwyższy oraz kolejny raz po ordynację wyborczą.
Warto zatem przypomnieć, jak wyglądają najistotniejsze zmiany w obecnym kodeksie wyborczym oraz inne narzędzia, wykorzystywane przez obóz rządzący, aby zwiększyć swoje szanse:
Wyznaczenie komisarzy wyborczych przez ministra SWiA.
Zapis video z komisji wyborczych pozostanie wyłącznie w gestii ministra cyfryzacji (znany z afery respiratorowej min. Cieszyński).
Nowe okręgi wyborcze w małych miejscowościach i na wsiach oraz ograniczony czas liczenia głosów zagranicą.
Finansowanie kampanii ze spółek skarbu państwa, dzięki połączeniu referendum z wyborami.
Ustawa umożliwiająca wgląd na konta bankowe każdego obywatela, jako narzędzie inwigilacji zastępujące Pegasusa (choć nie bardzo wierzę w to, aby władza wycofała się z powszechnego szpiegowania programami podobnymi do izraelskiego oprogramowania, zwłaszcza jeśli chodzi o polityków Opozycji i znaczących, aktywnych osób w mediach społecznościowych).
W Państwowej Komisji Wyborczej zasiada trzech członków, którzy jednocześnie zatrudnieni są w spółkach skarbu państwa oraz rządowej instytucji – są nimi: Dariusz Lasocki (PiS), który wpłacał także pieniądze na kampanię PiS, a jednocześnie jest zatrudniony w CPK, Arkadiusz Pikulik (PiS), zatrudniony w Galwanizer oraz Liwiusz Laska (Lewica), zatrudniony w ZUS (trudno oprzeć się myśli, że został po prostu kupiony posadą).
Obserwując te wszystkie ruchy obozu Zjednoczonej Prawicy nie sposób zdać sobie sprawę, że ów obóz „patriotyczny” dość specyficznie rozumie słowo „honor”, robiąc wszystko, aby w wyborach tych przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę wszelkimi możliwymi sposobami i choć zgodnie z artykułem 96 Konstytucji wybory do parlamentu mają być pięcioprzymiotnikowe: powszechne, równe, bezpośrednie, proporcjonalne i tajne, to nie będą one ani tajne, ani równe. Nie będą równe, bo o żadnej równości stron nie ma mowy i nie będą tajne, bo jednoczesne głosowanie w referendum w oczywisty sposób tajność wyborów narusza. W każdym razie powoduje poważne zastrzeżenia co do tej tajności.
Jaki będzie ostatni ruch obozu PiS, jeśli przegrają wybory?
Jedno wydaje się pewne – to już nie jest ten sam obóz Zjednoczonej Prawicy, co w 2015 i 2019 roku. Prezes wyraźnie nie dał rady kondycyjnie i mentalnie, na finiszu kampanii wyraźnie zaczął się gubić, mylić, a przy pomniku smoleńskim pokazał wyborcom, że stracił też kontakt z rzeczywistością, domagając się od policjanta wylegitymowania Adama Wiśniewskiego z wolnych-mediów.pl, który dokumentował na nagraniu video, jak Kaczyński niszczy wieniec, złożony przez aktywistę Zbigniewa Komosę. Słowa Kaczyńskiego skierowane do jednego z policjantów: „jestem ministrem od bezpieczeństwa” przejdą do historii jako jeden z symboli upadku tej władzy.
Innym dowodem na jej rozkład są dymisje generałów i oficerów Wojska Polskiego. O podłożu tych decyzji mówił generał Piotr Pytel w czwartkowej Gazecie Wyborczej, a jeśli generał mówi to, co mówi, a każdy kto go zna osobiście wie, że to osoba bardzo ważąca słowa, to znaczy, że w armii dzieje się naprawdę bardzo źle. Od pewnego czasu aktualne pozostaje pytanie: jaki będzie ostatni ruch obozu PiS. Można połączyć kropki: fascynacja Kaczyńskiego Piłsudskim, zamach majowy, postępująca od pewnego czasu wymiana kadry w armii na ludzi z WOT i cerankiewiczowskie: „władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy”, każą poważnie brać pod uwagę jakiś rodzaj powtórki z zamieszek w USA po porażce Trumpa oraz zamieszek w Brazylii po porażce Bolsonaro. Jeśli dwóch najważniejszych rangą generałów składa dymisje tuż przed wyborami, to jest to sygnał, że w wojsku dzieje się naprawdę coś poważnego. Nie chcę być złym prorokiem, ale przypomnę, co mówiło się o PiS w 2015 roku, a co potem działo się przez kolejnych osiem lat. Pamiętacie? „Nie no, tego to nie zrobią”, albo: „Nie no, tego to już na pewno nie zrobią”. A robili.
Do tego kampania obozu PiS jest beznadziejnie nudna i nie ma tej siły, jakie miały kampanie sprzed ośmiu czy czterech lat. Do znudzenia młócą te same wątki, których żadna siła polityczna na Opozycji nie ma w swojej agendzie: przymusowa relokacja uchodźców, wiek emerytalny i Tusk jest niemco- lub rusofilem. Nic więcej, nic nowego, żadnych programów, jak ma wyglądać Polska za kilka lat.
Nie było też w poprzednich kampaniach takich tłumów na spotkaniach z Grzegorzem Schetyną i Borysem Budką, jakie są teraz na spotkaniach z Donaldem Tuskiem. I nie chodzi tu tylko o charyzmę Tuska, chodzi przede wszystkim o to, że w poprzednich kampaniach nie było takiej wiary w zwycięstwo, jak jest podczas obecnej kampanii. Bez wątpienia nakładają się tu dwie kwestie – siła Tuska i zmęczenie władzą. Żadna władza nie jest wieczna, nawet władza Kaczyńskiego.
Gracz.
Filozofię tej władzy wyłożył Kaczyński w autobiografii “Porozumienie przeciw monowładzy. Z dziejów PC”. To ciężka do czytania książka, ale można się z niej dowiedzieć, kim tak naprawdę jest Jarosław Kaczyński i czym dla niego jest polityka, władza i państwo. Autobiografia obejmuje lata 1968 – 2001, zatem czasy sprzed powstania PiS, ale te lata właśnie ukształtowały “emerytowanego zbawcę narodu”, jak o sobie powiedział w słynnym wywiadzie z Teresą Torańską “My, Oni, Ja”.
Jednego z lepszych streszczeń tej książki dokonał nieodżałowany Tomasz Wołek w swoim wyborze własnych tekstów skompilowanych w “Historii pewnej prowokacji” (rok wydania – 2020, na dwa lata przed śmiercią) w rozdziale “Gracz” – tekst opublikowany został pierwotnie w Gazecie Wyborczej 29 sierpnia 2016 roku. To tego zbioru i do Tomasza Wołka jeszcze wrócę na zakończenie felietonu.
Tomasz Wołek wyłowił z autobiografii Kaczyńskiego najważniejsze cechy jego charakteru oraz “kamienie milowe”, że użyję aktualnego zwrotu, jego rozumienia polityki. Całość zamyka się w tych kilku słowach: ambicja, upór, gra, Biuro Polityczne, partia, media, wróg, konflikt, rewolucja moralna, Polak – katolik. Ja dodałbym jeszcze: Kościół, kłamstwo, manipulacja i władza dla władzy, choć można to ująć w słowie “gra”. Cytując Wołka: “Wyłania się z tego postać jakby wykuta z jednej bryły, integralna, jednowymiarowa. Ktoś, kogo jedyną bodaj pasją jest polityka rozumiana jako twarda gra, bezwzględna walka o władzę, zaś świat przypomina monstrualną szachownicę, po której przesuwa się polityczne pionki”.
Ktoś, kto napisał autobiografię i zatytułował ją “Porozumienie przeciw monowładzy”, a całe swoje polityczne życie dążył do posiadania monowładzy, stał się bożyszczem dla kilku milionów Polek i Polaków, dla których koegzystencja socjalizmu z katolickim konserwatyzmem stała się życiowym drogowskazem. W tej kampanii wyborczej nie dowiedzieliśmy się nic o tym, jak Kaczyński i jego obóz pretorian ma zamiar stawić czoła największym wyzwaniom współczesnego świata – zmianom klimatu, migracji milionów uchodźców z biednego południa do bogatej północy, zmianom demograficznym oraz rosnącemu zadłużeniu państw. Słyszeliśmy za to słowo “Tusk” odmieniane przez wszystkie przypadki i lejące się każdego dnia hektolitry ścieku na polityczną konkurencję.
Osiem lat rządów obozu Zjednoczonej Prawicy naznaczone są imionami kobiet: Izabeli z Pszczyny, Agnieszki z Częstochowy, Justyny z Dębicy, Doroty z Nowego Targu, Roksany z Bydgoszczy, Anny ze Złotowa, Mileny z Łodzi, Joanny z Krakowa, Dagmary ze Szczecina i innych dziesiątek czy setek bezimiennych. Naznaczone są nazwiskami zmarłych mężczyzn podczas zatrzymywania przez Policję: Igora Stachowiaka, 30-latka z Wrocławia, Łukasza Łągiewki, Bartosza Sokołowskiego czy ostatnio upubliczniona sprawa Dmytro Nikiforenki. Osiem lat rządów obozu PiS naznaczone są też śmiercią Mikołaja Filiksa, zaszczutego przez polityków PiS i ich sympatyków syna posłanki Magdaleny Filiks oraz śmiercią samobójczą tysięcy młodych ludzi, którzy nie poradzili sobie z hejtem, strachem, brakiem zrozumienia – bo są inni. Statystki samobójstw są zastraszające i rosną każdego roku, od kilku lat lawinowo. Lista grzechów tej władzy jest znacznie dłuższa.
Tusk i Opozycja.
Debata w TVP nie była żadną debatą, był to program pokazujący w całej krasie, czym jest TVP od ośmiu lat. Sztabowcy PiS mocno się przeliczyli, bo przekonani byli, że Tusk, jak w 2020 roku Trzaskowski (wtedy do Końskich), na debatę w telewizji Kaczyńskiego nie przyjdzie. Tusk pokazał jednak siłę i ogłosił, że na debacie się stawi. Skoro tak, przez kilka dni trwały podchody i przygotowania do tego, aby „debatę” wykorzystać tylko w jednym celu: sprowokować Tuska, by pokazać jego niekompetencję. Robili to na spółkę prowadzący program oraz Mateusz Morawiecki, który, było to widać gołym okiem, wszystkie pytania znał wcześniej i swoje wyuczone formułki recytował niczym wiersze na lekcji w klasie. Miał nawet ze sobą dwa złote, które z dumą małego chłopca pokazał widzom podczas pytania o inflację – najlepszy dowód na to, że cały program był jedną wielką ustawką.
Szczerze powiedzieć trzeba, że nie było to najlepsze wystąpienie szefa PO w jego politycznej karierze, że bardzo dobrze wypadł Szymon Hołownia (chyba najlepiej) i bardzo dobrze poradziła sobie Joanna Scheuring-Wielgus. Ale też rzetelnie przyznać trzeba, że:
Trudno wskazać polityka, który poszedłby do jaskini lwa, w której od ośmiu lat wylewa się ściek na niego. Tusk poszedł – pokazał, że nie boi się konfrontacji jak Kaczyński. Nie ma w Polsce polityka poddawanego takiemu hejtowi. Ani Hołownia, ani Kosiniak-Kamysz, ani nikt z Lewicy nawet nie ociera się o taki hejt.
Wszystko tam było ustawione na Tuska: oświetlenie nieco z góry, aby oczy przewodniczącego PO były w cieniu, co potęgowało efekt „wilczych oczu Tuska”, prowokujące pytania, przygotowany do tych pytań i agresywny, momentami wręcz chamski, Morawiecki.
Przy tak wyreżyserowanej polaryzacji pozostałym było dużo łatwiej wypaść bardziej merytorycznie, co się udało.
Opozycja jako przyszły obóz rządzący osiągnęła swój cel – pokazała, że może ze sobą współpracować. A to było głównym celem tego spotkania.
Tusk, mimo że nie było to jego najlepsze wystąpienie, także osiągnął swój cel – pokazał się widzom TVP, że jest żywym człowiekiem, który ma swoje emocje i nie jest sztuczny jak Morawiecki.
Czy nie-debata wpłynęła na preferencje wyborcze do końca nie wiadomo, pokaże nam to wynik wyborów w poniedziałek. Przy okazji sugeruję, aby z dystansem podejść do wieczornych wyników exit-poll, które mogą okazać się na finiszu sporym rozczarowaniem i to w obie strony. Chyba że różnice będą znaczące. Generalnie „debata” raczej ugruntowała elektoraty poszczególnych ugrupowań. Symptomatyczne są też komentarze polityków obozu władzy, którzy przez kilka kolejnych dni gremialnie podkreślali, że Morawiecki zmiótł Tuska z powierzchni ziemi. Nic takiego nie miało miejsca – Morawiecki w tym starciu po prostu odegrał rolę zamykającego peleton.
Ważne jest też to, co Tusk w ostatnich dniach powtarzał podczas spotkań z wyborcami: “Głosujcie na swoich. Wyborcy Lewicy głosujcie na Lewicę, wyborcy Trzeciej Drogi głosujcie na Trzecią Drogę”. Nie znam przykładu, gdzie w czasie kampanii wyborczej polityk nawoływałby do głosowania na inny niż swój, komitet wyborczy. Z najnowszych wewnętrznych badań Opozycji wynika, że oba mniejsze komitety wyborcze przekroczą progi. Teraz ważne jest to, aby Koalicja Obywatelska uzyskała jak najlepszy wynik – idealnie byłoby, gdyby stanęła na najwyższym stopniu podium, co nie jest niemożliwe.
Zapytany w czwartek w Faktach po faktach o swoje trzy najważniejsze priorytety na 100 pierwszych dni nowego rządu Donald Tusk odpowiedział: modernizacja Śląska, prawa kobiet i ułatwienia dla przedsiębiorców. Od siebie dodałbym przede wszystkim przywrócenie praworządności, ponieważ od tego praktycznie wszystko się zaczyna, przede wszystkim jak najszybsze uwolnienie środków unijnych z KPO, które będą potężnym impulsem rozwojowym dla Polski. Samorządy i polski biznes na te środki czekają z utęsknieniem.
Nie wolno nam, na finiszu tej najważniejszej w historii III RP kampanii wyborczej zapomnieć o tych wszystkich organizacjach obywatelskich i pozarządowych, które przez osiem lat niestrudzenie walczyły o demokrację. Nie wolno zapomnieć nam o KOD, Akcji Demokracji, Strajku Kobiet, Dziewuchach dziewuchom, Obywatelach RP, Wolnych-Mediach.pl, Stowarzyszeniu “Obywatele Mają Głos” oraz wszystkich innych, których nie wymieniłem z nazwy, bo zajęłoby to zbyt dużo miejsca. To dzięki ich niezłomnej postawie udało się przez te osiem lat uratować to, co w życiu każdego człowieka powinno być najważniejsze – wolność.
***
Na koniec wróćmy do Tomasza Wołka. Tak kończy swoją polemikę z Adamem Michnikiem w sprawie pamiętnego wyjazdu prezydenta Lecha Kaczyńskiego do Tbilisi 5 sierpnia 2008 roku: “Ten etos, który zespolił zarówno polskie elity polityczne, jak i większość społeczeństwa; owe cnoty, jakie Michnik dostrzegł w Tbilisi – a więc honor, wolność, godność, wsparte jeszcze rozumem politycznym – ja widziałem raczej gdzie indziej i kiedy indziej. W Sierpniu 1980 i przy Okrągłym Stole. W amerykańskim senacie podczas słynnego przemówienia Wałęsy. Na kijowskim Majdanie, kiedy prezydent Kwaśniewski skutecznie podtrzymywał ‘pomarańczową rewolucję’ – ramię w ramię z… Kaczyńskim, Wałęsą i Komorowskim. To wtedy ‘Mazurek Dąbrowskiego’ brzmiał mocno, czysto i harmonijnie”.
Tomasz Wołek pisał to w sierpniu 2008 roku…