O gibaniu, panu Kunta-Kinte, kresce proszku i ubiciu muchy w kiblu, czyli o prawdziwej twarzy Konfederacji

Afera wizowa PiS to „o jedną aferę za dużo” jak stwierdził w niedzielnej Loży prasowej redaktor Jacek Nizinkiewicz. Jakkolwiek uważam, że to jedna z najpoważniejszych afer obozu PiS, to jednak nie sądzę, aby była to ta jedna za dużo. W ciągu ośmiu lat mieliśmy już co najmniej kilka wielkich afer (z moim zdaniem najważniejszą – matką wszystkich afer PiS, czyli podsłuchami sztabu KO w czasie wyborów) i nic to kompletnie nie zmieniło. Co prawda nie znamy dzisiaj realnego poparcia obozu PiS w narodzie – dajmy sobie spokój z sondażami, które są dzisiaj raczej elementem politycznej gry niż faktycznymi badaniami – ale nie sądzę, aby można było twierdzić, że koniec PiS jest bliski. Chociaż pewnym optymizmem napawają wyniki wieruszowskich prawyborów, wedle których Opozycja pozbawia obóz ZP władzy, nawet jeśli dokooptują sobie Konfederację.  

Przy czym afera wizowa to tzw. temat rozwojowy i bez wątpienia mocno będzie PiS-owi w kampanii wyborczej przeszkadzał, dlatego zostawię sobie ten temat na inny felieton. Teraz napiszę tylko tyle, że dzisiaj można postawić już siedem pytań w tej sprawie (a nie pięć, jak jeszcze kilka dni temu): 

1. Od kiedy wiedzieliście o handlu polskimi wizami?  

2. Kto z waszych urzędników korzystał materialnie z tego procederu? 

3. Kto był mózgiem operacji, a kto kozłem ofiarnym? 

4. Czy otrzymywaliście sygnały od państw sojuszniczych z UE i NATO o tym, że wśród przerzucanych migrantów było kilkaset osób podejrzewanych o terroryzm?  

5. Dlaczego wiceminister Wawrzyk został zdymisjonowany dopiero po zakończeniu prac sejmu IX kadencji? Czy chodziło o utrzymanie dyscypliny podczas głosowań? Dlaczego w ogóle został zdymisjonowany?  

6. Dlaczego informacja o zatrzymaniu aktywistki Ewy M. została upubliczniona dopiero po wybuchu afery wizowej, skoro zatrzymana ona została 8.09.?  

7. Kiedy Polkom i Polakom odpowiecie na te pytania? 

A pytań tych będzie przybywać.  

Mentzen – nowa twarz Konfederacji. 

Dziś chcę się skupić na czymś, o czym myślałem już od dawna, czyli na Konfederacji. Zakończona jakiś czas temu lektura książki Marcina Kąckiego bez wątpienia stała się katalizatorem moich przemyśleń. Warto nad Konfederacją się pochylać, bo to skarbnica wiedzy wszelakiej.  

Zacznę od scenki rodzajowej.  

Petru: Czy jest pan za likwidacją ZUS? 

Mentzen: Oczywiście, ZUS należy zlikwidować! 

(Część młodzieży klaszcze i krzyczy: Brawoooo!)  

Petru: Kto będzie wypłacał emerytury? 

Mentzen: … (cisza)  

(Wśród młodzieży też cisza)  

Mentzen: Ale zlikwidujemy ZUS tak szybko jak to możliwe! 

(Młodzież już nie tak entuzjastyczna)  

Petru: Kiedy? 

Mentzen: Nie wiem…  

(Młodzież: cisza…)  

Miejsce akcji: Poznań, plac Wolności.  

Uczestnicy akcji: Ryszard Petru, Sławomir Mentzen i rozbawiona młodzież w przerwie między wyjściem z, a wejściem do kolejnego klubu na pobliskim Starym Rynku.  

Kontynuacją owej scenki rodzajowej była inna scenka, która nastąpiła chwilę później. Mocno zdenerwowany prezes Mentzen poleciał cytatem z kinematografii polskiej, zwracając się do Ryszarda Petru tak: 

„Ryszardzie, masz pitbulla, który wygląda jak jamnik, gibasz się jak lewicowy rezus, zachwycasz się panem Kunta-Kinte, marnujesz mojemu kumplowi ścieżkę najlepszego proszku, a na koniec chcesz ubić ze mną interes. Po tym, co tu zobaczyłem, nie chcę ubić z tobą nawet muchy w kiblu!” 

Prezes Mentzen chciał błysnąć wśród młodzieży niczym szklana broszka, jednak prawda jest taka, że wymiękł, bo w oryginale rezus nie jest lewicowy, tylko pierdolony. Inna sprawa to to, że zarzucanie Petru lewicowości świadczy o naprawdę niezłym odlocie Mentzena. A może tam coś z tym proszkiem tego dnia jednak było?  

„Gangusowy slang” rodem z końca lat 90. o kresce proszku, gibaniu, rezusach, Kunta-Kinte i musze w kiblu miał dodać Mentzenowi wdzięku i być sygnałem wysłanym do młodych: „patrzcie, jestem jednym z was”. I tej niedouczonej młodzieży, która politykę traktuje jak mem, a świat postrzega jak Fred z filmu Lubaszenki, taki Mentzen się podoba. Rozentuzjazmowana bije brawo, bo fraza „ubić muchę w kiblu” to przecież dla nich pełne zaoranie gościa. Tu i ówdzie padło zapewne znamienne: „ale mu dojebał, hehehe”.  

Droga młodzieży, z dialogów Freda, Bolca, Gruchy i innych śmialiśmy się, gdy większości z was nie było na świecie, a p. Mentzen z wypiekami na twarzy oglądał kolejny numer “Bravo”. Pan Mentzen nie jest jednym z was i nigdy nie będzie. Może sobie pozwolić na te wszystkie opowieści o jachtach, willach z ogródkiem i pięciu samochodach, bo ma pieniądze, których wy nigdy mieć nie będziecie. Traktuje was jak idiotów, bo to fundament „filozofii” Konfederacji, a ci idioci mają mu to jego życie jeszcze bardziej utrwalić. Kolejne cztery lata, jeśli mu na to pozwolicie, będzie sobie żył jak pączek w maśle, publikował fotki z wojaży po ciepłych krajach, coś tam śmiesznego powie lub napisze, żebyście się pośmiali i dalej będzie żył, jak żyje, traktując was jak debili.  

Świat, Polska, polityka, wybory to nie są memy. To nie jest film, „filozofia” wykładana przez Freda w „Chłopakach nie płaczą” to nie jest realny świat, to filmowa fikcja, karykaturalnie przedstawiona przez Olafa Lubaszenkę. Wystarczy tylko, żebyście nieco poczytali mądrzejszych od siebie, nieco zainteresowali się realnym światem i w „tri miga” pojęlibyście, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi.  

Pseudointelektualny bełkot, podlany sosem upichconym z wielu mądrych słów (koniecznie obcobrzmiących), który dla niedouczonej młodzieży jest swoistym łabędzim śpiewem (czymś, co nie istnieje, ale ładnie brzmi), to fundamenty Konfederacji. Sam guru konfederatów powiedział przecież (w wolnym tłumaczeniu): „Program nie jest pisany po to, aby rozwiązać problem, tylko po to, aby dostać głosy idiotów. My musimy mieć 10 razy więcej głosów idiotów, no i wpisuje się do programu to, co idiota zrozumie. Program służy do zdobycia głosów wyborców a nie do realizacji, żebyśmy to jasno powiedzieli”. Do tego pseudointelektualnego bełkotu jeszcze wrócimy.  

Też miałem romans z Korwinem-Mikke.  

Młodym wydaje się, że odkryli świat – to immanentna cecha młodości. Że przed nimi życia nie było. Że tylko oni mają patent na tę współczesną rzeczywistość. A proste recepty najlepiej trafiają do młodego, niewyrobionego umysłu. Któż nie miał w swoim życiu romansu z takimi prostymi receptami na wszystko? Sam, młodzieńcem będąc, taki duchowy romans z Korwinem-Mikke zaliczyłem, więc mogę powiedzieć, że w jakimś sensie rozumiem tę fascynację łatwymi rozwiązaniami „rozwalającymi” system. Ale moja fascynacja Korwinem to lata 80. ubiegłego wieku, a to jednak zupełnie co innego niż teraz. Wtedy byliśmy dużo bardziej świadomi, dużo bardziej zaangażowani i znacznie bardziej interesowaliśmy się historią, ekonomią czy po prostu wiedzą ogólną. Pewnie dlatego romans z korwinizmem trwał, przynajmniej w moim przypadku, tylko chwilę. Szybko poznałem (poznaliśmy) faktyczny sens głoszonych przez Korwina idei. Lata 90. tylko nas (mnie) w tym upewniły.  

Liberalizm tym się różni od libertarianizmu, że zakłada ewolucję poglądów, oczywiście w ramach fundamentalnych zasad liberalizmu. Nigdy nie przestanę głosić, że wolny rynek jest lepszy od gospodarki centralnie sterowanej. Że własność prywatna jest lepsza od własności państwowej, czyli de facto niczyjej. Że państwowe firmy i spółki skarbu państwa należy sprywatyzować w przejrzysty sposób, poprzez giełdę papierów wartościowych, bo firmy te są niczym innym jak tylko przechowalnią polityków. Państwo nie musi zarządzać koleją, energetyką czy gazownictwem (w sensie dystrybucji krajowej), nie musi być też monopolistą jako dystrybutor paliw. Owszem, kilka strategicznych dla państwa firm należy zostawić pod kontrolą rządu. Kilka, nie kilkaset. Nigdy nie przestanę mówić, że wysokie podatki, zwłaszcza dla ludzi bogatych są niemoralne. Że ludziom dawać trzeba wędki, a nie ryby. Że wolność słowa jest święta, ale jednocześnie moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna wolność innego człowieka. Mimo tych kilku fundamentalnych zasad jestem też w stanie zrozumieć, że państwo musi pomagać osobom słabszym, tym, którzy z różnych powodów nie radzą sobie z wyzwaniami współczesnego świata, ale pomoc społeczna winna być kierowana punktowo, a nie lawinowo, i nigdy nie powinna prowadzić do zaniku aktywności.  

Liberalizm ewoluuje i to jest jego siła. Libertarianizm zakłada anarchię, zresztą z anarchizujących poglądów czerpie swoje dogmaty. Tak, Polska potrzebuje nowoczesnej partii liberalnej, ale nie libertariańskiej. Nowoczesna miała być taką partią, pamiętam te gorące dyskusje w 2016 roku, gdy niektórzy chcieli, aby Nowoczesna szła swoją, liberalną drogą, a nawet się jeszcze bardziej radykalizowała. Dziś to już nie jest ta sama Nowoczesna, która wybuchła w 2015 roku na fali zdziadzienia Platformy. Ale to temat na inną rozmowę.  

Od dawna ciekawiło mnie źródło fascynacji młodych ludzi Konfederacją. Książka Marcina Kąckiego tę ciekawość jeszcze bardziej wzmogła. Moim zdaniem Konfederacja dlatego jest tak dla młodych chłopców, mężczyzn atrakcyjna (to oni stanowią większość jej wyborców), bo jest ostoją starego świata. Świata opartego na męskiej dominacji, a który to świat odchodzi coraz szybciej do lamusa historii. Już w latach 80. ubiegłego wieku dało się te obawy przed rosnącymi aspiracjami kobiet wyczuć. Pamiętam doskonale mocno zakrapiane domówki, na których wyłącznie w chłopięcym gronie spieraliśmy się o to, co nieuchronnie nadciągało. Już wtedy broniłem tezy, że nadchodzi era, jeśli nie kobiecej dominacji, to coraz większego ich znaczenia w życiu świata. Już wtedy powtarzałem, że kobiety będą lepiej wykształcone, a ich rola w życiu mężczyzn stanie się diametralnie inna niż dotąd. Wtedy niektórzy traktowali to jako żart, fakt – alkohol mocno w tym pomagał.  

Ale świat rzeczywiście poszedł w tę stronę. Kobiety dzisiaj są lepiej wykształcone, mają bardziej ugruntowane poglądy (badania mówią, że są bardziej liberalne) i chcą mieć coraz więcej do powiedzenia. Młodzi chłopcy, mężczyźni nie radzą sobie z tym, wychowani w patriarchalnych domach, nie mogą zaakceptować tych rosnących aspiracji kobiet. I nie chodzi tu wcale o feminizm, który jest jedynie jednym z elementów tych zmian.  

Konfederacja leje miód na skołatane serca chłopców i mężczyzn. Nimb Korwina, jurnego samca, który długie lata był po prostu bigamistą, a do tego samcem – alfa o określonym stosunku do kobiet, ten miód czyni słodszym. Jaki młody chłopak, wypełniony od stóp do głowy buzującymi hormonami, nie chciałby takiego życia? Zwłaszcza, że prawicowy (prawacki) katolicyzm jest jedynie katolicyzmem okazjonalnym, wybiórczym, czego sam Korwin-Mikke jest najlepszym przykładem. Powiedzmy sobie szczerze – tych przykładów po prawej stronie jest całe mnóstwo. Polski Jezus Chrystus jest głównie odpustowy, sąsiedzko niedzielny, gdy należy się w kościele pokazać przed sąsiadami w niedziele i święta religijne. A, no i w mediach społecznościowych po to, aby zaakcentować przynależność do „lepszej, prawicowej” Polski, w której „Bóg, honor i ojczyzna. Amen”. Ciekawe, ilu wyznawców Konfederacji wie, że wnuczka Korwina jest zadeklarowaną lesbijką, żyjącą w udanym związku lesbijskim.  

Ciekawi też studium fascynacji Korwinem przez konfederackie kobiety. Pachnie to mocno syndromem sztokholmskim, co jeszcze bardziej tę ciekawość potęguje. Korwin, mizogin kochany przez kobiety. Naprawdę frapujące. Zachęcam do przeczytania wykładu Korwina o roli kobiet w świecie i w życiu mężczyzny, ale też wypowiedzi innych polityków Konfederacji na ten temat. Kącki to szeroko opisuje. Wszędzie widać skrzywdzonych przez dziewczyny chłopców i skrzywdzonych przez kobiety mężczyzn. No to gdzie ci chłopcy i mężczyźni mają szukać bratnich dusz, jak nie w tym mizoginistycznym środowisku?  

Osobnym, ale mocno uzupełniającym się tematem jest nacjonalizm Konfederacji, przez Marcina Kąckiego nazwany popnacjonalizmem. Jak wszystko w Konfederacji, także i nacjonalizm musi być tu super star, całymi garściami czerpiąc z popkultury. Przywołajmy słowa Korwina o wyborcach Konfederacji – wszakże robią to wszystko dla idiotów.  

Ronald Lasecki. 

Na koniec wróćmy do konfederackiej pseudointelektualnej nowomowy. Bełkotu, nazywajmy rzeczy po imieniu.  

W sobotę 16 września tego roku odbyła się konwencja założycielska fundacji Patriarchat, na czele której stoi Mateusz Curzydło, były lider stowarzyszenia Patriarchat i zagorzały konfederat. Wśród zaproszonych przez organizatora prelegentów obecni byli m. in.: Janusz Korwin-Mikke, prezes fundacji PAFERE Jan Kubań, działacz na rzecz praw ojców Jakub Wnuk oraz prawicowy publicysta Ronald Lasecki. Na Ronaldzie Laseckim skupmy nieco uwagi.  

Na tejże konwencji wygłosił on wykład o wyższości świata mężczyzn nad światem kobiet. Powiedział: „Jeżeli przyjrzymy się temu, jak funkcjonowały ludzkie społeczności od prehistorii i jak to było wyrażane w mitologiach i instytucjach społecznych, tam zawsze pojawia się szczep, ród, jakaś grupa ludzi spokrewnionych ze sobą oparta na mężczyznach, bo to mężczyźni byli podmiotami tych społeczności i to w ich gronie podejmowano decyzje. Kobiety były częścią gospodarstwa domowego o statusie wyższym niż zwierzęta czy dobytek ruchomy, ale mimo wszystko nieuczestniczącym na równych prawach w procesach decyzyjnych. No i to jest tak naprawdę, jeżeli mówimy o relacji między kobietami a mężczyznami, moim zdaniem układ zdrowy. Układ patriarchalny i esencjonalny, dbamy o dobro należących do siebie kobiet, ale traktujemy je nie jako partnerów, ale jako część dobytku”.  

Ale to nie wszystko, Ronald Lasecki znany jest w tym środowisku z wielu swoich publikacji w prawicowych mediach. W „Ideowych uwarunkowaniach upadku cywilizacji łacińskiej” pisał tak:  

„Koncepcje ‘trójpodziału władz’ Locke’a i Monteskiusza nie mogłyby się na przykład zrodzić nigdzie poza cywilizacją zachodnią – konieczny świadomościowy kontekst dały im teologiczne koncepcje Trójcy Świętej i utopijna polityczna koncepcja ‘dwóch mieczy’ (polityczno-duchowego duopolu papiesko-cesarskiego). Koncepcje o tyle bałamutne, że idealna równowaga różnych ośrodków władzy nie jest możliwa do osiągnięcia, każdy zatem podział władzy kończy się jej rozpadem lub osiągnięciem nowego equlibrium przez wchłonięcie jednego z członów przez drugi (na Zachodzie, współcześnie, sfera religijna została całkowicie stłamszona przez świecką)”. 

Z kolei w panegiryku na cześć Korwina-Mikke „80-lecie Pana Janusza” pisał tak:  

„’Drugi’ Janusz Korwin-Mikke, to osoba na polskim gruncie niejako z wyprzedzeniem zaszczepiająca większość tych idei, które weszły w skład dzisiejszej jankeskiej Alt-Right. Mamy tu darwinizm społeczny, maskulinizm, elitaryzm, autorytaryzm, antyfeminizm, wyśmiewanie poprawności politycznej i zniewieściałych homoseksualistów, prorosyjskość, konspirologię (u Korwina występującą jako antymasonizm), nieufność do ponadnarodowych biurokracji, transnarodowych korporacji, globalistycznych elit, pozytywne wartościowanie armii, broni palnej a nawet wojny, do tego jeszcze elementy „białego nacjonalizmu” i wiele podobnych idei. 

Ten ‘drugi’ Korwin (‘pierwszy’ to Korwin liberalny – przypis mój), polski (proto) alt-rightowiec, bez owijania w bawełnę wyśmiewający egalitarystyczne miazmaty o demokracji, równości kobiet i mężczyzn, równości ras, pacyfizmie i walce z ‘toksyczną’ męskością, ‘biciem dzieci’, jakiejś quasi-‘akcji afirmatywnej’ mającej promować kobiety, zboczeńców (‘gejów’), kaleków (‘niepełnosprawnych’), czarnoskórych, zwierzęta, jak i wiele jeszcze innych absurdów ‘postępów postępu’, jest kimś nam mentalnie, kulturowo i światopoglądowo dość bliskim. 

Dla nas, prawicy Antysystemu, prawicy tożsamościowej, prawicy ‘heideggerowskiej’ – jeśli można tak powiedzieć, prawicy chcącej wyrwać naród ze ‘strefy (złudnego, a przy tym usypiającego, czy wręcz zabijającego) komfortu’ ku ‘autentycznemu życiu’, ku ‘Dasein’, istnieje oczywiście jedynie ten ‘drugi’ Korwin: niestrudzony szermierz w walce przeciw eutanazji narodu w socjaldemokratycznym ‘państwie opiekuńczym’, celnym dowcipem i błyskotliwą inteligencją rozbijający w pył brednie egalitarystyczne demokracji i poprawności politycznej, Korwin-nonkonformista, Korwin-oścień uwierający nieznośnym bólem w łapie Systemu, Korwin-samiec alfa”.  

No czyż nie jest to porywające?  

Pozdrawiam serdecznie, 

„Niebrzydki Jacek, kameralnie”.   

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *