Nie straszcie Platformą

Tym, którzy to mogą niewłaściwie odczytać, wyjaśniam – nie parafrazuję słów Marcina Mellera o PiS-ie, w odróżnieniu do niego mówię: naprawdę nie straszcie Platformą. I nie straszcie Tuskiem.

Mam złą wiadomość dla tych wszystkich, którym powrót Tuska wybitnie nie leży – obozowi Zjednoczonej Prawicy z przyczyn oczywistych, Lewicy, bo odzywa się trauma z lat minionych, kiedy Tusk skutecznie przyciągał ich elektorat i ekipie Hołowni, bo zaczynają rozumieć, że dobre dla nich czasy odchodzą do lamusa. Dla was wszystkich, polityków i zwolenników tych ugrupowań, mam wiadomość przykrą – powraca, jak sam żartobliwie o sobie powiedział, Tyrannosaurus Rex świata polityki.

Polacy chcą polaryzacji dwubiegunowej.

Mam też dla was jeszcze jedną wiadomość smutną – wiele wskazuje na to, że Polacy chcą polaryzacji dwubiegunowej, czytaj: systemu dwupartyjnego, jak w najbogatszych demokracjach świata. Powrót Tuska unaocznia to w sposób coraz bardziej widoczny. Widać to w sondażach, w których utrwala się trend następujący: Zjednoczona Prawica słabnie, rośnie w siłę Koalicja Obywatelska (w zasadzie Platforma), traci w oczach Hołownia, a Lewica ociera się już o próg wyborczy. Zatem nieuchronnie wracamy do znanej już nam sytuacji, kiedy na scenie politycznej prym wiodły dwie partie – PiS i PO, pozostali byli tylko tłem. A to wszystko raptem po dwóch tygodniach, z których tydzień poświęcił Tusk na urlop. Jego prawdziwa aktywność dopiero przed nami.

Tak, szanowni Państwo, od dawna stawiam tezę, że Polacy zmęczeni są nowymi bytami, że te nowe byty zyskują na starcie, ale po czasie słabną, dodatkowo ostatnio utworzone korzystały na słabościach Platformy. Wiosna i Biedroń na niektórych słabościach Schetyny, Hołownia i jego Ruch na niektórych słabościach Budki. Tusk w zasadzie słabych cech jest pozbawiony, zwłaszcza Tusk, który wrócił z salonów Europy, gdzie zdobył doświadczenie, którego żaden, nawet najzdolniejszy polski polityk zdobyć tu nie może. Siła Tuska bierze się właśnie stąd: siedem lat był premierem, pięć lat prezydentem Europy, półtora roku szefem największej frakcji w Parlamencie Europejskim. Od 15 lat jest na szczycie nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Przez te wszystkie lata zdobył wiedzę i widział tyle, ile żaden polityk tutaj. To dlatego dobre czasy dla obozu Zjednoczonej Prawicy, Hołowni i Lewicy się skończyły.

Od lat też stawiam tezę, że Polacy kroczą ku systemowi dwupartyjnemu, którego wiodącymi elementami będą Zjednoczona Prawica i Zjednoczeni Demokraci. Ten proces tworzenia się dwubiegunowej polaryzacji zaczął się w 2005 roku, by na czas jakiś wyhamować w roku 2015, a teraz powrócić z nową energią. Bo tę energię wyraźnie widać w KO, wystarczy porozmawiać z kimkolwiek z tego obozu. Jeśli mówimy o „efekcie Tuska”, to właśnie tym się on przejawia – zmierzaniem do systemu, w którym liczyć się będą tylko dwie partie oraz tchnięciem w PO nowego życia. Nie jest to dobra wiadomość dla redaktora Mellera i niektórych gości jego programu.

Wspólna lista jest możliwa. Jestem jej zwolennikiem.

Ten polityczny spryt Tuska, w dobrym tego słowa znaczeniu, widać między innymi w tym, jak mówi on o innych politykach opozycji. Zwracam szczególną uwagę na frazę: „Mam doskonałe relacje i z Trzaskowskim, i z Hołownią, i z Kosiniakiem-Kamyszem. Szczególnie wysoko cenię sobie przyjaźń z nimi.” Tusk powtarza to w niemal każdym wywiadzie i na niemal każdej konferencji prasowej. Robi to oczywiście świadomie i celowo – osłabia w ten sposób siłę wszelkich ataków na niego ze strony wymienionych, no bo jak atakować kogoś, kto mówi o przyjacielskich relacjach? Wiadomo przecież, że żaden z nich nie powie: nie, nie mam przyjacielskich relacji z panem Tuskiem – narażałby się wtedy na śmieszność. Takich ciekawych politycznych chwytów Tusk ma w zanadrzu więcej i bez wątpienia będą się one pojawiać co jakiś czas.

Żeby była sprawa jasna – Hołownię bardzo cenię za stworzenie Ruchu, oddolnego i obywatelskiego. Tu Hołownia robi robotę naprawdę wielką, niestety inaczej się rzecz ma w kwestiach stricte politycznych. Tu jest pogubiony i w zasadzie nie wiadomo, czego tak naprawdę chce. Niby nie interesuje go obecny Sejm, ale podbiera posłów, niby twierdzi, że jest nową jakością, ale w jego działaniu nie ma niczego z nowości – wręcz przeciwnie, widać te same poczynania jak w każdej innej partii. A przecież tę energię Hołowni i jego Ruchu można by świetnie wykorzystać dla dobra Polski, gdyby połączyć siły z Trzaskowskim, tworząc wspólnie naprawdę ogromy ruch społeczny, przyciągający tych wszystkich, którzy nie lubią znaczków partyjnych. Oczywiście, do tego potrzeba dalekowzroczności i odpuszczenia ambicji własnych, nie tylko po stronie Hołowni.

Ponieważ bez końca będę powtarzał tezę, że aby pokonać obóz władzy, opozycja musi być zjednoczona. Tak, zjednoczona na jednej liście, dokładnie tak, jak jest to w przypadku Zjednoczonej Prawicy. Jedna lista przecież nie wyklucza głosowania na poszczególne partie, czy na poszczególnych kandydatów. Jedna lista daje także gwarancję podmiotowości – wszystko jest kwestią uzgodnień. Pamiętać trzeba, że Kaczyński zrobi wszystko, aby władzy nie oddać, włącznie z wprowadzeniem mieszanej ordynacji wyborczej oraz zmianą okręgów wyborczych tam, gdzie politycznie będzie się to PiS-owi opłacało. To jest jak amen w pacierzu. Żeby z tym wygrać, trzeba mieć jedną listę wyborczą. System d’Hondta determinuje wszystko. Na czas wyborów parlamentarnych trzeba odłożyć na bok wszystkie ambicje i pomyśleć o Polsce. Kolejna kadencja obozu ZP oznaczać będzie zmierzch demokracji, jaką znamy od 30 lat. Jaką znamy w ogóle.

Nie straszcie Tuskiem.

Na razie mam jedną uwagę do p.o. przewodniczącego. Nie bardzo rozumiem jego zdystansowanego podejścia do programów i projektów. Trochę mi to pachnie pamiętnym „jeśli ktoś ma wizję, powinien pójść do lekarza”. Mam nadzieję, że niebawem poznamy więcej szczegółów z tym związanych, gdyż uważam, że PO powinna pokazać 3-4 najważniejsze programy, z którymi pójdzie do wyborów i nie może tego zrobić dopiero w kampanii – musi je zaprezentować znacznie wcześniej. Według mnie te wiodące projekty dotyczyć powinny obszarów: zdrowia, środowiska, gospodarki i praworządności. Tu muszą pojawić się naprawdę innowacyjne i znaczące programy. Tym bardziej, że, jak mówi Tusk, w KO jest ich bogactwo.

Każdy, kto powtarza, że jego powrót i odbudowa siły Platformy to także powrót do lat 2008-15 (pomijam fakt, że w wielu dziedzinach były to dobre czasy dla Polski), dokonuje świadomego nadużycia. Nie ma dzisiaj w PO, w każdym razie wśród znaczących polityków tej partii, nikogo, kto chciałby powrotu do Platformy sprzed 2015 roku. 6 ostatnich lat zmieniły tę partię, co widać przede wszystkim w ogłoszonym w tym roku pakiecie praw kobiet oraz jednoznacznym stanowisku dotyczącym osób LGBT (działania przeciwko „strefom wolnym od LGBT”). Tę świadomość ma też sam Tusk. Wszyscy oni mają świadomość, że zmieniło się przede wszystkim nastawienie do wielu spraw wśród wyborców. Powrót do „starej Platformy” byłby więc samobójstwem politycznym dla tego środowiska. Wiedzą o tym sami politycy jak i sympatycy, i zwolennicy PO.

Dlatego do wszystkich, którym powrót Tuska nie odpowiada, mówię: nie straszcie Platformą. Integrujcie się. To ostatni moment.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *