1 stycznia 2022 roku obudzimy się w całkowicie nowej rzeczywistości, nie tylko ze względu na wchodzący w życie w tym dniu “Polski Ład” czy nowe ceny energii, wody, gazu, wywozu śmieci, podatków gruntowych, polskiej afery Watergate oraz inflacji przekraczającej 10%, ale także z powodu wchodzącej w życie w tym dniu nowelizacji kodeksu drogowego, która powoduje rewolucję, jakiej w tym kraju nie było od dawna. Wielu nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo będzie to nowa rzeczywistość.
Odłóżmy na bok banały i truizmy o tym, że wystarczy jedynie żyć zgodnie z przepisami i normami, poruszać się po drogach według nakazów zapisanych w kodeksie drogowym i innych ustawach, a nic się nie zmieni. Odłóżmy też na bok banały i truizmy, że trzeba w końcu ukrócić działania wszelkiej maści wariatów na drogach. W tym tekście skupię się wyłącznie nad jakością tworzonego prawa, kroczeniem najprostszymi drogami oraz nad absurdami niektórych przepisów. Życie zgodnie z przepisami, jeżdżenie samochodem ściśle według norm to mit – nie da się jeździć autem dokładnie według przepisów z dwóch powodów: natury ludzkiej (skłonność do popełniania błędów, brak koncentracji z powodu znużenia lub zmęczenia, konieczność skupiania uwagi na wielu elementach, różna zdolność przewidywania, różna spostrzegawczość) oraz skomplikowania i niejednoznaczności tychże norm. Więc dajmy pokój argumentom w rodzaju: wystarczy nie łamać przepisów i wszystko będzie dobrze.
Całe dorosłe i świadome życie żyję w przeświadczeniu, że tworzone prawo winno być jasne, klarowne i sensowne oraz że wprowadzane normy prawne winny być zawsze systemowe, czyli obejmować całokształt danego zagadnienia. Nowelizacja kodeksu drogowego to typowy przykład prawa tworzonego ad hoc, bez głębszego przemyślenia i szerokim łukiem omijającego rozwiązania systemowe. Ponadto to książkowy przykład prawa sankcjonującego wyłącznie jedną tylko jego stronę, czyli represyjność. O edukacji, budowaniu rozwiązań poprawiających bezpieczeństwo nie ma w tej ustawie ani jednego słowa. O rozwiązaniach systemowych – także. Ponadto ta ustawa sankcjonuje wątpliwy już konstytucyjnie przepis o zatrzymaniu praw jazdy, wprowadza nowy przepis naruszający art. 42, art. 45 i art. 77 Konstytucji RP (prawo obywatela do sądu), wprowadza czarny rynek związany z dogadywaniem się ludzi między sobą, gdy dojdzie do stłuczki (kolizja), a także jest korupcjogenna w kontaktach obywatel – policjant. Pojawiła się też już skarga do Rzecznika Praw Obywatelskich o naruszenie Konstytucji dotycząca kwestii dwukrotnego karania za to samo zdarzenie, z kodeksu wykroczeń i z kodeksu karnego (art. 86 paragraf 1 i dodany paragraf 1a kodeksu wykroczeń).
W tworzeniu tego prawa czynny udział wzięli parlamentarzystki i parlamentarzyści Platformy Obywatelskiej, co dla mnie osobiście jest najbardziej karygodne, bo od tej partii oczekuję całkowicie innych standardów tworzenia prawa, zamiast tworzenia niedorobionych bubli w dodatku najmniejszym nakładem pracy. I naprawdę nie chodzi tu o to, że „na komisjach” trwały dyskusje na temat poszczególnych zapisów. Od Platformy Obywatelskiej wymagać zawsze będę wyższych standardów. Chodzenie na skróty w imię „wyższych celów” nigdy mnie nie satysfakcjonowało, w polityce zwłaszcza. A po najnowszych doniesieniach na temat nielegalnych podsłuchów szefa kampanii wyborczej PO, co do których podejrzenia były przecież znane już od dawna, głosowanie razem z PiS tak fatalnej ustawy, jest jeszcze bardziej niezrozumiałe.
Poniżej zebrałem wszystkie zarzuty do tej nowelizacji. Rzecz jasna to mój subiektywny osąd, nie jestem też prawnikiem, a swoją ocenę wywodzę z lektury tej ustawy oraz licznych artykułów dotyczących tej sprawy. W dyskusji na temat mojego tekstu bardzo proszę unikać sformułowań, o których wspomniałem wyżej, w rodzaju „wystarczy jeździć zgodnie z przepisami”. Ten tekst nie odnosi się do truizmów, ten tekst odnosi się do realnych konsekwencji tworzonego prawa w Polsce.
Zapraszam.
Zarzut 1. Ogólny. Dotykający bezpośrednio polityki.
Ustawa przeszła przez Sejm i Senat jak burza, w tempie ekspresowym przy wydatnej pomocy opozycji, w tym głównie Platformy Obywatelskiej. Skoro w tym akapicie dotykam zagadnień natury ogólnej, to mam generalny problem z wsparciem opozycji w kwestii tworzenia ustaw przez rządzącą większość. Hasło: „odpowiedzialna opozycja” traktuję jednak inaczej niż Państwo parlamentarzyści z PO (KO). Dla mnie hasło to powinno kojarzyć się z takim działaniem: nie głosujemy z większością rządzącą, nie legitymizujemy ich rządów, nie dajemy się wciągać w ich grę. Głosujemy przeciw, ale pokazujemy własne rozwiązania. Co należało, według mnie, zrobić w tym przypadku? Albo wstrzymać się od głosu (jak zrobiło to koło Polska2050), albo głosować przeciw, ale jednocześnie pokazać własny projekt ustawy pozbawiony wszystkich wad. Do tego ujmujący zagadnienie systemowo. Kłopot w tym, że przygotowanie własnego projektu ustawy wymaga wykonania określonej pracy, pracy od podstaw, a z tym jest zawsze poważny kłopot. Z mojej wiedzy Instytut Obywatelski (think tank PO) w ogóle się tymi zagadnieniami nie zajmował. Dlaczego? Nie mam pojęcia, ale wydaje mi się, że to chyba instytucja powołana do tego, aby tworzyć projekty ustaw tego środowiska. W przypadku tej nowelizacji mamy proste uwikłanie KO w ustawę o wątpliwej jakości, czego jako wyborca PO zaakceptować nie mogę.
Zarzut 2. Zbyt drastyczne podniesienie kar, do tego aż w czterech wymiarach.
To pierwszy z moich trzech głównych zarzutów do tej ustawy. Jednym z argumentów podczas moich wewnętrznych dyskusji ze środowiskiem PO w tej sprawie jest ten, że taryfikator mandatów i grzywien nie był podnoszony od 1998 roku, a w tym czasie zarobki wzrosły 6-krotnie. Przy czym przytaczane są tu dane dotyczące średniego wynagrodzenia. Rzecz w tym, że średnie wynagrodzenie to błędne odniesienie. Ze średnią bowiem jest tak, że jeden zarabia 2 000, drugi 10 000, średnia to 6 000. Ani nie jest to prawdą w pierwszym przypadku, ani w drugim. Bardziej adekwatnym odniesieniem powinno być tu minimalne wynagrodzenie i stosunek tego wynagrodzenia do wprowadzonych kar. Obecnie mandaty wynosić będą w granicach 1 500 – 2 000 zł, a grzywny w granicach 5 000 – 30 000 zł. W porównaniu z dotychczasowym taryfikatorem to skok, moim zdaniem, zbyt drastyczny. Ale to nie wszystko. Kary rosną jeszcze w czterech innych wymiarach: liczbie punktów (z 10 do 15), okresie anulowania punktów (z roku na dwa lata), likwidacji kursów doszkalających, dzięki którym możliwe było odjęcie 6 punktów karnych raz na pół roku oraz wzroście składki OC dla posiadaczy punktów karnych. Szczególnie sprawa likwidacji kursów jest absurdem. Jaki był tok rozumowania ustawodawcy, nie mam pojęcia, ale w państwie, w którym edukacja jest głównym problemem, znoszenie kursów jest dla mnie kompletnym nonsensem. Kiedyś wziąłem udział w takim kursie i nie uważam, aby był to czas i pieniądz stracony. Można było podnieść opłatę za ten kurs, ale likwidować go w całości, to przejaw absurdu i braku rozwiązań systemowych właśnie. Ale do tego wrócę jeszcze.
Kwoty mandatów, grzywien i liczba punktów karnych kształtować się będą następująco:
Wyprzedzanie na przejściach dla pieszych i bezpośrednio przed nimi – 15 pkt.
Omijanie pojazdu, który zatrzymał się w celu przepuszczenia pieszego – 15 pkt.
Niezatrzymanie pojazdu przed przejściem, jeśli przejściem przechodzi niepełnosprawny – 15 pkt.
Nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu przy skręcie w prawo (uwaga: zielona strzałka) – 15 pkt.
Nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu “wchodzącemu na przejście” – 15 pkt.
Naruszenie zakazu wyprzedzania na przejazdach dla rowerów i bezpośrednio przed nimi – 15 pkt.
Przekroczenie prędkości powyżej 50 km/h poza obszarem zabudowanym – 15 pkt.
Przekroczenie prędkości powyżej 50 km/h w terenie zabudowanym – 15 pkt. plus zatrzymanie prawa jazdy.
Niezatrzymanie się do kontroli oraz spowodowanie wypadku – 15 pkt.
Kierowanie pojazdu w stanie nietrzeźwości lub w stanie pod wpływem narkotyków – 15 pkt.
Przekroczenie prędkości od 41-50 km/h – 13 pkt.
Przekroczenie prędkości od 31-40 km/h – 10 pkt.
Nieudzielenie pomocy ofiarom wypadku – 10 pkt.
Naruszenie zakazu zawracania na autostradzie lub drodze ekspresowej – 10 pkt.
Wjazd na skrzyżowanie, jeśli nie ma miejsca – 10 pkt.
Naruszenie zakazu wjazdu na przejazd kolejowy, jeśli zapory się opuszczają lub podnoszą – 10 pkt.
Przewóz osób w liczbie przekraczającej liczbę wskazaną w dowodzie rejestracyjnym (powyżej 10 osób) – 10 pkt.
Maksymalny mandat 5 000 zł lub jeśli zbieg wykroczeń to 6 000 zł.
Przekroczenie prędkości powyżej 30 km/h – minimum 800 zł.
Recydywa w ciągu 2. lat – kolejny mandat razy dwa, ale nie więcej niż 3 000 zł.
Maksymalna grzywna w postępowaniu sądowym – 30 000 zł.
Nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu – do 3 000 zł.
Niewskazanie sprawcy wykroczenia – do 8 000 zł. lub do 30 000 zł. w postępowaniu przed sądem.
Spowodowanie kolizji (w tym rysa na parkingu) – minimum 1 500 zł.
Wjazd na przejazd kolejowy lub na zajęte skrzyżowanie – minimum 2 000 zł.
Wyprzedzanie na zakazie – minimum 1 000 zł.
Spowodowanie kolizji w stanie nietrzeźwości – minimum 2 500 zł. (tylko).
Zarzut 3. Nowelizacja pomija kilka istotnych wykroczeń, które mają wpływ na bezpieczeństwo w ruchu drogowym i pozostawia niewyjaśniony przepis o wyprzedzaniu rowerzysty na drodze z linią ciągłą.
Nowelizacja pomija takie wykroczenia jak: jazda „na zderzaku”, rozmowa kierującego pojazdem przez telefon bez zestawu głośnomówiącego oraz wymuszenie pierwszeństwa. Wspomniane wykroczenia to zmora polskich dróg. Do tego wykroczenia te są przyczyną wielu bardzo poważnych wypadków. Każdy, kto dużo jeździ po trasach szybkiego ruchu, wie doskonale, jakim zagrożeniem (i plagą) jest jazda „na zderzak” oraz wymuszanie pierwszeństwa przed jadącym lewym pasem przez kierowców jadących prawym pasem. Ale wymuszanie pierwszeństwa jest także plagą na drogach zwykłych, a przypomnę, że wymuszeniem jest każde spowodowanie spowolnienia pojazdu poruszającego się drogą główną lub szybszym pasem ruchu. Plagą na polskich drogach są też kierowcy rozmawiający przez telefon bez zestawu głośnomówiącego. Wszystkie tu wymienione wykroczenia nie zostały ujęte w nowelizacji, co świadczy o tym, że ustawa robiona była na kolanie, a dyskusje „na komisjach” były nie wiadomo o czym.
Ustawa pozostawia też niewyjaśniony przepis o wyprzedzaniu rowerzysty na drodze z linią ciągłą. Wedle obowiązujących przepisów wyprzedzając rowerzystę należy zachować bezpieczną odległość od niego, nie mniejszą niż 1 metr. Na wielu drogach szerokość pasa ruchu nie pozwala wyprzedzić rowerzysty bez przekraczania środka jezdni. Na drodze z linią ciągłą jest to zabronione. Są drogi w Polsce, gdzie linia ciągła ciągnie się setki metrów, nierzadko i więcej. Wyprzedzenie rowerzysty na takiej drodze skutkować będzie teraz mandatem min. 1 000 zł i 15 punktami karnymi. Ustawa nie uregulowała tej kwestii w ogóle. Ciągnące się pociągi samochodów za rowerzystą będą być może codziennym obrazkiem na polskich drogach, ale czy na pewno o to chodzi w motoryzacji?
Zarzut 4. Brak rozwiązań systemowych.
To drugi z moich głównych zarzutów do tej nowelizacji. Nie ma w niej słowa o rozwiązaniach systemowych. Co to są rozwiązania systemowe? To rozwiązania obejmujące całokształt zagadnienia. Dla mnie w pojęciu tym mieszczą się następujące kwestie: edukacja (szkolenia, kampanie informacyjne), infrastruktura związana z bezpieczeństwem (budowa bezpiecznych skrzyżowań, przejść dla pieszych, wysepek spowalniających prędkość), infrastruktura drogowa (budowa bezpiecznych i nowoczesnych dróg), rzetelna kwerenda znaków drogowych (ograniczenia prędkości w miejscach bez uzasadnienia, “znakologia”, często wzajemnie sprzeczna, wprowadzająca zamęt i chaos wśród kierowców). Co natomiast jest w tej ustawie? Jedynie represja, czyli model typu: karać, karać, karać. Jak się to ma do liberalizmu Platformy Obywatelskiej nie mam pojęcia. Przy czym podkreślenia wymaga to, że mówimy tu oczywiście o liberalizmie odpowiedzialnym, a tym w moim przekonaniu na pewno nie jest kroczenie najprostszą drogą, jaką jest wyłącznie jeden tylko cel tworzenia prawa – kara.
W ustawie tej nie ma słowa o wspomnianych przeze mnie rozwiązaniach systemowych. Jest wprawdzie artykuł, który mówi o tym, że środki z mandatów i grzywien mają iść na Fundusz Budowy Dróg, ale żadnego mechanizmu kontrolnego, na co faktycznie środki te będą wydawane, nie ma.
Ustawa wprowadza też przepis, że firmy ubezpieczeniowe będą miały prawo dostępu do danych na temat wykroczeń, aby móc podnosić opłaty za ubezpieczenie OC, jeśli na koncie będą punkty karne. Ale nie ma mechanizmu odwrotnego, czyli: nie mam punktów karnych, mam zniżki w OC. To właśnie jeden z elementów edukacyjnych. I systemowych. Tego w ustawie brak. Zapewne dlatego, że firmy ubezpieczeniowe mogłyby za dużo stracić, co potwierdzałoby jednak tezę o wyłącznie represyjnym charakterze tej nowelizacji.
Ustawa nie wprowadza też żadnych nowych wymagań związanych z kursami na prawo jazdy, w tym na przykład obligatoryjnego szkolenia w kwestii poruszania się po drogach szybkiego ruchu. Ustawa nie wprowadza też żadnego obowiązku szkoleń podnoszących umiejętności prowadzenia pojazdów, na przykład raz na 3 lata każdy kierowca taki kurs powinien przejść. Zamiast tego usunięto kursy anulujące punkty karne. Kompletny nonsens.
Ustawa nic nie mówi o rzetelnej kwerendzie znaków drogowych, zwłaszcza tych ograniczających prędkość. Na polskich drogach takich ograniczeń jest całe mnóstwo, które służą jedynie temu, aby w krzakach ukrył się policjant z miernikiem prędkości. Od 1.01.2022 roku przewiduję liczniejsze patrole w takich miejscach, bo ta ustawa niewiele ma wspólnego z podniesieniem bezpieczeństwa na drogach, za to z podreperowaniem budżetu państwa – na pewno.
Nowelizacja wreszcie nic nie mówi na temat budowy bezpiecznych przejść dla pieszych, za to bardzo skupia się na karach związanych z wykroczeniami w tych miejscach, do czego jeszcze wrócę. Z badań wynika, że największa liczba wypadków z udziałem pieszych dochodzi na jezdniach wielopasmowych oraz na nieoświetlonych przejściach dla pieszych. W ustawie nie ma słowa o obligatoryjnej budowie sygnalizacji świetlnej przed przejściami dla pieszych na drogach wielopasmowych oraz budowie oświetlenia nad przejściami szczególnie niebezpiecznymi. Co powinna zrobić Platforma Obywatelska? Pokazać projekt narodowej poprawy bezpieczeństwa pieszych, w którym za 5 mld złotych należało zobowiązać się do budowy takich rozwiązań w ciągu pół roku. I tym obwarować głosowanie za ustawą. Zamiast tego wybrano rozwiązanie najprostsze – podniesienie kar. Jakie to PiS-owskie. Tylko co w tym wszystkim robi PO, nie mam bladego pojęcia.
W moich dyskusjach wewnętrznych przewija się też argument taki, że KO robiła badania wśród swoich wyborców, z których wyszło, że większość popiera zaostrzenie kar. Chciałbym te badania zobaczyć, bo nie wydaje mi się, aby większość respondentów zdawała sobie sprawę z mankamentów tej nowelizacji, którą przyjdzie im zweryfikować już wkrótce. Bardzo mnie interesują badania na temat tej ustawy za pół roku.
Zarzut 5. Korupcjogenność i czarny rynek rozliczeń będących efektem stłuczek.
Tak drastyczne podniesienie kar i to w czterech wymiarach jednocześnie (kwota, liczba punktów, okres ich anulowania, zniesienie możliwości częściowego ich obniżenia) będzie tworzyć przestrzeń do korupcji. Tam, gdzie w grę wchodzi wysoka kara i konsekwencje na długi czas, pokusa z obu stron staje się bardziej realna. No chyba że ustawodawca założył, że żyjemy w idealnym świecie.
Ponadto nowelizacja podnosi kary za spowodowanie kolizji, czym jest zwykła stłuczka lub obcierka na parkingu. Przy tak stworzonym przepisie nietrudno sobie wyobrazić rychłe powstanie czarnego rynku rozliczeń między sprawcą stłuczki a poszkodowanym. Ponieważ po wezwaniu policji obligatoryjna sankcja to będzie 1 500 zł i 15 punktów karnych przewiduję stawki na poziomie 1 000 – 1 500 zł plus koszty naprawy. Będzie to modelowy przykład stworzenia prawa wspierającego czarny rynek i nieopodatkowane dochody. Zwykła obcierka na parkingu okaże się całkiem niezłym źródłem lewego dochodu. Tak to jest, gdy tworzy się prawo na kolanie.
Zarzut 6. Nowelizacja dotknie głównie tzw. zwykłych obywateli. Nie obejmie polityków obozu rządzącego (niezależnie od tego, kto będzie rządził) oraz samych policjantów.
Zarzut wydumany? No to proszę bardzo: poseł Suski 150 km/h w terenie zabudowanym, kierowca ministra Macierewicza 117 km/h w terenie zabudowanym, były poseł Zawisza jazda bez uprawnień, kierowca prezesa Kaczyńskiego 140 km/h w terenie zabudowanym, kierowca ministra Brudzińskiego ponad 100 km/h w terenie zabudowanym, prezes Kurski 156 km/h w terenie zabudowanym, poseł Kołakowski 108 km/h w terenie zabudowanym, radny Dolata 129 km/h w terenie zabudowanym, poseł Smoliński ponad 100 km/h oczywiście w terenie zabudowanym, ale schował się za immunitetem. Wszystkie te przypadki zakończyły się bez żadnych konsekwencji dla sprawców. A to na pewno nie jest pełna lista. Dlaczego? Bo ustawa nie reguluje także i tych kwestii.
Podobnie ma to miejsce w przypadku samej policji. Kilkakrotnie zdarzyło mi się jechać w sprawach służbowych policyjnym radiowozem bez sygnałów uprzywilejowanych i ani razu nie widziałem, aby radiowóz poruszał się zgodnie z przepisami dotyczącymi ograniczeń prędkości. Jako osoba, która dużo po Polsce podróżuje, wielokrotnie widziałem też radiowozy policji, które nie respektowały przepisów. Dlaczego? Bo ustawa nie reguluje także i tych spraw.
Dlatego będzie to nowelizacja sankcjonująca trwający od 6 lat dualizm prawny – czyli wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre równiejsze. Swoją drogą warto byłoby utworzyć obywatelski ruch kontroli i dokumentować tam przypadki naruszeń przepisów drogowych przez policję. I domagać się informacji na temat finału danej sprawy. Obawiam się jednak, że jest to typowe wołanie na puszczy, bo przecież za chwilę „Trybunał Konstytucyjny” Julii Przyłębskiej „orzeknie”, że ustawa o dostępie do informacji publicznej jest niezgodna z Konstytucją. Ale to temat na osobny felieton.
Zarzut 7. Najpoważniejszy. Czyli ograniczenie praw obywatelskich.
Na koniec najważniejszy zarzut – naruszania Konstytucji przez niektóre zapisy nowelizacji ustawy. Dotyczy trzech kwestii: utrwalenia w przepisach wątpliwego konstytucyjnie przepisu o zatrzymaniu prawa jazdy po przekroczeniu 50 km/h w terenie zabudowanym, ograniczenia prawa do sądu oraz karania dwa razy za to samo zdarzenie – raz z kodeksu wykroczeń, drugi raz z kodeksu karnego (poprawiony art. 86 paragraf 1 kodeksu wykroczeń).
Obowiązujący od 6 lat, a uchwalony na finiszu rządów PO/PSL, przepis o zatrzymaniu prawa jazdy po przekroczeniu 50 km/h w terenie zabudowanym od początku był wątpliwej jakości i budził wiele kontrowersji. I tylko z racji ważniejszych spraw nie został wcześniej wniesiony do TK. Ale w połowie roku przepis ten został przesłany przez I prezes Sądu Najwyższego pod rozstrzygnięcie Trybunału. Tylko polityczne względy powodują, że rozstrzygnięcie to czeka w zamrażarce. Według mojej subiektywnej oceny, uzasadnienie wniesienia tego przepisu jest jak najbardziej sensowne. Z politycznych względów przepis ten jednak nie będzie rychło oceniony, może to i dobrze z uwagi na uzasadnione wątpliwości wobec Trybunału. Sens przepisu był szlachetny, godny poparcia, ale prawa nie można tworzyć na zasadzie „cel uświęca środki”. Zresztą po 6 latach obowiązywania przepisu widać wyraźnie, że nie spełnił on swojej roli, bo liczba zatrzymanych praw jazdy z roku na rok rośnie, a przecież powinna maleć, gdyby przepis działał. Orzeczenie, że jest on niegodny z ustawą zasadniczą skutkowałoby też gigantycznymi odszkodowaniami dla pokrzywdzonych, co mogłoby rozsadzić już i tak ledwo zipiący budżet państwa. Także i z tego powodu na razie nie ma szans na rozpatrzenie tej sprawy.
Ale nowelizacja wprowadza też dużo groźniejsze konsekwencje – pozbawia albo w istotny sposób narusza prawo obywatela do sądu. Rzecz idzie o przepis odnoszący się do anulowania punktów karnych w okresie dwóch lat. W ustawie są trzy uwarunkowania: i/ 2 lata od momentu zapłaty kary, ii/ 2 lata od uprawomocnienia się wyroku, iii/ z upływem dwóch lat, jeśli sąd wyda orzeczenie o umorzeniu postępowania.
O ile uwarunkowanie pierwsze ma jak najbardziej sens – ma służyć poprawie ściągalności kar, o tyle dwa kolejne uwarunkowania w jawny sposób naruszają prawa konstytucyjne obywateli. Dlaczego? Już wyjaśniam.
Do tej pory było tak, że punkty karne anulowały się w okresie jednego roku. Część bardziej zorientowanych kierowców wykorzystywała fakt, że 12 miesięcy to zbyt krótki czas, aby przejść przez proces w dwóch instancjach do czasu jego uprawomocnienia się, bo tylko uprawomocniony wyrok kończy sprawę. Część kierowców nie przyjmowała mandatów, ponieważ miała co do niego uzasadnione wątpliwości. Przypomnę, że nieprzyjęcie mandatu i prawo do sądu to jedne z podstawowych praw obywatela. To, że państwo polskie nie potrafi tak zorganizować sądów, aby procesy związane z nieprzyjęciem mandatu trwały krócej niż rok, nie jest żadnym usprawiedliwieniem i żadnym powodem, aby wprowadzać przepisy naruszające ustawę zasadniczą. Obywatel nie może ponosić winny za imposybilizm państwa. W rzeczonej nowelizacji ustawodawca w całości przerzucił odpowiedzialność na obywatela. I to za aprobatą partii, która w nazwie ma przymiotnik obywatelska.
Po zmianach działać to będzie inaczej. Otóż punkty karne anulują się nie tylko po 2 latach od zapłacenia kary, ale także po 2 latach od uprawomocnienia się wyroku, jeśli kierujący zdecyduje się wnieść sprawę do sądu. Mało tego, wnosząc sprawę do sądu, sąd może podnieść grzywnę nawet do 30 tysięcy złotych. Ograniczenie praw obywatelskich polega więc na książkowym efekcie mrożącym: uważaj, jeśli nie przyjmiesz mandatu, grozi ci znacznie wyższa grzywna oraz anulowanie punktów nie po 2 latach, a po 4, jeśli proces będzie skomplikowany. Owszem, w nowelizacji jest też zapis, że punkty anulują się z upływem 2. lat, jeśli sąd wyda orzeczenie o umorzeniu postępowania, co ma zostawiać jednak furtkę kierowcy, ale przecież można być głęboko przekonanym o swojej racji, a mimo to spotkać się z całkowicie odmiennym stanowiskiem sądu. Po to powołano w demokracji trzecią władzę, aby móc się do niej odwołać i w żaden sposób nie powinno być to obywatelowi ograniczane. Ta nowelizacja w jawny sposób ogranicza to prawo!
Tu przychodzi mi do głowy natychmiast pierwszy z brzegu przykład sprawy, w której kierujący pojazdem może mieć uzasadnione podstawy do nieprzyjęcia mandatu. Sprawa dotyczy znowelizowanego przepisu o pierwszeństwie pieszego na przejściu dla pieszych i mało precyzyjnego zapisu o “wchodzeniu na przejście”. Mało kto pewnie wie, że wedle tego zapisu wchodzącym na przejście jest pieszy, który podąża ku przejściu. Dyskusyjną kwestią jest, kiedy pieszy podąża ku przejściu. Policjant może to interpretować inaczej niż kierowca. Po 1.01.2022 kierowca skutecznie zostanie zamrożony opisywanym tutaj przepisem.
A przecież można inaczej zorganizować pracę sądów. Przy każdym sądzie wojewódzkim można powołać odrębny wydział zajmujący się wyłącznie nieprzyjętymi mandatami, dzięki czemu można by skutecznie skrócić czas postępowań i mieścić się nawet w 12 miesiącach. Przepis o anulowaniu punktów karnych po 2. latach został wprowadzony głównie z powodu tego, aby skutecznie zniechęcać obywateli do odwoływania się do sądu. Jeśli ta teza jest prawdziwa, a wiele na to wskazuje, mamy do czynienia z prawem bandyckim, do którego, przypomnę, ręce swe przyłożyła Platforma Obywatelska.
Innym poważnym błędem tej ustawy jest poprawiony artykuł 86 paragraf 1 kodeksu wykroczeń, który wprowadza zabronione w systemie prawa rzymskiego (fundament demokratycznego państwa) podwójne karanie za to samo zdarzenie (raz z kodeksu wykroczeń, drugi raz z kodeksu karnego). Skargę do Rzecznika Praw Obywatelskich w tej sprawie wniósł już prezes jednego ze stowarzyszeń kierowców i wiele wskazuje na to, że skarga ta ma mocne podstawy. Bardzo jestem ciekaw dalszych losów opisanych tutaj zapisów nowelizacji.
Czy jest coś dobrego w tej ustawie?
Jest kilka rozwiązań, które idą w dobrą stronę. Na pewno wyższe kary za znaczne przekroczenie prędkości są rozwiązaniami idącymi w dobrą stronę. Ciekawe są też rozwiązania poprawiające ściągalność kar. Ciekawe są też rozwiązania związane z odszkodowaniami dla ofiar wypadków oraz powiązanie liczby punktów z ubezpieczeniem OC.
Ale są to rozwiązania połowiczne i na pewno nie systemowe. Takie typowe wylewanie dziecka z kąpielą. Nawet tak ważna sprawa jak ochrona pieszego wnosi wiele kontrowersji po utrwaleniu wieloznacznego przepisu z czerwca tego roku o pieszym „wchodzącym na przejście”. Tworzenie dobrego, sensownego prawa nie jest proste, ale od tego chyba są specjaliści, zatrudniani przez parlament. Tak ważnego prawa nie tworzy się na kolanie, w tempie ekspresowym. Prace nad tym projektem powinny trwać wiele miesięcy, także przy wykorzystaniu wzorców z innych krajów. Zwolennikom karania polecam zapoznać się z systemem i praktyką przepisów w Wielkiej Brytanii. Nie szukałabym też odniesień do państw skandynawskich, bo Polska nigdy nie będzie Skandynawią. Nie ta mentalność obywateli.
Nie było żadnej kampanii informacyjnej związanej z tą ustawą, wszystko odbyło się po cichu, w cieniu różnych spraw i sprawek. Wykreślenie z przepisów kursów anulujących punkty karne uważam za swoiste kuriozum w państwie, w którym szkolenia kierowców stoją na żenująco niskim poziomie. Zaś jawne ograniczenie prawa do sądu wykracza poza wszelką krytykę. I o to mam do Platformy Obywatelskiej największy żal. Ta partia powinna tworzyć prawo dobre, a nie ad hoc, bez przemyślenia i z pominięciem rozwiązań systemowych, których w tej nowelizacji nie ma żadnych. Podkreślam słowo: żadnych.
I zupełnie już na sam koniec. Bardzo mnie ciekawi, jak ustawa ta wpłynie na bezpieczeństwo na drogach, a jak na liczbę wakatów w zawodzie “kierowca zawodowy”, bo dzisiaj już brakuje w tej profesji około 100 tysięcy pracowników. Nie sądzę, aby przez najbliższe lata ustawa ta pomogła w zapełnianiu tej luki. Państwo polskie dąży do ukrócenia wariactwa na drogach najprostszą z możliwych ścieżką, a to nigdy nie przynosi zamierzonych efektów. Wydaje się, że jedynym efektem tej ustawy będą powiększone wpływy do budżetu, ale nie sądzę, aby przełożyło się to w jakikolwiek sposób na wdrożenie rozwiązań systemowych poprawiających bezpieczeństwo. Wiele wskazuje na to, że środki te zginą w budżecie lub przekazane zostaną na kolejny socjal.
Mówiąc krótko: jak zawsze.
4 odpowiedzi
Gorące oklaski dla ustawodawcy za zaostrzenie kar, szczególnie za zachowania kierowców wobec niechronionych uczestników ruchu! Może wreszcie zacznie maleć ilość samochodów na drogach. Może wreszcie piesi będą bezpieczni. Może wreszcie jeden z drugim zastanowi się, czy warto wsiadać do samochodu, bo lepiej wybrać autobus. W jednym autobusie mieści się tyle osób co w 45 samochodach. Czas wywierać naciski na społeczeństwo, żeby z samochodów rezygnowało, jak to się robi np. we Francji.
Jasne! Jeździjmy hulajnogami… Albo jeszcze lepiej! Wróćmy do koni i pieszych wędrówek! To na pewno rozwiąże wszelkie problemy. Francja w swoich absurdalnych pomysłach prześciga już wszystkie kraje.
W życiu jest tak, że kij ma dwa końce.
Nadeszła chwila zemsty, a mści się bałagan, nieprzestrzeganie prawa i ferment, który sieją dziennikarze i politycy. Polityka strachu, tak bym to ujął i dotyczy bardzo wielu dziedzin. Dziennikarze, którzy na każdym możliwym kroku straszą biedne społeczeństwo, a te przerażone nie chce słuchać, że nasze drogi do amerykańskich są znacznie bezpieczniejsze, a nawet nie wie, jak bardzo jest wykorzystywane, a puenta i sens zaostrzania przepisów, jaka jest, napisałem na końcu. Nie sugeruję, że jazda na naszych drogach jest idealna, iże piesi są bezpieczni. Nie są, bo raz, że kierowcy lekceważą przepisy i nie uważają, a dwa jak Pan zauważył, nie powinno być bez świateł, odpowiedniego sterowania przejść na czteropasmowej drodze. Jednakże to tylko jeden przykład, a przyczyn tego, że przejścia są niebezpieczne, jest bardzo wiele.
Kierowcy mieli eldorado, teraz będą mieć bolesne chomąto.
Nie dlatego że wszyscy jeżdżą źle, a dlatego, że kilka procent kierowców, często związanych z władzą, policjanci, prokuratorzy, posłowie, przepisy drogowe mają w poważaniu. Przerażone babcie, Heńki i Zosie, kiedy widzą kretyna na drodze i zaczynają piszczeć, a w telewizji i radiu jeszcze bardziej nakręca się spiralę strachu. W końcu non-stop przekazuje się wiadomości, iż wypadek zdarzył się tu i ówdzie, zablokowana ulica ta i owa, rozjechany rowerzysta, a za chwilę głośna reklama maści na libido, czy penisa, no przecież można zwariować. Cały naród piszczy ze strachu, truchleją intymne części ciała, a suweren się cieszy, bo to bogaci mają samochody, w sumie wszyscy, ale temu biednemu ludowi nie przyjdzie do głowy, że on też. On widzi, że ludzie jeżdżą nowymi samochodami, a niektórzy bardzo drogimi, tak drogimi, że ten przez całe swoje życie na taki pojazd nie zarobi. Nierówności społeczne powodują w suwerenie poczucie krzywdy, a jeżeli ona jest, więc też potrzebny do tego akt zemsty i władza to sprytnie wykorzystuje. Mówi się, że rządzą nami idioci, ale nie uważam tak, to są cyniczni zepsuci do szpiku kości ludzie, którzy wykorzystują ludzkie słabości i na każdym możliwym kroku serwują nam politykę strachu. Nie służy to naszemu państwo, ale oni się tym nie przejmują, brak im inteligencji stadnej doprowadzającej społeczeństwo do dobrobytu i czerpanie z tego odpowiednich profitów. Gdybyśmy wszyscy jeździli małymi fiatami, suwerenowi nie skakałaby gula z zazdrości i nie miałby poczucia krzywdy. Rzeczywiście tak jest, nie jesteśmy skromni (władza szczególnie) i często niepotrzebnie staramy się pokazać ponad własne siły, a to się mści dwukrotnie, a nie dość tego, kierowcy drogich samochodów pokazują na jezdni, co czują do obowiązującego prawa, więc suweren znów i jeszcze mocniej popada w poczucie krzywdy. Niestety w tym przypadku definicja suwerena rozciąga się znacznie dalej i obejmuje obywatela uczciwego, który stosuje się do przysłowiowej litery prawa. Niczego nie sugeruję, poza tym, że chamstwo na drodze jest powszechne i takie, jak nasi cyniczni politycy. Nawet nie chodzi o drogi samochód, tylko samo zachowanie, wymuszanie, pędzenie do czerwonego światła i inne drogowe „dygresje”, jak wyprzedzanie normalnie jadącego uczestnika ruchu, jakby wpychanie się do kolejki poza kolejnością oraz wiele innych przykładów, których wymieniać nie będę. To wszytko widzą ludzkie oczy, buduje się ludzka niesprawiedliwość i narasta niechęć do kierowców ogółem.
Jedyną dobrą sprawą tej ustawy będzie eliminacja niedoświadczonych, gorszych i pechowych kierowców z drogi, bo nie ma się co oszukiwać, dobry i doświadczony kierowca nie daje się złapać. Drugi aspekt to zmuszenie ich do skorzystania z transportu publicznego, który da facto, jest w fatalnym stanie i nie dociera do wielu miejsc. Nagle pojawią się pytania, a dlaczego w tej wiosce nie ma autobusu albo jeździ dwa razy na dobę, czemuż kolej jest tak słabo rozbudowana. W końcu zacznie docierać do suwerena, że mieszkanie na obrzeżach miasta we własnym domu, to nie był najlepszy pomysł, więc należy wracać do miasta i jak najbliżej miejsca pracy, żeby żyć w małym klaustrofobicznym pudełku, potocznie zwanym mieszkanie. Potem suweren się złapie za głowę, bo miasta, szczególnie duże są planowane na kolanie i z dojazdem do miejsca pracy oraz szkoły mimo zamieszkania w mieście również może być nielichy problem. Na końcu suweren się załamie, kiedy zostanie zmuszony do jazdy na jednośladach. Zobaczy naszą fantastyczną i wyimaginowaną infrastrukturę rowerową i poczuje jak to teraz widać z pozycji dwóch pedałów. Kiedy jako ten znienawidzony wcześniej pedalarz połamie zęby na urywającej się ścieżce „zdrowia” rowerowej albo zostanie rozjechany przez kierowcę, bo miał czelność jechać zgodnie z prawem, zrozumie coś albo i nie, ale na pewno będzie to budować w nim poczucie krzywdy. Władzy nie o to chodzi, żeby było bezpiecznie, prawo też ją nie interesuje, bo niby dlaczego w autokratycznym systemie miałoby działać? Żeby zaszkodzić władzy, o nie, lepiej, żeby sądy nie działały w ogóle albo zajmowały się sprawami lichymi i kierowcami, wtedy będzie można społeczeństwu robić większe szwindle, podstawiać nogę i kraść, bo wszystkie sprawy ulegną przedawnieniu albo nie dojdzie do nich wcale. Kierowca będzie budował w sobie nienawiść i poczucie krzywdy. Jako osoba gnieciona, przyciskana, poszkodowana zacznie skręcać w prawą stronę i czcić system autokratyczny, w końcu zacznie krzyczeć, że Unia jest zła, jak w III Rzeszy. Socjopsychologiczne sztuczki tej władzy mają jej zapewnić nieskremowane życie na wiele lat, a im większe zamieszanie, niedziałające sądy i ogólny bałagan, tym łatwiej jest sfałszować wybory, czyż nie?
Jedynym plusem tego zamieszania stanie się ochrona środowiska, bo im mniej kierowców, tym mniej samochodów i nie potrzeba budować więcej dróg, a oprócz tego mniej wyprodukowanych samochodów i spalonej benzyny, ropy, zużytego prądu. Tego się nie da policzyć, ale to im przypadkiem wychodzi, tak jak my jesteśmy konsumentami niszczącymi planetę, tak obywatele Korei Północnej niewiele konsumują i jej nie niszczą. Dla władzy dwie pieczenie na jednym ogniu, o ile tych pieczeni nie ma więcej, bo jedną z nich jest działanie na przekór UE i jej niszczenie.
Ostatnia rzecz, której Pan nie zauważył, bo z punktu widzenia osoby związanej z korytem, czyli politykiem wyższego szczebla, mającego obywatela tam, gdzie zając nie skacze, czy jest ciemniej niż w jaskini, nie jest w jego interesie, żeby wszystkie ulice były zakorkowane, a na autostradzie nie można było jechać szybko, bo za dużo samochodów. Fakt, wyższego szczebla politycy mają szofera, ale jeżeli jadą ze swojej willi na Żoliborzu do sejmu 10 minut, a nie 30, jednak robi to różnicę. W interesie polityka wyższej rangi, jak Pan zauważył, jest jazda daleko ponad limity ograniczające prędkość, czy przekraczanie granic łamania prawa drogowego. W komunie władza też budowała to poczucie skrzywdzenia i niesprawiedliwości, ażeby szczuć jednych na drugi, udowodnić, że zachód jest zły, ach te sławetne przemówienia Gomułki, w końcu system padł, bo szczucie stało się sztuczne, a bieda znacznie odbiegała od zachodniego dobrobytu, czyż nie? Jeżeli zniknie z dróg połowa samochodów, będzie jak 20 lat temu. Znów na trasie toruńskiej można będzie polecieć i ze dwie stówki.
Nie jestem świętym kierowcą, bynajmniej, nie byłem, również nie jestem politykiem, po prostu jako socjolog widzę to jeszcze z innej strony.
W tekście nie poruszam wielu aspektów dotyczących zagadnienia, tylko tak powierzchownie macam tematykę. Zresztą to tylko komentarz do Pańskiego wpisu, rozwinięcie zagadnienia, moje punkty.
Mam nadzieję, że się Panu spodobał.
Ciekawa recenzja, natomiast, z tego co kojarzę 1500 za kolizję wycofano, zmieniono to na powstanie obrażeń ciałam chyba, że coś się wydarzyło po drodze co przeoczyłem.
Pochwalił Pan połączenie punktów karnych z OC, kategorycznie się nie zgadzam, jest to jedna z najbardziej niesprawiedliwych rzeczy co można wymyślić, dlatego, że właściciel nie równa się kierowca. Można być właścicielem kilku pojazdów i za jedno przewinienie na drodze ponieść karę kilkukrotnie (w stawce na kilka pojazdów), a można być małżonką/kiem właściciela/ki lub przedstawicielem handlowym poruszającym się flotówką i nie ponieść żadnej kary. To rozwiązanie byłoby miarodajne tylko w sytuacji, gdzie OC byłoby łączone wyłącznie z kierowcą, a nie z samochodem.
Bardzo podoba mi się podoba, że zwrócił Pan uwagę na kwestię wyprzedzania rowerzystów na różnych forach pisałem o do komisji infrastruktury.
W opracowaniu brakuje mi kilku istotnych kwestii:
1. Wyprzedzanie pojazdów wolnobieżnych – często jest tak, że jest szeroka droga i pobocze, traktorek sobie jedzie poboczem a ja z powodu że jest zakaz nie mogę go wyprzedzić, mimo iż przy tym manewrze nawet nie dotknę osi jezdni
2. Kwestia prędkości dla osobówek z przyczepą – ograniczenie do 80 na autostradach (wolniej niż autobusy) czy ograniczenie prędkości do 50 w mieście, mimo iż znaki pozwalają na więcej to jest absurd. Za pewnymi obostrzeniami (stosunek masy pojazdu do masy przyczepy i/lub posiadanie uprawnień B96 lub BE) powinno dawać możliwość szybszej jazdy – min 100 na autostradach
3. Karanie za prędkość, dla mnie przekroczenie prędkości o 30 km/h na dozwolonym 30 km/h to jest zupełnie coś innego niż przekroczenie o 30 km/h na dozwolonej 140 km/h, zdecydowanie kary poza terenem zabudowanym powinny być zdecydowanie niższe
4. Przyczepy i słynny wsp. 1.33 w sytuacji gdy rozwiązanie zapewniające że współczynnik 1.33 nie musi być brany pod uwagę na rynku nie istnieje (przynajmniej w powszechnej motoryzacji)
Jeśli ma Pan jakiekolwiek przełożenie na ustawodawcę lub osoby które mogą mieć przełożenie, zachęcam do konstruktywnej dyskusji, mam w głowie wiele więcej wniosków i ciekawych rozwiązań.
Może dożyjemy dnia, że ktoś rozsądny siądzie do PoRD i uda się z tego zrobić coś sensownego.
Ograniczenie się do metody kija, nie przyniesie nic dobrego – jesteśmy co do tego zgodni