Galopujące bzdury o klasach

Polska Lewica ma poważny problem z programem PiS-u „Polski Ład”. Z jednej strony podoba jej się progresywność podatków, z drugiej nie podoba brak perspektyw dalekosiężnych (Lewica twierdzi, że są w nim tylko perspektywy krótkoterminowe). W istocie nie ma żadnych. „Polski Ład” to tak naprawdę plan wojny klasowej, czyli spełnienie marzeń Lewicy od czasów Marksa, Engelsa i Lenina. W tej wojnie klasowej żyją po dziś dzień, jak w XIX i XX-wiecznej bajce.

Jednak problemem nie jest progresywność podatków (świat rzeczywiście ewoluuje w tym kierunku). Problemem jest skala, jaką państwo ma odgrywać w życiu społeczeństwa. Lewica i PiS chcą tego samego – jego rosnącej roli. Według tych ugrupowań państwo ma mieć w życiu narodu rolę nadrzędną, ma być obrońcą, porządkowym, dostarczycielem gazu, prądu, paliw i wody, gazet i hot-dogów (dla Lewicy koniecznie wegańskich). Państwo ma nam zaglądać w kieszeń i do łóżka, a także pod łóżko, bo tam obywatel może mieć schowane jakieś rodowe dobra. Państwo ma być powszechnym regulatorem. Tym właśnie przejawia się ta wojna klas, którą od lat uprawia socjal-prawica, a lewica się do tego dołącza.

Pozostali zaś zapewne zaakceptowaliby progresję podatkową, ale nie zgadzają się na tę powszechną omnipotencję państwa. Mówią: hola, hola! Mam oddawać więcej do budżetu, czyli tej czarnej dziury bez dna, z której politycy władzy czerpią jak z rogu obfitości, budując w kilka lat majątki, które się nie śnią większości?

W „Polskim Ładzie” nie znajdziesz słowa na temat reformy struktur państwa, nie ma tam słowa o jakichkolwiek oszczędnościach czy redukcji kosztów. Za to znajdziesz tam kolejnych kilkadziesiąt agent rządowych, funduszy i jednostek organizacyjnych przyssanych do budżetu jak pijawka do ciała chorego z gorączką. Chorego, bo państwo polskie jest chore od lat. I nic się nie zmienia na lepsze.

Gdy weźmiesz do ręki Krajowy Plan Odbudowy i go przeczytasz, zobaczysz w nim Polskę w totalnej ruinie. Kraj, który wymaga gruntownej przebudowy, bo nic w nim nie działa. Obniżenie wieku emerytalnego to w istocie poważny dla państwa problem, a sztandarowy program Zjednoczonej Prawicy (tak bliski Lewicy) – 500 plus – nie zdał egzaminu, nie przyczynił się do wzrostu dzietności. To samo, jeśli chodzi o Strategię Odpowiedzialnego Rozwoju – tzw. Plan Morawieckiego, z którego zostały tylko efektowne slajdy.

Ale gdy weźmiesz do ręki „Polski Ład” zobaczysz całkiem inną Polskę. Polskę w rozkwicie. Państwo, w którym wszystko działa, ludziom żyje się cudownie, jak nigdy dotąd, a kraj się rozwija najszybciej w historii. I to wszystko stało się od 2015 roku, bo wcześniej tylko zgliszcza, bieda i wyzysk.

Te dwa dokumenty dzielą dwa tygodnie od publikacji. W ciągu dwóch tygodni PiS pokazał dwa różne państwa. Zasadne więc wydaje się pytanie, jaką Polskę poparła Lewica, idąc na tajne rozmowy z PiS-em?

Na Lewicy zaczął się wielki run na liberalizm. Do głosu doszedł właśnie Adrian Zandberg i jego grupka neomarksistów spod znaku „progresywnego nowego świata”. Włodek Czarzasty wyraźnie stracił kontrolę nad Nową Lewicą, a Robert Biedroń, który na własne życzenie utopił Wiosnę, czyniąc z tego projektu groteskę (jeszcze dwa lata temu zwolennicy Biedronia gotowi byli mnie palić na stosie, bo od początku pisałem, jaki będzie tego finał) stał się jedynie politycznym celebrytą. Więc ów run na liberalizm, zwany przez neomarksistów: nieoliberalizmem, nabiera rozpędu. Najpierw Woś w swoim artykule pisał o tym, że nieważne są lewicowe ideały walki o prawa kobiet, ważny jest utworzony właśnie sojusz z PiS-em, aby dokopać libkom. Teraz niejaki Galopujący Major popełnił był tekst w „Krytyce Politycznej” o tym, że klasie średniej trzeba patrzeć w kieszeń, bo przecież klasa średnia to synonim złodzieja, kombinatora i wałkarza – taka poetyka z lat PRL-u. No bo przecież każdy przedsiębiorca to złodziej, kombinator i przewalacz, który zatrudnia ludzi wyłącznie na „śmieciówkach” i wyłącznie na najniższej krajowej. Tymczasem umowy cywilno-prawne (nie żadne „śmieciówki”) to wygodna forma zatrudnienia dla obu stron w niektórych branżach, które to umowy ułatwiają prowadzenie działalności, aby państwo mogło się rozwijać. Mimo to PiS i Lewica zrobili z tej formy zatrudnienia mit epoki „neoliberalizmu”.

Ale, ale, skoro już tak na tych prywatnych najeżdżamy, to może warto zapytać, ile zarabiają terapeuci pracujący w Warsztatach Terapii Zajęciowej z niepełnosprawnymi, często w znacznym stopniu niepełnosprawności? Podpowiem Galopującemu i innym wrażliwym na krzywdę – minimalne wynagrodzenie. Tak, państwo zatrudnia sporo osób na najniższym wynagrodzeniu, wyobraźcie sobie ludzie, bo to przecież nie tylko o terapeutów chodzi.

Oczywiście już słyszę głosy Galopującego Majora i jemu podobnych, że właśnie po to mają się ci wredni prywatni dorzucić, aby ci terapeuci zarabiali więcej. No przecież. A może jednak inaczej? Może najpierw zacznijmy od reformy państwa, aby nie było takie kosztowne, a potem rozmawiajmy o progresywnych podatkach i całej tej śmiesznej wojnie klas?

Współczesne państwa cywilizowanego świata wyrosły już dawno z tej wojny klasowej, współczesne państwa cywilizowanego świata wchodzą na inny poziom rozwoju, którym jest społeczeństwo wiedzy, a więc partycypacyjna koncepcja rozwoju państwa. Według tej koncepcji w rozwoju gospodarki uczestniczą wszyscy, którzy mogą się swoją wiedzą i doświadczeniem dzielić z innymi.

I to, droga Lewico, jest ucieleśnieniem waszych marzeń o komunie – dzielenie się wiedzą i doświadczeniem dla dobra wspólnego.

Wojna klas, w której tkwicie od dziesiątek lat, to przeszłość, a nie żadna przyszłość.

Czas najwyższy to zrozumieć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *