Niespełna trzy tygodnie minęły od momentu, kiedy w polskiej polityce na powrót zameldował się Donald Tusk. Te niespełna trzy tygodnie to czas, w którym coraz bardziej zanurzony w wewnętrznych wojnach obóz Zjednoczonej Prawicy, nie może wyjść z permanentnego kryzysu, fundując Polakom coraz bardziej kuriozalne pomysły.
Bez wątpienia ich wspólnym mianownikiem jest konsolidacja elektoratu, jak pokazują najnowsze sondaże, właściwie już tylko tego najtwardszego i najwierniejszego, dla którego kolejne absurdy można przekuć w lejtmotyw tej władzy: tradycja, rodzina, ojczyzna i Kościół.
Wybrałem osiem takich tematów, aby krótko je Państwu streścić. Jak zawsze, rzecz jasna, jest to moje subiektywne spojrzenie i oczywiście może być błędne.
Zapraszam.
Ustawa #LexTVN.
Z nowelizacją ustawy o RTV będzie tak: PiS odniesie w Sejmie spektakularną porażkę. Winę zrzuci na Gowina, a część opozycji ogłosi, że ten znowu uratował Polskę. To opcja pierwsza. Ale nie wykluczam też opcji drugiej: PiS-owi uda się zdobyć większość i zneutralizować „bunt” Gowina, ustawa przejdzie przez Sejm, wróci z Senatu i ponownie w Sejmie przejdzie. Wtedy PiS wykorzysta Andrzeja Dudę, który „pochylony nad głosami krytyki” ustawę zawetuje. Będzie to oczywiście zrobione po to, aby wyjść z twarzą z tego bałaganu. Przy okazji wpadnie Dudzie kilka procent od umiarkowanych i symetrystów, które podleczą nieco wizerunek Dudy, bo to jednak trochę obciach, aby drugi w historii największy prezydent RP miał poparcie na poziomie 20% (skąd to znamy, prawda?).
Dlaczego? Bo ta ustawa to w istocie śmierdzące jajo, efekt wojen wewnątrz PiS (ktoś tam chciał zabłysnąć w elektoracie Solidarnej Polski i przekabacić go na „właściwą” stronę), no ale przecież nie mogą się tak prosto z niej wycofać, więc niezbędny jest jakiś pretekst. Tym pretekstem będzie albo Gowin, albo Duda. Z dwojga złego niech się lud obraża na Dudę. Zawsze będzie można powiedzieć, że prezydent jest silny, niezłomny i niezależny. A symetryści wszelkiej maści w to uwierzą.
To, że sprawa ta będzie służyć PiS-owi do grillowania TVN-u, świadczy fakt, że jej procedowanie zostało dzisiaj przełożone na 11 sierpnia.
Ugruntowywanie cnót niewieścich.
Obóz Zjednoczonej Prawicy to zwarta wokół mizoginii grupa facetów, którzy panicznie boją się kobiet. Tylko faceci, którzy boją się kobiet, ich niezależności, zdecydowanie wyższego wykształcenia (statystycznie), dążenia do samorealizacji zawodowej są w stanie wymyśleć prawo, którego lustrem jest „Opowieść podręcznej”. Kto nie czytał lub nie oglądał – pokrótce rola kobiet jest tam sprowadzona do surogatek, wykorzystywanych wyłącznie do rodzenia bogoojczyźnianych adonisów (wiecie: takich białych, czystych blondynów o nieskażonej postawie moralnej z wyraźnie zaznaczoną szczęką). Historia o kultywowaniu cnót niewieścich to kropka nad “i” tej farsy. A farsa ta, to pokarm dla, jak to powiedział klasyk, ciemnego ludu, który kupuje wszystko.
Ustawa edukacyjna według ministra Czarnka.
To rzecz jasna znacznie groźniejsza sprawa niż opisana wyżej opowieść o prawicowej mizoginii, bo dotyczy naszych dzieci. W tej ustawie jest wiele chorych zapisów, ale najbardziej groźny to chyba ten, który zakłada kary więzienia dla dyrektorów szkół, którzy nie podporządkują się woli kuratora.
Oczywiście, ta ustawa jest elementem tworzenia w państwie PiS nowego człowieka, swoistego homo pisoticus, który ma gwarantować PiS-owi władzę wieczną. To oczywista kalka z takich systemów politycznych jak: nazizm, komunizm, a w najlepszym przypadku orbanizm. Jeśli wejdzie w życie, a efektem tego nie będą milionowe protesty na ulicach, oznaczać to będzie niechybnie, że większość Polek i Polaków jest już urządzona w kisielowej dupie.
„TK” kontra TSUE.
Unia Europejska to taki klub ludzi, którzy chcą ze sobą żyć, budować coś konkretnego dla potomnych, aby już nigdy do Europy nie zawitała wojna. Założyciele tego klubu nie brali pod uwagę żadnego przymusu, dlatego Unia nie ma narzędzi przeciwko wandalom, którzy chcą ją rozwalić od wewnątrz. Stąd bierze się owa „bezradność” Unii, która denerwuje wielu liberalnych i demokratycznych wyborców. Osobną kwestią jest to, komu to w istocie służy, a odpowiedź jest oczywista, jeśli choć trochę zna się modus operandi naszego sąsiada ze wschodu.
W sprawie wojny z Unią będzie więc tak, jak zwykle. Do 16. sierpnia (termin ultimatum KE) PiS będzie nakręcał sprężynkę i prężył muskuły. Dzień przed terminem ultimatum Morawiecki pojedzie do Brukseli na „rozmowy ostatniej szansy”. Tam dadzą mu jakiś ochłap, a on ogłosi wielki sukces (będą też kwiaty od tzw. prezesa). Stanie na tym, że premier obieca kolejną ustawę sanacyjną dotyczącą Izby Dyscyplinarnej, Komisja uda, że rozumie, po czym uchyli kranik z kasą. Bo w tym całym teatrzyku nikomu nie zależy na wojnie (patrz: klub, wspólnota, wartości).
Co zrobi PiS z „Polskim Ładem”? Nic, spieprzy go, jak wszystko, za co przez 6 lat próbuje się brać. Pełny strumień funduszy popłynie dopiero za dwa lata, gdy dojdzie, mam nadzieję, do zmiany władzy. Nie będzie to proces łatwy, bo między innymi z tego właśnie powodu obóz ZP posunie się do różnych rozwiązań, aby władzy nie oddać.
Na razie trwa tam wielkie wzmożenie i konsolidacja patriotyczna przeciwko „niemieckiej Unii”. Do owej konsolidacji używany jest obecnie minister Beck, ten sam, który w 1939 pierwszy wsiadł w kolaskę i z podkulonym ogonem uciekł z Polski niczym Antonii Macierewicz ze Smoleńska w 2010. Mają to chłopaki przećwiczone i opanowane. Trzeba przyznać.
Debata.
Debaty polityków są solą demokracji. To dzięki nim wyborcy mogą podjąć świadomą decyzję wyboru konkretnego polityka. Debata dwóch pretendentów do rządzenia państwem jest w związku z tym ich świętym obowiązkiem wobec wyborców. Debata Tusk – Kaczyński byłaby też dla PiS-u świetną okazją, aby odegrać się na Tusku za pamiętną porażkę z 12.10.2007 roku.
Ale to tylko marzenia ściętej głowy. Jest oczywistą oczywistością, że prezes (tak zwany prezes, trzymając się PiS-owskiej narracji w sprawie praworządności) nie weźmie udziału w żadnej debacie, mając z tyłu głowy traumę z 2007 roku. Szkoda, bo świadczy to o tym, że pan prezes tchórzem jest po prostu, co raczej niezbyt dobrze o nim świadczy.
Oczywiście PiS będzie wymyślał różne figury semantyczne, jak tę niedawno przedstawioną przez rzeczniczkę PiS, która łamiącym się głosem oznajmiła, że aby debatować trzeba mieć z kim i o czym. No rzeczywiście, w obecnej Polsce w ogóle nie ma o czym debatować. A Tusk to nieznany mężczyzna bez wąsa (z I połowy XXI wieku). To tchórzostwo PiS-u będzie powodem utrwalenia się poparcia na poziomie 30%, a dla opozycji narzędziem do ciągłego dyskredytowania Kaczyńskiego. Jednym słowem – Tusk prezesa zagonił do kąta. W książkowy sposób.
Blokada ambasadora USA i zakup Abramsów.
Blokada zatwierdzenia Marka Brzezińskiego na ambasadora USA w Polsce oraz manewr z „zakupem” Abramsów jest rzecz jasna elementem gry wokół TVN24. To dowód na typowe dla PiS widzenie świata, w którym wartości nie mają znaczenia, znaczenie mają wyłącznie pieniądze, które są środkiem do osiągnięcia celu nadrzędnego – najpierw zdobycia władzy, potem jej utrzymania za wszelką cenę. Tu nie liczy się nic więcej. To dlatego idolem PiS-u był Trump, mieli po prostu wspólnotę celu – Trump robił biznes dla siebie i kilku wybranych amerykańskich korporacji, PiS dla siebie i swoich tłustych kotów. Zmiana administracji wyraźnie te plany pokrzyżowała.
Obóz Zjednoczonej Prawicy się na tej grze sromotnie przejedzie, o czym już wie, stąd uruchomi rozwiązania opisane w punkcie o lexTVN.
„Walka” z nepotyzmem.
Uchwała „sanacyjna” to crème de la crème tego wszystkiego, co Kaczyński w ostatnich dniach robi. Bardziej komediowej i satyrycznej uchwały dawno w tym obozie nie było. Ich nepotyzm to z jednej strony mała łyżeczka w tej wielkiej beczce sukcesów, z drugiej strony coś, co może spowodować przegraną w najbliższych wyborach. Ta sprzeczność tylko z pozoru jest bez sensu, w istocie ma sens głęboki i dotyczy tych, dla których „Bóg, honor i ojczyzna” to jedyny drogowskaz.
Za pokazanie tego całego fałszu wziął się właśnie PSL i na razie doliczył się ponad 350. przypadków, co rzecz jasna stanowi znikomy procent całości, gdyż już rok po objęciu władzy przez obóz Zjednoczonej Prawicy „Puls Biznesu” ujawnił 1000 takich tłustych kotów. A był to dopiero rok 2017.
Z ową walką w swoich szeregach oczywiście nic nie będzie, podobnie jak przez 50 lat nic znaczącego nie wydarzało się w tej sprawie w PRL-u. Podczas tzw. przesileń dochodziło jedynie do wymiany jednej frakcji na drugą. Przy następnym przesileniu ekipy się zmieniały. Dokładnie tak samo dzieje się w obozie ZP – nepotyzm jest tu narzędziem utrzymania koalicji oraz wierności Kaczyńskiemu. Za pieniądze podatników.
„Tu jest Polska, nie Unia!”
“Pomysł” PiS-u jest następujący: Wymyślili „strategiczny plan rozwoju Polski” oparty na miliardach z Unii Europejskiej, a następnie poszli z tą Unią na totalną wojnę, podważając Traktaty Lizbońskie, które kilkanaście lat wcześniej podpisali i ogłosili swoim wielkim sukcesem. Czy można być bardziej śmiesznym? Pewnie nie, bo przecież elektorat PiS i tak nie bardzo rozumie, o co w tym wszystkim chodzi, poza tym, że “niemiecka Unia” znowu coś od tej biednej Polski chce.
Czym w ogóle jest decyzja tzw. Trybunału Konstytucyjnego w spawie wyższości Konstytucji RP nad prawem unijnym? Ano ciągle tym samym, czyli stałym utrzymywaniem elektoratu w zwarciu z jakimś wrogiem. Przy czym owi wrogowie się zmieniają, koncepcja zwarcia pozostaje ta sama. Aż dziw bierze, że to jeszcze działa. No działa, z tym że coraz słabiej, co widać po najnowszych sondażach.
Ale wracając do rzeczy.
Artykuł 8. Konstytucji wyraźnie stwierdza, że “Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej”. W dodatku w punkcie drugim tego artykułu mowa jest o tym, że “Przepisy Konstytucji stosuje się bezpośrednio, chyba że Konstytucja stanowi inaczej.” Ale w następnym, 9. artykule, Konstytucja stwierdza, że “Rzeczpospolita Polska przestrzega wiążącego ją prawa międzynarodowego.” Idąc dalej śladem tych rozważań, dojść można do artykułu 91., który stwierdza rzecz następującą:
1.
Umowa międzynarodowa, po jej ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej, stanowi część krajowego porządku prawnego i jest bezpośrednio stosowana, chyba że jej stosowanie jest uzależnione od wydania ustawy.
2.
Umowa międzynarodowa ratyfikowana za uprzednią zgodą wyrażoną w ustawie ma pierwszeństwo przed ustawą, jeżeli ustawy tej nie da się pogodzić z umową.
3.
Jeżeli wynika to z ratyfikowanej przez Rzeczpospolitą Polską umowy konstytuującej organizację międzynarodową, prawo przez nią stanowione jest stosowane bezpośrednio, mając pierwszeństwo w przypadku kolizji z ustawami.
Zatem “wyrok” tzw. Trybunału Konstytucyjnego jest o niczym, bo przecież wiadomo, że Konstytucja jest w Rzeczpospolitej prawem najwyższym, ale wiadomo też, że ratyfikowane umowy międzynarodowe mają pierwszeństwo przed ustawą, jeżeli ustawy tej nie da się pogodzić z tą umową. Ponadto Konstytucja RP stwierdza też, że prawo ukonstytuowanej organizacji międzynarodowej ma pierwszeństwo w przypadku kolizji z polskimi ustawami. Artykuł ten jest takim typowym bezpiecznikiem, zabezpieczającym system prawny RP przed stosowaniem ustaw niezgodnych z Traktami Unii Europejskiej, a wprowadzanymi wbrew wartościom będącymi tej Unii fundamentem. Ustawa o Izbie Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego jest właśnie tego dobitnym przykładem.
Ale efektem wyroku TSUE w sprawie owej Izby jest także wstrzymanie wypłat wynagrodzeń i wszystkich wydatków związanych z jej działalnością. Dalsze wydawanie środków związanych z funkcjonowaniem tego czegoś, jest naruszeniem prawa i powodem do procesów karnych w przyszłości, dla tych, którzy za to odpowiadają. Powstaje zatem pytanie, czy warto się tak narażać? Niech sobie na to odpowiedzą wszyscy ci, których to pytanie dotyczy.
Sprawa ta ma jeszcze jeden wymiar. Oto druga osoba w państwie, marszałek Sejmu, podczas wiecu zdenerwowanym głosem oznajmia, że żyjemy w Polsce, nie w Unii. Można by to rzecz jasna zrzucić na karb emocji, które ujawniają się podczas spotkań z wyborcami na żywo, ale przecież od dawna wiadomo, że ta władza traktuje Unię wyłącznie jak bankomat, swoiste menu, z którego wybrać sobie można tylko te dania, które Zjednoczonej Prawicy najbardziej smakują. Jest to oczywiście dalszy ciąg „strategii” PiS-u, polegającej na obrażaniu wszystkich tych, którzy z PiS-em nie są. Taka „strategia” zawsze działa tylko jakiś czas. Nie inaczej będzie i w tym przypadku.
***
Jak więc widać, powrót Donalda Tuska jest bez wątpienia powodem ogromnego chaosu w szeregach obozu Zjednoczonej Prawicy, także dlatego, że Tusk nie owija w bawełnę i nazywa rzeczy po imieniu. Skutecznie też podgrzewa emocje, z którymi elektorat PiS i obóz władzy kompletnie sobie nie radzi.
Co widzimy? Wojnę na każdym polu i zwieranie szeregów, a w efekcie całkowitą bezradność. Jak powiedział Donald Tusk podczas jednej z pierwszych konferencji prasowych – to tylko z PiS.
I można z nim wygrać.