Idziemy się bić o Polskę, dumnie wznosząc flagę liberalizmu… Ale czy na pewno?

Albo my, albo oni! 

Czas na liberalną rekonkwistę – czas odbić Polskę socjal prawicy. Koniec z cofaniem się, koniec z tłumaczeniem się i koniec z białą flagą – czas na ofensywę. Albo my, albo oni. W polityce liczy się odwaga, konsekwencja i determinacja.  

To sparafrazowane słowa posła Kowalskiego, aktualnie naczelnego bojownika o wolność i demokrację oraz konserwatywną Europę i Polskę. Kiedyś aktywnego polityka Platformy Obywatelskiej, który karierę swą w tej partii skończył, gdy nie potrafił rozliczyć się z własnej kampanii wyborczej. No ale w Solidarnej Polsce (a szerzej – w PiS) to przecież normalka.  

Mam dość. Mam dość ciągłego chowania się po kątach ze swoimi poglądami na życie, świat, gospodarkę i państwo. Mam dość szeptania ze strachem: jestem liberałem. Oczywiście przesadzam. Osobiście się z tym nie kryję. Piję do braci demokratów, głównie polityków i sympatyków KO. Od lat pięciu widzę postawę strusia w znaczącej większości przypadków. Nie mówmy głośno, że podniesienie wieku emerytalnego to konieczność. Broń Boże nie mówmy, że program 500+ jest chory i prowadzi kraj w przepaść (jak i skrócenie lat pracy). Nie mówmy, że jesteśmy liberałami, bo jeszcze ktoś usłyszy i nas zbeszta, a Jarosław K. napiętnuje. O Boże!  

Tak, jestem liberałem. I nie kryję się z tym jak inni.  

Jestem liberałem, bo uważam, że państwa w gospodarce powinno być jak najmniej, a widzieć to państwo chcę tylko w ochronie zdrowia, edukacji, pomocy najbardziej potrzebującym, którzy z nie własnej winy pracować nie mogą, obronności i bezpieczeństwie publicznym. Jestem liberałem, bo w każdej z tych dziedzin nie wykluczam udziału własności prywatnej.  

Tak, jestem liberałem, bo skoro narodowcy mają prawo, a dzisiejsze państwo im to bez problemów umożliwia, organizować swoje pełne nienawiści marsze, to środowiska LGBT mają także prawo do swoich pokojowych parad równości. I skoro państwo stosuje niewspółmierną przemoc wobec protestujących osób LGBT, a wykazuje nieopisaną niemoc wobec nazioli, to Margot ma prawo pokazać palec i napisać: pieprzę ten kraj.  

Tak, jestem liberałem, bo uważam, że każdy jest wolny, może mówić i robić, co chce, pod warunkiem, że nie krzywdzi innych, w tym nieletnich i dzieci. Jestem liberałem, bo nazywam mowę nienawiści mową nienawiści, a nie jak pan Jaki – wolnością słowa.  

Jestem liberałem, bo uważam, że partia-państwo nie potrzebuje 500 spółek, w których umieszcza swoich wybrańców, zamiast, jak to powiedział mój ulubieniec, Radek Fogiel – fachowców, którzy nie realizują programu partii. Jestem liberałem, bo uważam, że 90% tych spółek należy albo sprywatyzować, albo po prostu zlikwidować.  

Jestem liberałem, bo uważam, że państwo powinno być silne swoją oszczędnością (nie taniością), a zaoszczędzone środki głównie powinno mądrze inwestować, bo tylko mądre inwestycje rozwijają kraj, patrz: bogacą obywateli.  

Tak, jestem liberałem, bo nie przeszkadzają mi lesby, pedały, drag królowe, dziewczyny, które kiedyś były chłopcami i odwrotnie, żółci, czarni i pomarańczowi, jeśli tylko żyją jak na obywatela przystało, czyli swoją pracą wzbogacają państwo, nie pracując tylko wtedy, kiedy im los lub natura na to nie pozwala.  

Jestem liberałem, bo wolność tworzenia uważam za wartość nadrzędną, a wszelkie totalitaryzmy i autorytaryzmy, ojcowie narodu i tak zwani „przenikliwi politycy” mnie mierżą.  

Jestem liberałem, bo uważam, że niezawisłość sądów, wolnych od wszelkich nacisków władzy, kolesiów i znajomych królika, jest fundamentem państwa. Silnego, obywatelskiego państwa.  

Tak, jestem liberałem! I w dupie mam to, co o mnie powie jeden z drugim prawacki fanatyk. I lewacki też.  

Bracia demokraci pochowali się po kątach. Łypią stamtąd przestraszonym wzrokiem, czy aby jakiś Kowalski, czy Jaki na nich nie nakrzyczą i zwymyślają od liberałów. Bracia demokraci oddali już niemal wszystkie pola walki, ostatnio białą flagę wywieszają nawet „w temacie” słowa. PiS przejmuje już nie tylko gospodarkę i sądy, przejmuje także umysły i polski język, decydując, które frazy są patriotyczne, które nie. A bracia demokraci wolą walczyć ze sobą, bo przecież wiadomo, że tu, we własnym obozie, nikt ich nie obrazi, mówiąc: „ty liberale!”.  

Ale jest promyk nadziei. Niedawno Platforma podjęła epokową decyzję i zmieniła dyrektora Instytutu Obywatelskiego. Co za czort? – pytają wyborcy. Co to jest ten Instytut Obywatelski? Kto wie, ręka w górę! Nie widzę… Oczywiście, że nie widzę, bo Instytut, to była do tej pory instytucja poufna, by nie powiedzieć – tajna. Oczywiście, diabeł tkwi w szczegółach i sama zmiana dyrektora jeszcze nic nie znaczy.  

Miałem okazję kilka dni temu rozmawiać z Jarosławem Makowskim i muszę przyznać, że rozmowa ta natchnęła mnie optymizmem. Rzecz w tym, ile entuzjazmu nowego szefa Instytutu zostanie utopione w partyjnych gierkach i układach. Czas pokaże, czy PO wreszcie wyjdzie z ukrycia i zacznie nazywać rzeczy po imieniu, czy nadal pochowani po kątach politycy uciekać będą przed gniewem ludu.  

Cel jest prosty: za rok, półtora Instytut Obywatelski ma pokazać program i spójny plan na Polskę po PiS. I ten plan trzeba będzie pokazać nie w dużych miastach, ale w Polsce powiatowej. W tych przysłowiowych Końskich.  

Idźmy się w końcu bić o Polskę z podniesioną głową, droga Platformo! Ale czy wystarczy wam odwagi?  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *