Homo faber. List do przyjaciół

W mijającym tygodniu oglądaliśmy żenujący spektakl socjalnej prawicy pod tytułem „jak nienawidząc się wzajemnie, utrzymać posady i władzę”. W tym żenującym spektaklu czynnie brały udział polskie media, także te duże, prywatne, sprowadzone do poziomu stacza pod siedzibą Prawa i Sprawiedliwości na Nowogrodzkiej. Żenujący to był widok dzisiejszej kondycji mediów w Polsce.  

W niedzielnej “Loży prasowej” w TVN24 odbył się też cotygodniowy sąd ostateczny nad Platformą Obywatelską. Zaproszeni dziennikarze wylali na największą partię opozycyjną obowiązkową porcję żali i utyskiwań, zgodnie z zasadą, że PO jest dyżurnym chłopcem do bicia. Cokolwiek zrobi, zrobi źle. Gdy jest totalna, źle, gdy nie jest totalna, też źle. Bo krytyka PO jest sexy. Wiemy to nie od dzisiaj.  

Nawet jeśli w tych utyskiwaniach jest sens, to jednak sensowna krytyka musi mieć też jakieś granice. Może Borys Budka jest pogubiony i wystraszony, bo cokolwiek zrobi i tak będzie niedobrze według wszystkich tych, którzy, a jakże, życzą Platformie dobrze? 

Już jakiś czas temu proponowałem, żeby powołać rotacyjne stanowisko szefa PO, na pół roku, aby zaspokoić ambicje krytyków. Ewa Kopacz była słaba, Grzegorz Schetyna fatalny a Borys Budka, to w ogóle jakaś wielka pomyłka. I tak sobie gadać możemy, ale póki co Platforma to jedyna siła polityczna w Polsce, wokół której możliwe jest zbudowanie szerokiej koalicji anty-PiS. Czy się to komuś podoba, czy nie, jak na razie nie ma innej. A jeśli dziennikarze mają w jakikolwiek sposób zachęcać opozycję (Platformę, jak rozumiem) do działania, to może warto zastanowić się nad tym, czy pokazywanie i komentowanie przez tydzień szopki Jarosława K. jest właściwym rozwiązaniem. 

Krótka historia jutra.  

A może to jest tak, że Platformy nie widać, bo media nie są zainteresowane pokazywaniem jej projektów? Kto może choć dwa zdania powiedzieć o tym pod nazwą (s)prawa Polek? Ktoś wie, że był to cykl spotkań, w których brały udział najbardziej znane polityczki Platformy i które dotyczyły naruszanych przez obóz Zjednoczonej Prawicy praw Polek? Czy ten projekt przebił się w mediach? Nie kojarzę. Oczywiście, zawsze można zrzucić winę na samą partię, bo to ona nie potrafi zainteresować mediów swoimi pomysłami, i nawet jeśli jest w tym sporo racji, to czy nie ma innej? 

A przecież (s)prawa Polek to nie jest jedyny projekt PO/KO.  

Na ostatniej konwencji Borys Budka zapowiedział to, co powinno być zapowiedziane już wcześniej. Zabrzmiało to jak dawno oczekiwane credo, szkoda, że niezbyt mocno zaakcentowane. Platforma ma się stać partią broniącą ludzi, którzy tworzą dochód narodowy, czego wyborcy PO domagali się już od miesięcy – czas najwyższy wrócić do reprezentowania interesów własnego elektoratu a nie tylko wartości mu bliskich.  

KO musi postawić nie tylko na przedsiębiorców i tych, którzy pracują najemnie, ale przede wszystkim nacisk położyć na wsparcie nowych technologii. W jej programie gospodarczym muszą się znaleźć rozwiązania wspierające wszystkie firmy prywatne, które owe nowe technologie będą wdrażać i propagować. Platforma musi stać się orędownikiem przyszłości. Ma być takim swoistym homo faber. Człowiekiem twórcą. Architektem nowego.  

Jednocześnie wyjść musi z opłotków konserwatyzmu i strachu (także przed własnym elektoratem), aby stać się partią nowoczesnego liberalizmu gospodarczego i światopoglądowego. PO, czy szerzej KO, musi pokazać wizję Polski po PiS-ie i nie może być to wizja, której trzyma się od lat pięciu, a która zamyka się w kilku słowach: “żebyśmy tylko nie urazili wyborców myślących konserwatywnie”.  

Ten pogląd na partię do niczego nie prowadzi, bo partii, które nie chcą urazić wyborców konserwatywnych jest już w Polsce kilka, z czego trzy aktualnie rządzą. Nie mówię, że PO ma się stać partią lewicową, to zupełnie nie o to chodzi, mówię, że ma się stać partią odważną i nowoczesną, która da odpowiedź Polkom i Polakom na pytania dotyczące wyzwań najbliższych 20-30 lat.  

A jest z czym się mierzyć. W kilkadziesiąt lat zapóźnione i komunistyczne Chiny stały się potentatem w dziedzinie sztucznej inteligencji i to na skalę dorównującą jedynie USA. Dzisiejsza ropa to dane i dostęp do nich. Współczesne Chiny „produkują” rocznie największą na świecie liczbę młodych inżynierów (jest tam w czym wybierać), a za kilkanaście lat także gospodarczo staną się państwem konkurującym z gospodarką Stanów Zjednoczonych. Specjaliści już dzisiaj mówią o rychłych dwóch blokach państw specjalizujących się w dziedzinie AI. A to właśnie sztuczna inteligencja będzie kształtować naszą przyszłość, dokładniej – przyszłość naszych dzieci. O tym właśnie pisze Yuval Harari w swej książce „Homo Deus, krótka historia jutra”. 

Polska Kraśnikiem stoi.  

Tymczasem Polska PiS walczy z LGBT, buduje przekop przez półwysep i mega lotnisko bez przyszłości. Radni miasta Kraśnik na Lubelszczyźnie uchwalając uchwałę o strefie wolnej od LGBT, nie potrafią nawet zdefiniować tego skrótu, co z przerażeniem można zobaczyć, oglądając w sieci relację video z tego żenującego spektaklu. Ci sami radni uchwalili też strefę wolną od 5G i Wi-Fi w poczuciu troski o zdrowie mieszkańców.  

Ale nie śmiałbym się z tego. Takich Kraśników w Polsce jest więcej, a ich władze same się nie wybierają. Pod tweeterowym wpisem Jacka Piekary, pisarza i redaktora naczelnego pisma „Fantasy”, w którym kłamie i obraża środowisko LGBT, liczba polubień przyrasta lawinowo (także o 6 rano), a jego profil na Twitterze ma ponad 30 tysięcy obserwujących. Dane finansowe Ordo Iuris za 2018 rok wykazują budżet tej organizacji na kwotę blisko pięciu milionów złotych. 

Agencja NASA chce wydać 100 mld zł przez trzy lata, aby ponownie wysłać ludzi na księżyc. Prawo i Sprawiedliwość tyle wydaje przez trzy lata na program 500+, przy czym w większości środki te trafiają do najbogatszych, dzietność nie rośnie, a obszary biedy się w Polsce powiększają. Tym wszystkim właśnie jest państwo PiS. Wiecznym malkontentom i krytykom PO pragnę to po raz kolejny przypomnieć. Z kim i z czym trzeba się zmierzyć i mierzyć, aby naprawdę uratować Polskę.  

Bezczynny rozum jest warsztatem diabła.  

W 2017 roku na łamach „Polityki” Kazimierz Bem i Jarosław Makowski opublikowali tekst, którego pierwotny tytuł brzmiał „Rozum wyklęty, zabobon święty”. Nie był to jedyny tekst o nadciągających czasach bezmyślności, ale warto przytoczyć kilka zdań z niego wyjętych: „Widmo przesądów i ciemnoty krąży więc dziś po Polsce. Jeśli jednak wczoraj wiara w zabobony oraz ich publiczne głoszenie były przedmiotem wstydu, to dziś jest to powód do chluby i dumy. Ba, jest przepustką do telewizji, radia i rządowych stanowisk.” 

Czyż nie brzmi znajomo?  

W wigilię nocy sylwestrowej 2018 roku poczyniłem takie oto spostrzeżenia w felietonie „Moizm 2019”: 

„Po PiS-sie chcę przede wszystkim Polski odważnej, która nie będzie się bać usunąć z przestrzeni publicznej potwornych straszydeł Lecha Kaczyńskiego (jeden pomnik musi zostać, ale nie na Placu Piłsudskiego), siłą narzuconych nazw rond, ulic, parków i placów jego imienia. Która nie będzie bać się usunąć sarkofagów, szumnie nazwanych ławkami niepodległości, zastępując je jakimś konkretnym projektem w rodzaju 100 żłobków na 100-lecie Niepodległości. Chcę odważnej Polski, która usunie religię ze szkół państwowych i przeniesie ją tam, gdzie jej miejsce, czyli do kościołów. Chcę państwa prawdziwie świeckiego, gdzie swoje właściwe miejsce ma religia i wolne od niej państwo. Chcę Polski odważnej, która nie zawaha się wprowadzić pakietu demokratycznego i jedną ustawą przywrócić w Polsce praworządność, ale także nie zawaha się rozliczyć poprzedników za jej zniszczenie i za grube afery w postaci SKOK-ów, KNF, PCK, podkomisji smoleńskiej, NBP, czy dziesiątków innych, których wyliczanie zajęłoby osobny felieton. Chcę Polski odważnej, która nie będzie się bała zmian wieku emerytalnego oraz zmian w programie 500+, który dzisiaj jest uosobieniem głębokiej niesprawiedliwości społecznej, promując jedne grupy społeczne kosztem innych. Chcę odważnej Polski, która nie będzie bała się przeciwstawić górniczej braci i dokona prawdziwej reformy górnictwa oraz energetyki, w imię troski o przyszłość moich dzieci i wnuków, aby oddychać mogły czystym powietrzem – Platforma ma tu na swoim koncie wiele zaniechań. Chcę odważnej Polski, która postawi na Odnawialne Źródła Energii bardziej zdecydowanie, niż w latach 2008-2015. Chcę Polski odważnej, która po wygranych wyborach prawdziwie zreformuje sądownictwo, spółki skarbu państwa, edukację i służbę zdrowia, wojsko i kulturę. Która posprząta cały ten bajzel po obecnej władzy.  

Chcę wreszcie Polski odpowiedzialnej i poważnej. Z głową państwa, która tą głową jest, a nie pośmiewiskiem dla świata. Z głową państwa, która nie zmienia poglądów jak jej wygodnie i która nie podpisuje ustaw, które zaprzeczają ustawom podpisanym wcześniej. Chcę Polski z premierem, który nie jest notorycznym kłamcą, skazanym prawomocnie przez sąd za ten czyn. Chcę Polski z rządem, który nie jest teatrem lalek, sterowanym przez zwykłego posła. Chcę Polski z parlamentem, w którym opozycja ma swoje miejsce, nawet jeśli notorycznie przeszkadza – to wyborcy są od oceny jej poczynań, a nie rządząca większość. Chcę Polski normalniej, której nie będę się musiał wstydzić, gdy wyjadę za granicę. Chcę państwa nowoczesnego, prawego i uczciwego, w którym to głównie politycy będą odpowiadać za naruszenie prawa, bo przykład ma iść z góry, a nie z dołu. 

Takiej Polski chcę. Nie będzie jej, jeśli szeroko pojęta opcja liberalna będzie się wiecznie ze sobą tłukła w imię racji, których nikt już nie rozumie.” 

Odwagi!  

Ten długi cytat opisuje to, czym ma być Platforma Obywatelska, ta największa, póki co, siła polityczna zdolna do pokonania PiS. Jest światełko w tunelu, którym ma być powrót do Instytutu Obywatelskiego (think tanku PO) jego byłego dyrektora w latach 2010-2015. Są plany, aby w jego działalność zaangażować różne środowiska. Są plany zdobycia znaczących funduszy na jego działalność, bo w dzisiejszych czasach, by móc konkurować z obozem Zjednoczonej Prawicy, konieczne są konkretne pieniądze. Polityki nie da się dzisiaj robić bez funduszy i bez politycznego marketingu.  

Dajmy Instytutowi w spokoju popracować, niech za kilka miesięcy pokaże odważny plan dla Polski po PiS-ie. Polski otwartej, odważnej, silnej gospodarczo siłą polskich przedsiębiorców i wszystkich tych, którzy tworzą dochód tego państwa. Polski rozwijającej nowe technologie.  

Ale też odważnej w kwestiach społecznych i światopoglądowych, gdzie pomoc otrzyma każdy, kto tej pomocy prawdziwie potrzebuje.  

Jeśli Platforma ma być tą siłą, pod auspicjami której dokona się konsolidacja opozycji, musi wyrzucić strach do kosza, pokazując także wewnętrzną jedność, bo polityka to gra zespołowa, a nie miejsce dla promowania pojedynczych posłanek i posłów. Czas najwyższy przełożyć wajchę i zmienić tory.  

Z głębi serca i rozumu wołam więc: Odwagi!  
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *