Wczorajsze wydarzenia, jakie rozegrały się na boisku w Kopenhadze, bez pardonu obnażyły świat, w którym żyjemy. Kilka elementów szczególnie przykuło moją uwagę i dlatego chciałbym się nimi z Państwem podzielić. Od razu zaznaczę też, że dla niektórych moje poglądy mogą okazać się drastyczne czy wręcz obrazoburcze, uprzedzam więc osoby o słabym, nomen omen, sercu.
Sport.
Rzecz tyczy się oczywiście piłkarza drużyny duńskiej, Christiana Eriksena, który w 43 minucie meczu Danii z Finlandią padł nagle na murawę, tracąc przytomność. O ile tego typu przypadki nie są w sporcie codziennością, to jednak w jego historii zdarzyły się już kilka razy. Przykłady można znaleźć w Internecie, więc nie będę się tu o nich rozpisywał. Chcę się skupić na czym innym – na reakcjach niektórych internautów, którzy atak serca przypisali autorytatywnie covidowi lub szczepieniom. Eriksen padł na boisku od szczepienia – tak skomentowali to przeciwnicy szczepień.
Dzisiejszy sport wyczynowy to nie są żadne przelewki, to zajęcie nie dla każdego. To setki godzin treningu, ćwiczeń wydolnościowych i niekiedy katorżniczej pracy. Różnica między organizmem sportowca wyczynowego a organizmem przeciętnego człowieka jest mniej więcej taka, jak różnica między domkiem na odludziu a drapaczem chmur w Nowym Jorku. To kompletnie dwa różne światy. Także jeśli chodzi o kontrolę tych organizmów. Współczesny gladiator – sportowiec jest pod stałą opieką i kontrolą medyczną, i przechodzi co jakiś czas specjalistyczne testy. Bo współczesny sportowiec to jest biologiczna maszyna a nie Kowalski na szlaku do Morskiego Oka.
Nie znamy oczywiście przyczyn utraty przytomności Eriksena, ale snucie teorii na ten temat jest jednym ze znaków dzisiejszych czasów, czyli wypowiadania się na tematy, o których nie ma się pojęcia. Nie od dziś wiadomo wszakże, że Polak zna się na wszystkim. Na medycynie, prawie i lotnictwie zwłaszcza. A na szczepionkach przede wszystkim. O szczepionkach przeciętny Polak wie tyle, że szkodzą zdrowiu, są przyczyną śmierci, a ich stosowanie nie przynosi żadnych rezultatów, poza nieodwracalnymi zmianami w organizmie.
Rada pierwsza: oddajmy głos specjalistom.
Służby medyczne.
Wczorajsze wydarzenie pokazało pełen profesjonalizm służb medycznych i można śmiało powiedzieć, że dzięki decyzjom podjętym przez te służby natychmiast po zdarzeniu, Christian Eriksen żyje. Mówił o tym doktor Zaczyński w stacji TVN24 zaraz po wypadku. Na etapie akcji reanimacyjnej do wyboru są zawsze dwie opcje: natychmiastowy transport pacjenta do szpitala i próba reanimacji w karetce lub reanimacja na miejscu. Wybrano wariant drugi, który okazał się jak najbardziej słuszny, choćby z jednego powodu – reanimacja na stabilnym podłożu, w tym przypadku na murawie boiska, zawsze jest lepsza niż podczas jazdy w karetce.
Służby medyczne pełniące dyżur na stadionie, wykazały się więc pełnym profesjonalizmem, co jest także elementem współczesnego sportu.
Rada druga: dajmy pracować specjalistom.
TVP.
Brakiem takiego profesjonalizmu wykazały się za to polskie media relacjonujące mecz. To, co działo się na antenie TVP, to dowód na to, że 2 miliardy rocznie, które z budżetu państwa przekazywane są na tę telewizję, jest obrazą i okradaniem polskich podatników. Ta całkowita niewiedza, co robić i co mówić, idiotyczne, nieprzygotowane komentarze, zwłaszcza pani prowadzącej studio, która usilnie chciała rozwinąć wątek śmierci piłkarza, wszystko to pokazało cały ten brak profesjonalizmu. Podczas gdy konkurencyjne stacje prywatne natychmiast opanowały sytuację, nadając programy specjalne (nie wiem, jak to wyglądało w Polsacie, ale stacja TVN24 natychmiast taki program uruchomiła), publiczna telewizja Jacka Kurskiego nie potrafiła nawet przekazać informacji z konta UEFA na Twitterze. Za to słowa „trzeba się modlić” i „Bóg” padały namiętnie co chwilę.
Z całym szacunkiem do czyjeś wiary, doprawdy nie interesuje mnie to, czy dany sprawozdawca, gość czy prowadząca studio w Boga wierzą i się modlą. Jako widza interesują mnie wyłącznie fakty.
Rada trzecia: niech telewizję publiczną robią specjaliści, zwłaszcza za 2 miliardy rocznie.
Media.
Osobnym problemem, jaki się pojawił w relacji na żywo, to kwestia pokazywania akcji reanimacyjnej na ekranach telewizorów. Tę kwestię poruszył jeden z komentatorów w stacji TVN24. Chodziło o to, że media nie powinny na żywo pokazywać reanimowania piłkarza, że powinny zostać zachowane jakieś granice intymności.
Mam tu zdanie dość jednoznaczne, jeśli idzie o media. Dotknąć chcę tu kwestii pewnej hipokryzji, która dała o sobie znać. Od lat widzowie karmieni są przez media drastycznymi obrazami różnych katastrof, wojen czy wypadków. Nie od dziś wiadomo, że żyją one sensacją, a granica między intymnością a pokazywaniem rzeczywistości cały czas jest przez nie naruszana. Dyskusja na temat tej granicy, między prawem widza i czytelnika do informacji a zachowaniem prawa do prywatności zawsze będzie dyskusją niełatwą i emocjonalną, ale akurat media w tym dyskursie stać powinny z boku. Słowa o tym, że telewizja nie powinna tych obrazów pokazywać, wypowiadane przez różnych pracowników mediów, uznaję więc za czystą hipokryzję. Dobre wiadomości nie sprzedają się tak dobrze jak te złe czy dramatyczne i kto jak kto, ale media powinny to wiedzieć najlepiej.
Rada czwarta: wolałbym raczej posłuchać w tej sprawie ekspertów spoza mediów.
Turniej.
Kolejną kwestią, która się nam ukazała to sprawa „co dalej z tym wszystkim”, czyli co zrobić z przerwanym meczem i całym turniejem. Chór komentatorów w obu studiach TVP i TVN24 był w zasadzie zgodny: mecz powinien być przerwany, kolejny mecz Rosji z Belgią w ogóle nie powinien być rozgrywany a cały turniej zawieszony lub wręcz zakończony. Przyznam szczerze, że słuchając tych komentarzy, nie wierzyłem własnym uszom. Wypowiadali te słowa ludzie, którzy powszechnie uznawani są za ekspertów, a miałem wrażenie, że słucham kompletnych amatorów. Tylko ktoś, kto nie ma pojęcia, czym jest taki turniej jak mistrzostwa Europy, może wypowiadać takie dyrdymały.
W 2012 roku miałem okazję uczestniczyć w Euro 2012, współpracując z UEFĄ podczas tego turnieju. W trakcie kilku miesięcy przygotowań do niego oraz przez miesiąc jego trwania byłem świadkiem skali przedsięwzięcia, jakim są takie mistrzostwa. Nie wiem, czy większość czytelników ma świadomość, że na czas mistrzostw kraj – organizator oddaje w ręce UEFA nawet spory zakres suwerenności państwa. Po prostu podczas turnieju strefy wokół stadionów stają się terytorialnie własnością tej organizacji a nie danego państwa. Innymi słowy turniej Euro to olbrzymie zawody pod każdym względem – organizacyjnym, sportowym, medialnym, logistycznym i marketingowym. Czy nam się to podoba, czy nie, turniejem takim rządzą gigantyczne pieniądze UEFA, państw – organizatorów i prywatnych firm. Taki jest dzisiejszy, współczesny świat sportu. Taki jest w ogóle współczesny świat.
Gadanie o tym, że jakiś mecz miałby być przesunięty, nie odbyć się w ogóle a turniej zakończony z powodu ataku serca jednego ze sportowców (nawet gdyby atak ten zakończył się tragicznie), to dowód na to, że komentujący nie mają żadnego pojęcia, o czym mówią.
Jakoś nie kojarzę, aby po śmiertelnym wypadku na torze wyścigowym podczas sesji treningowych czy kwalifikacyjnych odwoływana była cała impreza. Każdy, kto bierze udział w tych widowiskach – sportowcy, trenerzy, ekipy, mają świadomość w czym uczestniczą. A biorą udział w gigantycznych przedsięwzięciach, bo dzisiaj nawet ligowy mecz piłki kopanej to takie właśnie przedsięwzięcie. Gdyby Christiana Eriksena nie udało się uratować, zapewne mecz Danii z Finlandią zakończyłby się wynikiem bezbramkowym, ale kolejny mecz odbyłby się zgodnie z planem, tak samo jak i cały turniej. Terminarz spotkań ustala się bowiem na kilka miesięcy przed turniejem i całą jego organizację buduje się pod ten harmonogram.
Rada piąta: niech o istotnych sprawach wypowiadają się prawdziwi, a nie udawani, fachowcy.
Romantyzm.
Współczesny świat sportu (i nie tylko sportu) tym tylko różni się od świata Rzymian, że współcześni gladiatorzy nie mordują się na sportowych arenach, przynajmniej na razie, bo żadnej gwarancji nie ma, co będzie za kilkadziesiąt lat.
Chcemy romantyzmu w sporcie, zacznijmy od siebie. Od polityków wymagajmy konkretów, a nie prostackich i populistycznych słów, dzielących i antagonizujących naród. Od siebie wymagajmy zachowań nienacechowanych złymi emocjami, skończmy z gwizdami podczas odgrywania hymnów i wyzwiskami kierowanymi do kibiców i sportowców drużyn przeciwnych.
Naprawę świata zacznijmy od siebie. Być może wtedy świat sportu, mediów i polityki będzie bardziej przyjazny, konkretny i obliczalny. Będzie bardziej ludzki w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
Czego sobie i Państwu życzę.