Wolność. PiS jej nigdy nie rozumiał i nie zrozumie

Obniżając wiek emerytalny, PiS i Andrzej Duda, posługiwali się argumentem wolności wyboru. Jak mantrę powtarzali: człowiek ma prawo wyboru, niech sam decyduje. Dziś widać jak na dłoni, że wolność wyboru (i wolność w ogóle) PiS traktuje instrumentalnie. Jak wszystko.

Modus operandi Jarosława K.

Instrumentalne postrzeganie świata, polityki i życia, to dla Jarosława K. swoisty modus operandi. Gdy opłaca mu się wejść w skórę „liberała”, wchodzi, gdy opłaca mu się być „twardym konserwatystą”, jest nim. Gdy opłaca mu się bronić Kościoła (nie broni wiary), robi to. Gdy punktów przysporzyć mu może „wolność wyboru”, zmienia się, jak za dotknięciem różdżki. Raz jest skromnym politykiem w za dużym garniturku z łupieżem na ramionach, a raz biznesmenem, budującym najwyższy wieżowiec w Warszawie.

W rzeczywistości to szkolny przykład relatywisty, dla którego ważna jest tylko jedna „świętość”: władza. To posiadanie władzy jest dla Jarosława K. jedynym celem.

Nie ma oczywiście nic zdrożnego w tym, że polityk chce władzę zdobyć, rzecz w tym w jakim celu. Jeśli celem jest czynienie dobra ogółowi obywateli z poszanowaniem praw wszystkich mniejszości, to cel zbożny, że tak to ujmę. Jeśli posiadanie władzy jest celem samym w sobie, po to, aby móc narzucać innym wyłącznie własną wizję świata, nie licząc się ze słabszymi, to wtedy do czynienia mamy jedynie z chorą na władzę jednostką, która niczym się nie różni od znanych z XX i XXI wieku tyranów.

Jasne, nie można porównać Jarosława K. do Stalina, Hitlera, Mussoliniego, czy współczesnych satrapów chińskich lub północnokoreańskich, ale tylko dlatego, że rzeczony K. krwi ludzkiej na rękach jeszcze nie ma. Krwi nie, ale ludzkie sumienia – tak.

I nie idzie tu tylko o ofiary katastrofy smoleńskiej, za którą jest w pełni odpowiedzialny, idzie tu też o ofiary katastrofy epidemiologicznej, do której Jarosław K. ręce swoje przyłożył i nadal przykłada, zlecając swemu odkryciu towarzyskiemu wszczęcie ideologicznej wojny, co skutkować musiało obecnymi protestami. Musiał wiedzieć, że one się rozleją na cały kraj. W imię własnych interesów z Kościołem, świadomie przykłada też ręce do dramatów kobiet, zmuszając je do rodzenia zdeformowanych płodów.

Wolność według PiS.

Ale wróćmy do wolności, bo o niej dzisiaj chcę pisać. Wolność dla ludzi pokroju Jarosława K. to wartość względna, a wolność wyboru kobiety, to rzecz mocno ograniczona. Kobieta, według doktryny politycznej i życiowej wyznawców „religii PiS”, ma tyle wolności, ile da jej pan, organizator jej życia, jedyny żywiciel i właściciel, który po ślubie (koniecznie kościelnym) uzyskuje do niej prawa zapisane w tajemnych księgach. Niebagatelne jest też to, że owa doktryna ma swe głębokie korzenie w Kościele katolickim. Ale tym polskim, bo od dawna już wiadomo, że czym innym jest Kościół Franciszka, a czym innym – Kościół narodowy państwa PiS.

Tak więc wolność w doktrynie politycznej Jarosława K. jest pojęciem względnym. Widać to we wszystkich działaniach tej władzy. Nie inaczej jest w pojmowaniu prawa, które jest wtedy tylko dobre, gdy z ową doktryną się zgadza oraz gdy dotyczy wszystkich, ale nie tych wybranych, których państwo PiS ochrania. Mamy więc tu do czynienia z kłamstwem, które jest filarem, fundamentem polityki Jarosława K. Od czasów, gdy tylko kojarzę jego polityczną działalność, widzę to niemal każdego dnia. A ponieważ kłamstwo jest wrogiem wolności, to i ta wolność jest taka, jaka jest. Czyli żadna.

To właśnie dlatego kobieta w Polsce wolności wyboru mieć nie może. Z różnych powodów. Także z powodu obsesyjnego strachu przed kobietami, bo to one od lat wiodą prym w społeczeństwie. Lepiej wykształcone, silniejsze psychicznie, żyją dłużej i już od dawna mężczyzn traktują jak nosicieli genów dla swoich dzieci. No dobrze, może nieco przesadzam. Od lat kilkudziesięciu obserwuję jednak stale rosnącą przewagę kobiet. Ich kariery nie tylko w biznesie, ale też w innych dziedzinach życia. I od lat obserwuję słabnącą rolę mężczyzn, na ich własne oczywiście życzenie. Polscy mężczyźni od dawna oddają pola kobietom, miotając się między zakorzenioną w genach historyczną funkcją mężczyzny, a obrazem współczesnego świata, z którym poradzić sobie nie mogą. Oczywiście nieco generalizuję. Opisuję jednak pewien trend społeczny, którego jestem mimowolnym świadkiem.

Nie inaczej jest z politykami PiS. Taki Czarnek nie wziął się znikąd. Owładnięty nienawiścią do kobiet, mizogin, któremu marzy się dawna rola kobiety (rodzić, wychowywać dzieci, nie robić kariery, bo, o zgrozo, mogłyby rządzić facetami), to nic nadzwyczajnego w tym obozie. Rzucony przez Jarosława K. „na odcinek edukacyjny”, jest właśnie taką odpowiedzią prezesa na współczesną emancypację kobiet. Bo Jarosław K. kobiet się po prostu boi. Tak samo jak boi się każdej, niekontrolowanej przez siebie formy wolności. Tylko słaby mężczyzna i zakompleksiony może bać się kobiety, zwłaszcza tej silnej i niezależnej.

Wolność według nas.

Tymczasem wolność jest jedna. Bezprzymiotnikowa. Jeśli prawo mają do swych pełnych nienawiści marszów narodowcy, to takie samo prawo mieć muszą wszyscy pozostali. Tęczowi, różowi, żółci i czarni. W imię wolności właśnie. Jeśli państwo nie reaguje na nazistowskie hasła i szubienice europosłów, to jakim prawem jest wzburzone hasłami: wypierdalać i jebać PiS? Prawem podwójnej moralności? Pewnie tak, bo akurat podwójna moralność, to w całym obozie Zjednoczonej Prawicy rzecz niemalże powszechna.

Owszem, moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się twoja, ale jeśli już państwo PiS chce tę doktrynę liberalizmu według Tocqueville’a stosować, to niechże stosuje ją także we własnych poczynaniach. Dodam jako liberał od urodzenia: nie podobają mi się ataki na budynki kościelne (prywatna własność), pomniki świętych i przerywanie mszy. Jako liberał, uznaję prawo do wiary (obojętnie jakiej, nawet w gusła), potężny problem mam jednak z hierarchami Kościoła i ich rolą w życiu świeckiego państwa. Z tego też powodu z wielką atencją przyglądam się protestom przed kościołami i przed kuriami – ten rodzaj sprzeciwu bardzo mi odpowiada.

Świat nie jest constans. Ewoluuje. Czy się to wam, mężczyźni PiS, podoba czy nie. Wbijcie więc sobie do swych głów, że kobieta prawo wyboru ma i nie do was należy ustalanie norm i ram, co kobiecie wolno, czego nie wolno. To prawo wolnego wyboru dał kobiecie tak uwielbiany przez was Bóg. Wszyscy wiemy, że to uwielbienie jest też relatywne.

I jeszcze jedno. W „wyroku” tak zwanego „Trybunału Konstytucyjnego” widać wyraźną niekonsekwencję. Skoro ochrona życia od poczęcia jest kwestią nadrzędną, to również ciąża z gwałtu i także ta zagrażająca życiu kobiety powinna być chroniona. Ta wyraźna sprzeczność każe sądzić, i słusznie, że intencje władzy były w tej sprawie fałszywe. Chyba że to dopiero preludium do całkowitego zakazu aborcji.

Tik-Tok, Insta i konsola do gier.

Dzisiaj to głównie młodzież protestuje, bo decyzja osób zajmujących miejsca w budynku byłego Trybunału Konstytucyjnego bezpośrednio dotyczy ich. To takie ACTA II, z którym zetknąć się musiał Tusk. Jako rozumny polityk, który potrafi ważyć sprawy, do tego nie jest szaleńcem, odpuścił. Jarosław K. nie odpuści, a w każdym razie nie od razu i nie „za darmo”.

Czas pokaże, czy protestująca dzisiaj młodzież z pozycji Tik-Toka, Instagramu, Facebooka i konsoli do gier, przejdzie na pozycję świadomego obywatela, od którego zależą losy państwa przy urnie wyborczej. Przypomnę, że tę władzę można było obalić już rok temu lub w tym roku latem, bez żadnych protestów. Przy urnie wyborczej właśnie. Gdy chodziliśmy po ulicach, protestując w sprawie sądów, młodzież przesiadywała w ogródkach, racząc się waniliowo-sojowym Latte. Pytaliśmy wtedy, i później też, dlaczego nie idziecie głosować? Młodzi odpowiadali, że to nie ich sprawa, że polityka ich nie interesuje. Dzisiaj to polityka zainteresowała się nimi.

Obserwując uważnie niesłabnące, jak dotąd, protesty, a także pewną zmianę w nastawieniu dziewczyn ze Strajku Kobiet (powołanie Rady Konsultacyjnej złożonej z różnych ekspertów – to jest ów plan, którego się domagałem poprzednio), mam silne przekonanie, że może tym razem to już naprawdę początek końca. Wybieg PiS-u i Andrzeja Dudy z nowelizacją ustawy z 1993 roku niczego już nie zmieni. Pewnie przepchną ją przez Sejm, jak wszystko przez 5 lat i pewnie w Senacie znajdzie się jakiś senator „pełen refleksji”, ale to nie uspokoi nastrojów.

Bo PiS stracił poczucie rzeczywistości, a wolności nigdy nie rozumiał. Taka mieszanka będzie dla nich koktajlem, którego nie przełkną.

A jeśli nie teraz, to już nie wiem, kiedy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *