Minął ponad miesiąc od wielkiego Marszu 4 Czerwca, który okazał się ogromnym sukcesem osobistym Donalda Tuska, i to dobra perspektywa czasowa, aby dokonać wyważonej oceny jego skutków, bo zmienił on diametralnie stan polskiej polityki. Donald Tusk zaskoczył nie tylko obóz władzy, ale też całą opozycję, z Szymonem Hołownią na czele, który jest twarzą projektu „Trzecia Droga”, czyli „alternatywy” dla dwubiegunowej sceny politycznej i za który to projekt Hołownia odpowiada własną twarzą bez wątpienia bardziej niż Kosiniak-Kamysz. W ciągu tego ponad miesiąca wydarzyło się wiele, ale jedno jest pewne – Tusk i Koalicja Obywatelska postawili poprzeczkę tak wysoko, że przeskoczyć jej nie potrafi nikt, nawet obóz władzy, który do tej pory wiódł prym i robił w zasadzie, co chciał. Tusk ten pochód przerwał.
Felieton ten powstawał z przerwami ponad dwa tygodnie, aby mieć jeszcze szerszy obraz tego, co się w polskiej polityce stało. A stało się bardzo dużo. Głównie to, że obóz władzy drastycznie traci poparcie, a to budujący dla demokracji sygnał.
Zapraszam do lektury.
Marsz, marsz Dąbrowski.
Marsz 4.06.2023 roku stał się cezurą czasową, od której należy inaczej postrzegać polską politykę. Demonstracja ta była, moim zdaniem, początkiem istotnych zmian na polskiej scenie politycznej. A przed marszem wcale nie było pewne, że taką cezurą się stanie. Bez wątpienia Donald Tusk bardzo dużo ryzykował, wzywając na ten marsz wszystkich wyborców, w dodatku nie konsultując tego z pozostałymi liderami opozycji. Pamiętamy przecież, jaki krzyk podniósł się w mediach społecznościowych po ogłoszeniu tego wezwania na Twitterze.
Na Tuska posypały się słowa krytyki praktycznie z całego obozu antyPiS, a obóz władzy przystąpił do kampanii oszydzania, oszczerstw, obrażania i plucia nie tylko na samego Tuska, ale także na tych, którzy zapowiadali w nim uczestnictwo. Na opozycji najbardziej przytomnie zachowali się liderzy Lewicy, którzy niemal od razu poparli ten marsz. Kompletnie zagubili się za to liderzy Trzeciej Drogi i to tak bardzo, że większość komentatorów pozwalała sobie na drwiny z „bardzo ważnych zobowiązań liderów wobec wyborców w Lesznie”. Ich zagubienie okazało się jeszcze większe, gdy potwierdzili na dwa dni przed marszem, że wezmą jednak w nim udział.
Marsz okazał się olbrzymim sukcesem osobistym Donalda Tuska, mimo że cała opozycja próbowała się pod niego podpiąć, zgodnie ze starą życiową zasadą, że sukces ma wielu ojców, porażka zawsze jednego. Tak, marsz 4.06 to osobiste zwycięstwo Donalda Tuska. Kropka.
Tusk i Koalicja Obywatelska osiągnęli tym marszem kilka celów:
1. Udowodnili, że szef PO wcale nie jest obciążeniem opozycji, co nieustannie wmawiali wyborcom wszyscy od lewa do prawa, włącznie ze środowiskiem Szymona Hołowni.
2. Udowodnili, że Koalicja Obywatelska może przebić szklany sufit 30% poparcia, co negowali wszyscy od lewa do prawa, włącznie ze środowiskiem Szymona Hołowni.
3. Tusk odwrócił trendy w kampanii wyborczej (na razie w prekampanii) i to on stał się myśliwym a nie zwierzyną. Od 4.06 obóz PiS stracił pozycję lidera, który narzuca tematy. Od 4.06 stało się jasne, że to Tusk narzuca narrację.
4. Tusk pokazał opozycji, że może zawalczyć o pełną pulę, czym ustawił KO w innej, znacznie lepszej pozycji negocjacyjnej przede wszystkim wobec Trzeciej Drogi, która, moim zdaniem, do wyborów nie przetrwa w obecnym kształcie, co oznacza, że zarówno Hołownia jak i Kosiniak-Kamysz przyjdą do Tuska, aby dołączyć do szerokiej koalicji. Pewnie nie będzie to jedna, wspólna lista, bo już na nią za późno, ale bez wątpienia będzie to jakiś rodzaj ściślejszej niż teraz współpracy.
Po marszu pogubił się nie tylko obóz władzy, który kompletnie nie może sobie poradzić z tym, co zobaczył, ale pogubiła się też Trzecia Droga, czego najlepszym dowodem były „konsultacje” z PiS-em zmian w edukacji, na które to konsultacje przybył jedynie p. Rzymkowski, znany z prostackiego i wulgarnego języka dotyczącego opozycji. Przyszedł, wysłuchał i po spotkaniu powiedział, co do tej pory mówił. Tak, to była kolosalna wpadka PR-owa Hołowni i Kosiniak-Kamysza. Nie da się uniknąć wrażenia, że propozycja debaty z PiS-em, którą rzucił w eter Szymon Hołownia w imieniu PL2050 była jak swojego czasu „zielone światełko w tunelu” rzucone przez Ryszarda Petru w 2016 roku, kiedy to ogłosił się on liderem opozycji, a światełko dotyczyło rozmów z Kaczyńskim. Po raz kolejny okazało się, że polityka to gra dla dużych dziewcząt i dużych chłopców.
„Jako rodzic, nie wyobrażam sobie, żeby moje dzieci uczestniczyły w zajęciach, w których seksedukator będzie je uświadamiał w sposób nieadekwatny do ich stopnia rozwoju”, stwierdził swego czasu p. Rzymkowski w Radiu Zet, a politolożka Renata Mieńkowska-Norkiene z UW skwitowała rozmowy Trzeciej Drogi z PiS w Faktach po faktach jednym zdaniem: „To był akt desperacji ze strony Trzeciej Drogi”.
Za to obóz Zjednoczonej Prawicy pogubił się jeszcze bardziej, totalnie i na całej linii. Już 4.06 został zaskoczony frekwencją, którą próbował ośmieszać infantylnymi komentarzami o ludziach stojących w kolejce do ZOO lub po lody. Próby udowadniania, że na marszu jest najwyżej 50 tysięcy ludzi były natychmiast komentowane zdjęciami i filmami na żywo, potwierdzającymi, że frekwencja jest olbrzymia. Każdy kto był na marszu, wie, że pół miliona osób to nie była przesadna egzaltacja organizatorów i uczestników demonstracji.
Kolejnym strzałem w kolano były próby udowadniania, że na marszu spotkali się ludzie przepełnieni nienawiścią do władzy, ale przecież nie dało się tego w żaden sposób udowodnić, bo demonstracja była radosna i spokojna, co potwierdziła nawet rządowa policja. Każdy zdrowo myślący człowiek mógł bez problemu porównać obrazy z marszu 4.06 z obrazami z marszów niepodległości 11.11. Ulicami Warszawy przeszedł ponad półmilionowy tłum roześmianych ludzi w każdym wieku. Niewątpliwą wartością dodaną było liczne uczestnictwo młodzieży.
Finalnym punktem marszu było przemówienia Donalda Tuska na placu Zamkowym, które, moim zdaniem, było jego wiodącym przemówieniem w całej dotychczasowej prekampanii. Tusk udowodnił wszystkim, że jest liderem i że na opozycji nie ma nikogo innego, kto mógłby mu dorównać charyzmą i zdolnością przyciągania takich tłumów. Tak, Tusk rzucił rękawicę Kaczyńskiemu, której Kaczyński nie jest w stanie podnieść.
Dowodzi tego cały szereg zdarzeń, jakie nastąpiły przed i po marszu, a które to zdarzenia pokazały, że obóz PiS jest w głębokiej defensywie. I tak po kolei wymienić można:
1. Wolta prezydenta w sprawie komisji badającej rosyjskie wpływy. Najpierw podpisał ustawę, potem (pod wpływem Unii Europejskiej i USA) próbował ratować sytuację, zgłaszając poprawki, które niczego jednak w ustawie nie zmieniły. Przypomniało to słynną ustawę o IPN, którą de facto napisał PiS-owi Izrael.
2. Jan Paweł II. PiS bardzo liczył na to, że opozycja podejmie ten temat, ale opozycja zachowała czujność i nie dała się wmanewrować w pułapkę zastawioną przez obóz władzy. Do tematu wróci się po wygranych wyborach, bo trzeba kwestie krycia pedofilii w Kościele wyjaśnić do szpiku kości.
3. Nie zażarł też temat 800+, głównie dzięki „sprawdzam”, które rzucił Kaczyńskiemu Tusk.
4. Nie żre też temat „mowy nienawiści” na marszach Tuska. Marsz 4.06 był marszem spokojnym, bez żadnych ekscesów, a po wpadce w Poznaniu z nieszczęsnym transparentem na kolejnych wiecach organizatorzy bardziej się pilnują. Uczestnicy też.
5. Komisja o ruskich wpływach okazuje się gorącym kartoflem, z którym obóz władzy nie wie, co zrobić.
6. Marsz w obronie życia i rodziny okazał się totalną klapą – frekwencja na marszu była mizerna i władza szybko o marszu zapomniała.
7. Zmiany w sztabie wyborczym PiS. Odszedł Tomasz Poręba, którego zastąpił Joachim Brudziński – człowiek, któremu zarzuca się szereg nieprawidłowości. Najgorsze z możliwych posunięcie. Po kilkunastu dniach od tej decyzji nie widać niczego nowego w taktyce PiS-u.
8. Sondaże. Zauważyć już można stały trend, w którym Zjednoczona Prawica słabnie, a Koalicja Obywatelska rośnie. W ostatnich sondażach widać nawet mijankę lub zrównanie poparcia.
9. No i na koniec – uchodźcy. Odgrzewany kotlet z 2015 roku, który wtedy przyniósł PiS-owi sukces, ale dzisiaj jesteśmy już 8 lat później i sytuacja jest diametralnie inna. Mamy w Polsce miliony uchodźców z Ukrainy, a rząd tylko w ubiegłym roku sprowadził do Polski ponad 350 tysięcy uchodźców, z czego 135 tysięcy z państw muzułmańskich – fakt, do pracy, ale przecież ci ludzie żyją wokół nas. Tymczasem w Unii Europejskiej nie ma żadnego tematu obowiązkowej relokacji uchodźców.
To przykłady najbardziej spektakularnych porażek obozu ZP w ostatnim czasie, podczas gdy opozycja poszła po 4.06 za ciosem, organizując wielki protest kobiet oraz Paradę Równości, które to demonstracje okazały się sporym sukcesem frekwencyjnym.
Jak bardzo Marsz 4 Czerwca uderzył nie tylko prawą stronę sceny politycznej, ale także Trzecią Drogę niech świadczą te trzy cytaty z Twittera:
„Ludzie, którzy szli w ‘marszu nienawiści’ Tuska to inny model kulturowy. Oni są (choć pewnie nie wszyscy) niczym bohater ‘Zapisków oficera Armii Czerwonej’ i jego koledzy. Normalnym ludziom jawią się niczym obca cywilizacja. Trochę śmieszna, trochę straszna, głównie żałosna…”.
Jacek Piekara.
„Chodzi o syf jaki ciągnie się za Tuskiem. Tusk, tylko grzejąc emocje próbuje coś zyskać dlatego wypuszcza hejt od lat”.
Iwona z TT.
„Trzecia Droga jako jedyna siła polityczna w Polsce, realizuje realny program wyborczy, a nie chodzi na marsze, które są jedynym programem pewnych partii politycznych w Polsce. Fakt, nie opinia”.
Dominik Bania, członek PL2050. Student prawa.
(Pisownia oryginalna).
Nuda, brak pomysłów, zgrane nuty, nic nie działa.
Kampania obozu Zjednoczonej Prawicy, a Prawa i Sprawiedliwości w szczególności, jest nudna. Brak w niej pomysłów, którymi PiS zaskoczyłby przeciwnika, słychać w niej ciągle te same, zgrane nuty. Najlepszym na to dowodem jest tweet Piotra Glińskiego, opublikowany po wiecu Tuska we Wrocławiu:
„Kolejny festiwal fantazji i agresji p. Tuska. Teraz powiedział, że chce budować Wielką Polskę! Pewnie z lotniskiem w Berlinie, stoczniami w Rostocku, muzeami z niemiecką narracją i 30 % polskich dzieci w nędzy…. Wielka Polska für Deutschland!”
Nawet profesor ma problem, aby być oryginalnym i twórczym. Jak na razie żadnej zmiany jakościowej po odejściu Tomasza Poręby nie widać. Można być pewnym, że kampania pod wodzą Joachima Brudzińskiego będzie znaną i przewidywalną melodią znaną z dawnych lat:
1. Stały przekaz dnia: „mowa nienawiści Donalda Tuska i jego wyborców”.
2. Uchodźcy to pasożyty, gangi, rozboje i gwałty (ale co z tymi sprowadzonymi przez Daniela Obajtka i tymi 130 tysiącami z ubiegłego roku?)
3. Reparacje, Niemcy, mordercy.
4. Tusk to przyjaciel Putina i Merkel.
5. 800+, podwyżka dla nauczycieli, wcześniejsze emerytury, helikopter z kasą – choć to akurat w tej kampanii ostatnio prawie wcale nie jest eksponowane.
Tymczasem przewodniczący Platformy Obywatelskiej jest stale aktywny, reaguje na bieżące sprawy, cały czas narzuca narrację i podtrzymuje emocje. Nastąpiła widoczna gołym okiem zmiana – teraz to Tusk jest myśliwym, a Kaczyński zwierzyną. Na tę intelektualną pustkę w PiS-ie nakłada się dodatkowo to, że obóz władzy ma ostatnio naprawdę ciężki okres.
Najpierw kolejna przegrana Polski w TSUE. Tym razem kosztuje to Polki i Polaków kolejne 2,5 mld złotych. Wyrok: rząd polski uchybił prawu europejskiemu i jeśli PiS nie zmieni ustaw sądowych, Komisja Europejska wystąpi o naliczanie kolejnych kar.
Ustawa o badaniu rosyjskich wpływów, którą podpisał prezydent, narusza konstytucję RP aż 12 razy:
Artykuł 2 – poprzez złamanie zasad państwa demokratycznego i naruszenie zasad poprawnej legislacji.
Artykuł 10 i 175 – naruszenie trójpodziału władz.
Artykuł 30 i 47 – naruszenie godności człowieka w aspekcie jego czci i dobrego imienia.
Artykuł 42 ust. 1 – naruszenie zasady, że odpowiedzialności karnej może podlegać tylko ta osoba, która naruszyła prawo zgodnie z ustawą obowiązującą w czasie popełniania czynu zabronionego.
Artykuł 42 ust. 2 – naruszenie prawa do obrony.
Artykuł 42 ust. 3 – naruszenie zasady domniemania niewinności.
Artykuł 45 – naruszenie zasady obywatelskiego prawa do rozpatrzenia sprawy przez niezawisły sąd.
Artykuł 62 ust. 1 – stworzenie mechanizmu umożliwiającego wpływanie na wynik wyborów.
Artykuł 78 – poprzez brak możliwości zaskarżenia decyzji wydanych w pierwszej instancji.
Artykuł 176 – poprzez zignorowanie zasady dwuinstancyjności postępowania sądowego.
(Na podstawie uchwały nr 02/2023 Komitetu Nauk Prawnych PAN z dnia 01.06.2023 roku).
To nie jest pierwszy raz, kiedy Andrzej Duda łamie konstytucję, a to oznacza, że są podstawy prawne, aby stanął w przyszłości przed Trybunałem Stanu. Wierzę, że tak się stanie.
Kolejne niepowodzenie obozu władzy to wznowienie przez sąd sprawy Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Oczywiście PiS będzie robił wszystko, aby sprawę opóźniać, ale już sam fakt wznowienia postępowania jest porażką Zjednoczonej Prawicy. Dr Ryszard Lubas, adwokat śp. Andrzeja Leppera w sprawie przeciwko szefom CBA ułaskawionym przez Andrzeja Dudę, jak orzekł Sąd Najwyższy – bezprawnie, tak wyjaśniał w mediach: „W swojej apelacji przywołałem sytuacje faktyczne z procesu, które wskazywały, że działania wymierzone przeciwko panu Lepperowi były następstwem działań skierowanych przeciwko interesom właścicieli gruntów koło Mrągowa czy przeciwko radzie miasta Mrągowa. Były fałszowane uchwały rady. Fałszowano też uchwały sejmiku i dokumenty mazurskiej Izby Rolniczej. Osób i instytucji pokrzywdzonych było o wiele więcej”.
Jednym słowem PiS-owi nic nie żre. Także dlatego, że Donald Tusk umiejętnie wszystkie „złote scenariusze” Kaczyńskiego rozbraja. Tak było z 800 plus, tak jest teraz z relokacją uchodźców. Jedyne, co w zasadzie obozowi Zjednoczonej Prawicy zostało, to zgrany temat migracji. W 2015 roku stał się lejtmotywem kampanii, który bez wątpienia przyczynił się do wygranej. Ale to było 8 lat temu. Dziś, gdy Polki i Polacy przyjęli do swych domów ponad milion uchodźców z Ukrainy, a rząd PiS wydaje tysiące pozwoleń na pracę imigrantom zarobkowym głównie z państw muzułmańskich, temat ten także nie osiąga spodziewanych efektów. To dlatego ta propaganda jest tak toporna i prostacka. Ma ratować resztki słabnącego poparcia, które podobno według wewnętrznych badań PiS-u spadło już poniżej 30%.
Temat uchodźców nie osiąga też spodziewanych efektów także dlatego, że przymusowa relokacja jest tematem fałszywym z gruntu – nie ma dzisiaj w Unii Europejskiej żadnego przymusu, jest za to projekt solidarności wewnątrzeuropejskiej, na której mogłaby skorzystać także Polska, gdyby tylko premier Morawiecki złożył stosowny wniosek do KE w sprawie wypłaty środków pomocowych związanych z uchodźcami z Ukrainy. Ponad 2 mld euro czeka.
Odkładając na bok tę populistyczną, brudną wojenkę wokół uchodźców, pamiętać trzeba, że problem migracji jest obecnie jednym z największych wyzwań współczesnego świata, obok zmian klimatu, ciągłego zadłużania się państw i bezpardonowego zamachu na liberalną demokrację. To, z czym mamy do czynienia w bogatej Europie od kilku lat, to napływ uchodźców z biednych rejonów świata ogarniętych często wojnami i dotkniętych poważnymi zmianami klimatycznymi (głównie z państw Afryki i Bliskiego Wschodu, dla których nasz kontynent jest swoistym rajem). To poważny problem dla Zachodniej Europy, dużo poważniejszy niż uchodźcy z Ukrainy w Polsce. Bycie członkiem Unii to nie tylko branie pieniędzy ze wspólnej kasy, ale także solidarne rozwiązywanie problemów globalnych, które dotyczą całej Unii, a Polska jest jej częścią. Unia Europejska opiera się na wartościach chrześcijańskich i liberalnych. Nie jest jedynie bankomatem, tak jak widzą to populiści właśnie.
Dwie Polski i trzecia droga.
Od lat wiadomo, że Jarosław Kaczyński i Donald Tusk reprezentują całkowicie dwie odmienne wizje Polski i to niezależnie od tego jak bardzo Szymon Hołownia będzie opowiadał, że PiS i PO reprezentują ten sam model polityki. Polska, czy szerzej – państwo według Kaczyńskiego, to omnipotentny, restrykcyjny wobec obywatela twór, który należy wykorzystać do własnych i partyjnych celów, tworząc nową, współczesną kastę oligarchów dokładnie na wzór sowiecki i putinowski. Z liberalną demokracją nie ma to nic wspólnego, ba, liberalna demokracja dla Kaczyńskiego to wróg śmiertelny, którego należy zniszczyć, a co najmniej spacyfikować, bo liberalna demokracja to wolne media, niezależne od władzy instytucje państwowe i państwo, które nie jest opresyjne wobec obywatela, a jeśli już opresyjne być musi, to w jasno określony sposób. Państwo, Polska, według Kaczyńskiego nie posiada żadnej z tych cech. Przykładów i dowodów na tę tezę widzimy od 8. lat wystarczająco dużo. A z zapowiedzi różnych zmian, które PiS chce wprowadzić, wynika, że będzie jeszcze gorzej.
Liberalna demokracja jest właściwie na całym świecie bezpardonowo atakowana od dawna. W zasadzie niemalże od razu po upadku komunizmu (koniec historii według Fukuyamy). Kaczyński w tym dziele bierze udział już od początku lat 90. ubiegłego wieku – cała historia jego obu partii, Porozumienia Centrum i PiS, to jeden wielki dowód na poparcie tej tezy. Powstanie Porozumienia Centrum, z jego wszystkimi ciemnymi interesami w rodzaju Fundacji Prasowej Solidarności i spółki Telegraf, powiązania z FOZZ i Art-B (o wszystkim można poczytać w książkach Tomasza Piątka, Grzegorza Rzeczkowskiego, Agaty Kondzińskiej, Iwony Szpali i innych, odważnych autorów), to jedna, wielka składnica wiedzy o tym, czym dla Jarosława Kaczyńskiego jest/ma być państwo.
Koncepcja polityczna Donalda Tuska jest diametralnie różna. Państwo według Tuska ma być całkiem odmiennym tworem niż potworek Kaczyńskiego. Gdy kiedyś zapytałem jednego z prominentnych polityków PO, dlaczego Platforma Obywatelska nigdy nie dążyła do tego, aby mieć swoje, partyjne media, aby w nich odkłamywać wszystkie kłamstwa przeciwników, odpowiedział z rozbrajającą szczerością: Donald nigdy by czegoś takiego nie zaakceptował. To tłumaczy, dlaczego od lat mówimy o dwóch różnych koncepcjach politycznych. I dlaczego wygranie z Kaczyńskim (gdy już dorwał się do władzy samodzielnej) jest takie trudne.
Kilka lat temu podczas Igrzysk Wolności w Łodzi Donald Tusk wygłosił swoje jedno z najlepszych przemówień w życiu – w zasadzie było to jego polityczne credo. To przed tym wystąpieniem Leszek Jażdżewski z Liberté ogłosił swoją tezę o bijących się świniach w korycie, która została skwapliwie wykorzystana przez PiS, aby zdeprecjonować przemówienie Tuska. Tusk był wtedy jeszcze szefem Rady Europejskiej, na co dzień więc miał styczność z polityką wielką, bo światową, co bez wątpienia ukształtowało go na całe jego polityczne życie, a co widzimy dzisiaj. Tamto przemówienie pokazało, jaką drogę przeszedł Donald Tusk, będąc prezydentem Europy. Zobaczyliśmy wtedy polityka wagi ciężkiej, polityka z dalekosiężną wizją świata w perspektywie nie 10-15. lat, a lat 50. Tusk mówił o sprawach, które dla większości słuchaczy były czymś kosmicznym w porównaniu z tym, czym wtedy żyliśmy tu, w Polsce za sprawą Zjednoczonej Prawicy i Jarosława Kaczyńskiego. To przemówienie unaoczniło wszystkim ludziom o otwartych horyzontach myślowych jedną prawdę – Donald Tusk i Jarosław Kaczyński to dwie odmienne wizje świata, odległe od siebie o lata świetlne.
Dzisiaj to widać jeszcze bardziej dobitnie jak wtedy. Gdy oglądamy Tuska w Warszawie, Poznaniu, Jeleniej Górze i we Wrocławiu, widzimy polityka na luzie, w samej koszuli, z podwiniętymi rękawami, mówiącego z pamięci, ze swadą i łączącego ludzi. W Bogatyni zaś widzimy Jarosława Kaczyńskiego w czarnym garniturze pod czarnym krawatem, drętwego, manipulującego faktami, dzielącego ludzi, przemawiającego wyłącznie do swojego aktywu, robiącego ciągłe aluzje do Tuska-Niemca oraz gadającego o uchodźcach, których PiS sprowadził tu setki tysięcy. Widzimy przyszłość versus zacofanie.
W te dwie różne wizje świata próbuje wpisać się Trzecia Droga Hołowni i Kosiniaka-Kamysza, w sposób, który dla większości wyborców jest kompletnie niezrozumiały. Powodów, dla których Trzecia Droga balansuje w okolicach progu wyborczego, a w niektórych sondażach jest nawet pod progiem, jest kilka, ale najważniejszy, moim zdaniem, to brak spójności przekazu. Podczas niedawnej konwencji Trzeciej Drogi Kosiniak-Kamysz podkreślał, że 3D będzie ortodoksyjnym centrum. Ale w centrum jest już jedna partia i to największa partia na opozycji. Z kolei Szymon Hołownia twierdzi, że 3D to koalicja liberalna gospodarczo (choć tak naprawdę niewiele wiadomo, jak ten liberalny program gospodarczy ma wyglądać) i niemal na każdym kroku podkreśla, że Trzecia Droga rozdawać pieniędzy nie będzie. Ponadto obaj ciągle twierdzą, że w kampanii wyborczej walczyć będą o tych “6 milionów” wyborców, którzy nie chcą ani PiS-u, ani PO, ale jednocześnie Hołownia i Kosiniak-Kamysz stale podkreślają, że chcą też zachęcać miękki elektorat ZP. Jednak ten elektorat właśnie chce 500+ (ba, chce nawet 800+) i nie chce rezygnować z 13, 14 emerytury i innych socjalnych prezentów. Wszystko to razem tworzy brak spójności przekazu, swoistą kakofonię treści, co powoduje, że Konfederacja w niektórych sondażach przekracza już 10% poparcia.
Ponadto sama nazwa koalicji Polski 2050 i PSL jest niefortunna. Czym ma być bowiem owa trzecia droga w świecie, w którym liberalna demokracja jest bez pardonu atakowana przez różnego rodzaju autokreacje? Do tego jest to nazwa myląca, bo sugeruje, że PL2050 i PSL chcą iść inną drogą niż KO i Lewica, a jednocześnie bez przerwy powtarzają, że po wygranych wyborach będą tworzyć z KO i Lewicą wspólny rząd. Za dużo jest w tym wszystkim mylącego przekazu.
A to bardzo niedobrze, bo jeśli Trzecia Droga nie przekroczy progu 8%, główną premię zdobędzie PiS, co wynika ze specyfiki systemu D’Hondta, który nie tyle promuje dużych zwycięzców, co dużych, którzy mają przewagę w tzw. małych okręgach wyborczych, a póki co PiS w nich właśnie jest najsilniejszy. Premię D’Hondta wcale nie zgarniają partie, które mają duże poparcie w dużych, miejskich okręgach. To wiedza dla polityków bezcenna, która powinna być wykorzystana głównie przez PSL, aby jak najwięcej głosów odebrać elektoratowi PiS właśnie w małych okręgach – na wsi i w miasteczkach powiatowych. Problem w tym, że wyborca PSL nie bardzo rozumie ten sojusz z PL2050, nawet mimo kilku elementów stycznych, jak choćby stosunek do religii. Widać religia dzisiaj nie jest najważniejsza dla wyborców wiejskich i z małych miejscowości.
Moim zdaniem projekt Trzeciej Drogi to projekt przejściowy, który wytrwa maksymalnie do końca wakacji. Po wakacjach, gdy już wszystkie karty wyłoży na stół władza (ogłaszając termin wyborów), Panowie Hołownia i Kosiniak-Kamysz zapukają do drzwi przewodniczącego KO na Wiejskiej nr 12a. Tyle tylko, że do tej pory opozycja jako całość zmarnuje mnóstwo sił i czasu, który mógłby być spożytkowany na oswajanie wyborców z autentyczną opozycyjną współpracą. Chyba że Pan Hołownia pójdzie po rozum do głowy i przestanie w końcu opowiadać, że trzecia droga to nowa jakość w polityce. Ale wtedy, żeby to uwiarygodnić, musiałby rozstać się ze wszystkimi politykami, których ma w sejmie, bo przecież przyjęcie ich wszystkich na pokład, jest niczym innym jak tylko potwierdzeniem złych zasad panujących w polityce. Z której strony nie spojrzeć, Pan Hołownia ma poważny problem z wiarygodnością jako polityk oczywiście.
Krucjata przeciwko waloryzacji 500 plus (wczorajsze głosowania w sejmie) jest ryzykowną strategią Trzeciej Drogi. Od teraz zarówno PL2050 jak i PSL będą musiały być konsekwentne i blokować wszystkie nowe wydatki budżetu. Odkładając na bok tę oczywistą, ale kompletnie niezrozumiałą wojnę 3D z Platformą (po wyborach chcą przecież tworzyć wspólny rząd), przeanalizujmy, jak bardzo 3D jest przeciwko nadmiernym wydatkom budżetowym.
Waloryzacja 500 plus kosztować będzie rocznie ok. 24 mld złotych (6,5 mln dzieci x 300 x 12 plus koszty obsługi). Proponowane przez Trzecią Drogę „TAK dla edukacji” miałoby kosztować budżet 35 mld złotych (dane ze strony PL2050). Zatem więcej o 11 mld niż waloryzacja 500+. Jeśli dodatkowe 11 mld nie jest nadmiernym wydawaniem pieniędzy, ich dodrukiem i pożyczkami, to czym w takim razie jest? Rad bym był posłuchać odpowiedzi.
Na koniec tego wątku warto zatrzymać się chwilę przy jeszcze jednym wariancie, który może spowodować pełną konsolidację opozycji (jeśli oczywiście Panowie Hołownia i Kosiniak-Kamysz wykażą się zdrową, polityczną przenikliwością). Tym wariantem jest opcja, nad którą obóz Zjednoczonych Prawicy już pracuje od jakiegoś czasu, czyli przesunięcie terminu wyborów poprzez wprowadzenie stanu wyjątkowego na obszarze przygranicznym z Białorusią. Twórczym wariantem tej opcji jest wprowadzenie stanu wyjątkowego na obszarze całego kraju.
Wszystkim tym, którzy uważają te rozważania za absurdalne, przypomnę wszystkie posunięcia obozu Zjednoczonej Prawicy od 2015 roku. Za każdym razem słyszałem tę samą opowieść: „nie no, tym razem PiS tego nie zrobi”, a Kaczyński robił. Te wybory są dla obu stron wyborami o wszystko, z tą różnicą, że dla obozu władzy są to wybory o być albo nie być w sensie prawno-karnym. A to już zupełnie inna melodia.
Reset.
Film dokumentalny autorstwa Cenckiewicza i Rachonia emitowany w TVP Info miał być kolejnym złotem politycznym PiS, a okazał się tym, czym był od samego początku, czyli wyjątkowych lotów propagandowym gniotem, który może być uznany za “dokument” tylko przez najwierniejszych z wiernych wyborców obozu ZP oraz oczywiście przez polityków tego obozu, ale to tylko i wyłącznie z czystego cynizmu.
Za analizę tego serialu wzięła się w Oko Press Anna Mierzyńska, która rozebrała go na czynniki pierwsze, udowadniając, że jest to wzorcowa robota propagandowa, której nie powstydziliby się towarzysze z Łubianki i sam mistrz propagandy – Goebbels. „Dokument” ten powstaje w jednym, określonym celu – aby PiS wygrało wybory, zohydzając jak tylko się da Donalda Tuska. W istocie jest prostackim cepem, w którym użyto aż 7 znanych technik propagandowych:
1. Powtórzenia.
2. Metodę „ad nauseam” (powtarzanie treści do znudzenia w celu wytworzenia skojarzenia mentalnego).
3. Technikę transferu (rzutowanie cech jednej osoby na drugą, czyli negatywnych cech Putina na Tuska).
4. Warunkowanie klasyczne, czyli wytworzenie automatycznej reakcji (w tym przypadku negatywnej) na bodziec (obraz, nazwisko).
5. Półprawdy.
6. Metodę „post hoc”, która polega na głoszeniu, że skoro coś zdarzyło się po danym wydarzeniu, ma z tym wydarzeniem związek.
7. Celowe sianie niejasności, nazywane też zaciemnianiem.
Tymczasem Gazeta Wyborcza przypomniała kilka dni temu ostatni tekst Andrzeja Poczobuta, zanim został aresztowany przez białoruską bezpiekę, w którym Poczobut pisał: „W latach 2016-2020 mieliśmy do czynienia z bezprecedensowym w polsko-białoruskich relacjach ociepleniem”.
Z kolei powtarzana przez PiS z uporem maniaka narracja, że to Tusk i Sikorski zerwali umowę z USA o budowie tarczy antyrakietowej jest oczywistym kłamstwem, gdyż 17 września 2009 roku to Barak Obama ogłosił zmianę koncepcji technicznej tarczy, korzystniejszej dla Polski. Nikt się z żadnej umowy nie wycofał, a baza w Redzikowie jest na ukończeniu. „MDA (Agencja Obrony Przeciwrakietowej) planuje ukończyć konstrukcję Aegis Ashore Poland i dostarczyć te techniczne zdolności pod koniec 2023 r. dla testów akceptacyjnych US Navy” – powiedziała PAP rzeczniczka MDA, Nancy Jones-Bonbrest, zapytana o planowany termin oddania do użytku bazy w Redzikowie. „Kiedy to się zakończy, Aegis Ashore Poland będzie drugą lądową lokalizacją obrony przeciwrakietowej w Europie i wyznaczy zakończenie ostatniej fazy European Phased Adaptive Approach (EPAA)” – dodała.
Taktyka obozu Zjednoczonej Prawicy i Jarosława Kaczyńskiego jest jasna i czytelna jak pierwsza czytanka: do ogłoszenia oficjalnej kampanii wyborczej będą kłamać i wylewać cały ten ściek, żeby jak najwięcej przywarło do Tuska i PO, bo po ogłoszeniu kampanii wiedzą, że będzie ich można ścigać sądownie w ramach przyspieszonej, wyborczej procedury sądowej. I wtedy spuszczą z tonu. Dlatego będziemy świadkiem najbardziej wrednej i najbrudniejszej kampanii przedwyborczej, jakiej ten kraj jeszcze nie widział. To, co obserwujemy teraz, to dopiero początek. Dziadek z Wermachtu to było przedszkole.
Jest jeszcze jeden powód, dla którego wybory parlamentarne 2023 roku są wyborami o wszystko: po kryzysie covidowym i wojnie w Ukrainie nadejść muszą lata prosperity (sama tylko odbudowa Ukrainy będzie olbrzymim impulsem prorozwojowym). Jeśli wojna skończy się w miarę szybko, Europę i świat czeka gospodarcza hossa, a to oznacza dobre lata dla rządzących. Ktokolwiek to będzie.
10 odpowiedzi
Te wybory ze względu na ambicyjki mniejszych braci opozycyjnych niestety nie są wygrane przez nikogo. Do wyborów jeszcze kawał czasu i jeszcze wiele może się wydarzyć. Wbrew pozorom PiS jeszcze definitywnie nie przegrał. Jesteśmy po części społeczeństwem nierobów i łasych na łatwy pieniądz. To pole działania Zjednoczonej prawicy. Jeśli popatrzy się na działania Konfederacji, może się okazać, że PiS- owi rośnie przyszły koalicjant. Kaczyńskiemu Konfederacja jest potrzebna do zagospodarowania elektoratu im niedostępnego. Do wyborów będą klepali się po plecach. Po wyborach z uwagi na świadomość Kaczyńskiego, że w wielu sprawach są umoczeni i powinni być na wczasach (#) dzielenie się z władzą z kimś kto ustawia się na prawo od nich będzie dla nich nie wygodne. Może być tak jak już kiedyś było. Wystarczy przypomnieć aferę gruntową i co się porobiło z koalicją PiS- LPR- Samoobrona. Te wybory rozegrają między sobą dwaj sprawdzeni w boju liderzy. A cała reszta to przystawki, które tak się poustawiały na własne życzenie. Twierdzić, że to najważniejsze wybory od jakiegoś czasu to trochę mało. Działania co poniektórych nie idą w parze.
Czyli Tusk nie ma już ambicji???? Tylko inni je mają? 😉
Niech zrobi koalicję z Lewicą i pokona PiS, bo wbrew autorowi niestety, notowania PO są poniżej 30%, a PiSu powyżej 35%
Wczoraj jeszcze #POpuliści zagłosowali wspólnie z PiSem za 800+. To 25 mld złotych, zmarnowanych publicznych pieniędzy, bo Tusk zajmuje się nie byciem racjonalnym i tłumaczeniem ludziom trudnych rzeczy, czego należy oczekiwać od poważnego polityka, ale ściga się z Kaczyńskim na populizm, na który oczywiście Tusk połamie sobie zęby, ponieważ jeśli nie spełni teraz tych populistycznych ustaw to jest po platformie i na zawsze zostanie zapamiętany jako oszust. A jak spełni to mamy wyższą inflację i zadłużamy kraj przez człowieka który został #POpulistą.
Szymon mówi, że masz braaaaawooooo.
Bylo 20.50
Zistanie 2.50
Pozdrowienia dla Szymona i Władka. Kiedy 4. droga?
Balsam na moje skołatane nerwy.Dziękuję za ten artykuł.
Dziękuję.
Świetna analiza przedwyborczej sceny politycznej. Chętnie poczytałbym więcej opinii autora o Konfederacji w tej układance bo niestety dość mocno mnie oni niepokoją. Artykuł wlewa nadzieję w moje serce i to bardzo dobrze.
Dziękuję. Przygotowuję felieton o Konfederacji.
Jestem pod wrażeniem, świetnie napisane, dziękuję
Dziękuję. Bardzo mi miło.