Którą drogą pójść, reformując system ochrony zdrowia?

I.

Polacy od początków swej państwowości chcieli żyć w normalnym państwie. Wyłączając kilka przykładów, walczyli o tę normalność praktycznie bez przerwy. Snując rozważania na ten temat i zawężając je choćby tylko w odniesieniu do czasów nam współczesnych, czyli od zakończenia II Wojny Światowej, upominaliśmy się o takie państwo kilkukrotne. Najpierw w Poznaniu w Czerwcu ‘56, potem w Warszawie w Marcu ‘68, potem w Gdyni i Gdańsku w Grudniu ‘70, potem w Ursusie i Radomiu w Czerwcu ‘76, potem w całej już Polsce w Czerwcu ‘80 i w Stanie Wojennym, i w Czerwcu ‘89 też. Za każdym razem chodziło nam o jedno – o Polskę, która nie byłaby gorsza od państw mitycznego Zachodu.

Budowa kapitalizmu szła nam różnie. Oczywiście, że nie wszystko udało się tak, jak wielu by chciało, ale terapia szokowa Balcerowicza była niezbędna. Leczenie ciężkiej choroby zawsze jest okupione kosztami ubocznymi, zgoda, czasami ogromnymi, ale historia rozwoju innych państw bloku wschodniego pokazała, że to polska droga była właściwa, mimo że wielu twierdzi do dzisiaj inaczej. Gdy w 2004 roku stawaliśmy się pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej, miliony Polaków poczuło autentyczną dumę.

Akces do Unii to jedyne za co chwalić można lewicowe rządy po roku 1989. Zaprzepaszczenie reform rozpoczętych przez rząd Premiera Buzka to bagaż moralnej odpowiedzialności za przyszłość Polski, której Lewica jeszcze długo nie zrzuci ze swoich ramion. Okres pierwszych rządów Prawa i Sprawiedliwości pokazał prawdziwą twarz tej partii i jej władz. Wystarczyły tylko dwa lata, aby w pełni zrozumieć, czym może być skupiona na sobie, egoistyczna władza. Gdy w 2007 roku wybory wygrywała Platforma Obywatelska, wielu Polaków uwierzyło, że wreszcie państwo może być normalne.

Rok później spadł na świat największy od dziesięcioleci kryzys, podczas którego nie tylko upadały stuletnie kolosy finansowe, jak choćby Lehman Brothers, ale zagrożone były też niektóre państwa. Do dzisiaj wiele osób nie zdaje sobie sprawy, jak głęboki był to kryzys. Mimo to rząd PO/PSL poradził sobie z nim całkiem dobrze, przy okazji jednak tracąc poczucie zagrożeń ze strony nie tylko przeciwnika politycznego, ale także zrozumienie rosnących oczekiwań i zmieniającego się świata. Rok 2015 i to co się wtedy stało, dla wielu nie było zaskoczeniem. Zaskoczona była bez wątpienia ówczesna władza. 

Wieczór wyborczy 2015 roku był swoistą cezurą. Granicą, po której już nic nie jest takie samo, jak było wcześniej. Obóz Zjednoczonej Prawicy zawłaszczył polskie państwo w sposób dotąd niespotykany. Dotyczy to wszystkich dziedzin życia, bez wyjątku. Jedno tylko może budzić zdumienie – tempo, w jakim dokonywano zamachu na demokrację i praworządność. Wzorując się na wszystkich byłych i żyjących autokratach tego świata, przeniósł Kaczyński do Polski wzorcowy model demokracji selektywnej, polegającej na tym, że obóz rządzący wyciąga z Konstytucji i demokracji wyłącznie to, co mu odpowiada do sprawowania władzy. Wszystko, co przeszkadza, ignoruje lub zmienia w sposób naruszający standardy budowane przez stulecia.

Selektywność, to jest to, co wyróżniało Polskę czasów PRL i to jest też to, co wyróżnia obecną. Selektywna jest demokracja, selektywna jest Konstytucja, selektywne jest uczestnictwo w Unii Europejskiej i selektywny jest system prawa. Selektywna jest też Polskość. Są lepsi, prawdziwsi, bardziej polscy. I jest cała reszta – gorszy sort.

II.

Polska od lat pięciu jest podzielona jak nigdy dotąd. Są tu dwa plemiona. I ta plemienność jest bardzo starannie pielęgnowana, bo to ona jest siłą i motorem napędowym obecnej władzy. Żeby Polskę zmienić, uciec trzeba od tej plemienności właśnie. Dlaczego? Bo Polska po PiS-ie ma być państwem odważnym, skrojonym na miarę współczesnego świata, jego wyzwań i możliwości. Czas najwyższy skończyć z tą udawaną państwowością, której słabość, jak nic wcześniej, ujawnia obecny kryzys pandemii Covid-19. Mimo siermiężnej propagandy za 2 miliardy rocznie, dzisiejsze państwo to jedynie swoista vanitas vanitatum et omnia vanitas – marność nad marnościami i wszystko marność…

Ale tak być nie musi. Powrotu do Polski sprzed 2015 roku już nie będzie. Nie tylko dlatego, że od 5 lat państwo jest demolowane i zawłaszczane przez obóz polityczny, którego elementami składowymi są partie o nazwach świadomie wprowadzających wyborców w błąd. Nie prawo, tylko dualizm prawny, jeśli sprawiedliwość – to wybiórcza, solidarność jedynie wokół politycznych profitów i porozumienie, którego celem jest wyłącznie utrwalenie władzy, oto prawdziwa twarz Zjednoczonej Prawicy.

Powrotu do Polski sprzed 2015 roku nie może być także dlatego, że diametralnie zmienia się postrzeganie obywateli, czym i jakie ma być państwo po PiS-ie. To jedyna dobra cecha obecnych rządów.

Dyskusja o nowej Polsce musi zostać otwarta, lecz skupić się trzeba głównie na przyszłości. Owszem, historia jest ważna i lekcje z niej wyciągać zawsze warto, ale zajmowanie się nią dzisiaj to gubienie z oczu tego, co najważniejsze. Historią bowiem głównie zajmować powinni się rzetelni i niezawiśli historycy. Ta forma twórczego zamętu to obrona przed czynieniem z Polski pariasa Europy, który rozwija skrzydła zacofania, źle pojętego tradycjonalizmu narodowego i ultrakatolicyzmu, ugruntowując szkodliwą dla narodu polskiego wizję IV RP. To nieprawda, że Polacy są zaściankowi i zamknięci na inne kultury. Polacy od wieków są jednym z najbardziej tolerancyjnych narodów świata, a jedynie pewien starzec wmówił nam, że jest inaczej.

W trwaniu w tej plemienności tracimy czas. Nasze dzieci i wnuki tracą ten czas przede wszystkim, bo to one dźwigać będą brzemię 5-bilionowego ukrytego długu emerytalnego, jaki ma polskie państwo wobec swoich obywateli. A rząd, zamiast oszczędzać w czasach koniunktury, bawił się i bawi nadal, mimo kryzysu, kosztem nas i przyszłych pokoleń w dobrego wujka, co to rozdaje nie swoje pieniądze wybranym grupom społecznym – nawet nie wszystkim. Prawdziwa skala kosztów tych posunięć objawi się nam już w przyszłym roku.

III.

Ale owa plemienność to nie wszystko. Często politycy zapominają o jeszcze jednej grupie społecznej – to wyborcy, którzy od lat nie biorą udziału w wyborach. Kluczem do pokonania obozu Zjednoczonej Prawicy i budowy nowego państwa jest nie tylko zjednoczenie opozycji, ale także inne spojrzenie na tę właśnie część Polski. To nie są głupi ludzie, jak często się ich nazywa. To są wyborcy, którzy zawiedli się na państwie. A owym kluczem jest skupienie się na potrzebach wyborców a nie trwanie w wiecznym konflikcie.

Co więcej, wygląda na to, że żaden nowy byt polityczny tego ani nie rozumiał, ani nie rozumie. Nie rozumiał tego Palikot, nie rozumiał Kukiz, ani Biedroń, ani Petru. Wygląda na to, że nie do końca rozumie to też Hołownia. Jeśli Koalicja Obywatelska chce odegrać rolę znaczącą w budowie nowej Polski, powinna tę prawdę zgłębić, bo jak dotąd idzie jej także nie najlepiej. Gdyby było inaczej, ta spora grupa społeczna już dawno byłaby zagospodarowana. A nie jest. Dlaczego tak się dzieje? Bo znacznie łatwiej jest skupiać się na konfliktach, trudniej na potrzebach wyborców.

Nowego państwa nie da się zbudować bez odpowiednich dźwigni. Jest ich kilka: przedsiębiorcy, edukacja, świeckie państwo, wolne media, państwo obywatelskie, wolne sądy, sojusz transatlantycki, racjonalny liberalizm światopoglądowy i gospodarczy, racjonalna pomoc społeczna czy Polska samorządowa.

Na potrzeby niniejszego raportu – opracowania skupimy się jednak nad inną, nie mniej ważną dźwignią nowego państwa. Jest nią głęboka reforma systemu opieki zdrowotnej. Zmienić w nim trzeba bardzo wiele. Przede wszystkim przedefiniować należy strukturę zarządzania z pionowej na poziomą. Zredefiniować na nowo rolę NFZ z nakazowej do pomocniczej dla wszystkich podmiotów rynku medycznego. Zregionalizować fundusze. Wprowadzić rzeczywistą równość wszystkich podmiotów leczniczych (państwowych, samorządowych, prywatnych). Podnieść wydatki na ochronę zdrowia do 7% PKB przy jednoczesnym wprowadzeniu rozwiązań racjonalizujących koszty. Więcej szczegółów znaleźć będzie można w samym raporcie.

Nie będziemy jednak epatować czytelników przesadną liczbą danych – uważamy, że w dobie powszechnego dostępu do Internetu każdy zainteresowany sam może je sobie pobrać i przeanalizować.

Nie będziemy też skupiać się nad tym, że w latach 2005-2007 zamknięto 33 szpitale, w latach 2007-2015 otwarto 208, a w latach 2015-2018 znów zlikwidowano ich 7, choć ma to oczywiście znaczenie.

Nie będziemy się także skupiać na tym, że w tych samych latach liczba łóżek szpitalnych zmniejszyła się najpierw o 4 470, następnie wzrosła o 11 971, by ponownie zmaleć o 5 262, bo efektywności systemu ochrony zdrowia nie mierzy się liczbą łóżek, a racjonalnością wydawania pieniędzy.

Nie napiszemy też, że jedyną metodą naprawy systemu ochrony zdrowia jest niczym nieograniczone pompowanie pieniędzy pochodzących głównie z podnoszonych składek zdrowotnych, gdyż jako liberałowie uważamy, że wzrost i tak już niebotycznie wysokich obciążeń podatkowych z jakimi mamy do czynienia w Polsce jest przeciwskuteczny (krzywa Laffera). Uważamy bowiem, że pieniądze powinny być jedynie narzędziem dla realizacji celu nadrzędnego, jakim jest właściwe funkcjonowanie systemu a nie być czarodziejską różdżką w rękach polityków, którzy traktują owe miliardy złotych jak element realizacji celów wyłącznie politycznych. Chcemy podniesienia nakładów na zdrowie, ale nie dla samego ich podnoszenia i nie ze zwiększających się narzutów na płace.

W tym opracowaniu pokażemy, co należy zrobić, aby system ochrony zdrowia po prostu zreformować i to tak, aby najważniejsza z punktu widzenia państwa osoba, jaką jest pacjent – podatnik, ale także obywatel, czuła się jak podmiot a nie jak przedmiot, którym jest od lat trzydziestu.

Być może raport ten ujrzy światło dzienne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *