I.
Mity założycielskie IV RP to fundament państwa PiS. To ich modus operandi. Wiadomo, że mity te niewiele mają wspólnego z prawdą, za to z emocjami wspólnego mają bardzo wiele. I o to właśnie chodzi. O te emocje. Po mistrzowsku budowane i konserwowane całymi latami. Mitów założycielskich państwa PiS jest kilka. Te najbardziej pielęgnowane to „noc długich noży”, czyli obalenie rządu Olszewskiego, za czym był nawet sam pan Kaczyński, który dzisiaj stroi się w piórka jego wielkiego orędownika i obrońcy. Innym mitem założycielskim IV RP jest oczywiście mit smoleński – po latach „prac” „komisji” Macierewicza wiadomo, że nawet w PiS-ie nie wierzą w ten mit, co nie przeszkadza im powtarzać bez końca tych wszystkich bzdur o zamachu. Ważnym mitem założycielskim państwa PiS jest też ten o imposybilizmie Platformy Obywatelskiej, zwłaszcza w kwestii wsparcia socjalnego dla rodzin. I mało istotny jest tutaj fakt, że w latach 2008-2015 rządy PO/PSL wdrożyły kilkadziesiąt programów socjalnych dla rodzin i najsłabszych. Ważne, że nie wdrożyły jednego – programu 500+. To wystarczy, aby konserwować mit o wielkich możliwościach PiS, czyli historycznym programie wsparcia narodu. To, że owo gigantyczne wsparcie narodu doprowadziło do 15% inflacji (na dzisiaj), to mało ważne – to się z tym mitem nie łączy. To znaczy, PiS tego nie łączy, bądźmy precyzyjni.
Wczoraj, w 33. rocznicę pierwszych wolnych wyborów od 1945 roku PiS zwołał swoją konwencję, na której przez ponad godzinę prezes perorował o sukcesach rządów Szydło i Morawieckiego, głównie o tym, ile kasy popłynęło z budżetu do ludzi. Tak do końca nie wiadomo, bo ponad 70% wydatków budżetowych od lat idzie bokiem, poza budżetem i kontrolą parlamentu, ale mniej więcej domyśleć się można po gigantycznym wzroście długu publicznego – z ok. 900 mld na koniec rządów PO/PSL do ponad 1500 mld obecnie (1,5 bln). A to tylko ten dług oficjalny, bo nieoficjalny szacowany jest na blisko 5 bln złotych. To, że pan prezes i PiS nie zauważają, że ma to istotny i bezpośredni związek z inflacją, to kolejny mit państwa PiS. Mit o tym, że za inflację odpowiadają kolejno: Tusk, UE i Putin.
Mity założycielskie państwa PiS.
II.
Słuchałem wczoraj wystąpienia pana prezesa i jako żywo słyszałem ostatniego I sekretarza PZPR tuż przed upadkiem. I zastanowiło mnie to, czy ktoś jeszcze kupuje te wszystkie bajki o wielkiej Polsce ostatnich 7. lat poza 35% wyborców i rodzin polityków obozu ZP? Najbardziej podobał mi się ten moment z wystąpienia prezesa, gdy mówił o Centralnym Porcie Komunikacyjnym w czasie teraźniejszym dokonanym, jakby ten port już stał gotowy i czekał na samoloty z całego świata. A zwłaszcza z Berlina oczywiście.
Bartłomiej Sienkiewicz stwierdził ostatnio w „Kropce nad i”, że zajmowanie się tymi 30-35% wyborców to strata czasu. I ja tak sądzę. Paliwo może być po 15 zł za litr, prąd po 5 zł za kWh, gaz po 10 zł za m3, a chleb po 25 za bochenek. Inflacja może nawet dojść do 50%. Byleby tylko „ten ryży ch…” nie rządził. Taka jest mantra wszystkich anomalian, czyli tych z sercem po prawej. Zniszczony kraj. Wyprane mózgi. Byle tylko PiS. Po nas choćby potop. Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy.
Pojęcie „prawy”, „prawicowy” ma swoje oczywiste konotacje i bezpośrednio kojarzy się z byciem prawym, uczciwym, żyjącym w zgodzie z zasadami (tu, w tym kraju – chrześcijańskimi). Tak się jakoś składa, że obóz Zjednoczonej Prawicy, który mieni się być prawicowym, na szczyty wyniósł zaprzeczenie tym zasadom. Rozwody, wałki, kłamstwa, szczucie to fundament ich rządów. Polska prawica.
Spółki paliwowe i energetyczne notują niespotykane zyski w historii. Tak się składa, że akurat w 2022 roku. Rok przed wyborami. Plan jest prosty – wydrenować społeczeństwo, ile się da pod pretekstem kryzysu i wojny, a następnie w roku wyborczym rzucić tę kasę jako kolejny socjal (bo z KPO będzie trudno taki wałek zrobić) a z tego, co zostanie, zasilić budżet wyborczy PiS, który będzie największym budżetem wyborczym w historii, bo stawka tych wyborów będzie historyczna: „albo wygramy, albo skończymy w więzieniach”. Gdy mówimy, że PiS zrobi wiele, aby utrzymać władzę, to mówimy także i o tym.
III.
Jeden blok wyborczy na opozycji będzie. Sygnały są już wysyłane. Tylko uważnie patrzeć trzeba. Wspólna deklaracja samorządowa, wspólna deklaracja na temat kontroli wyborów. Do tego poparcie głównego przeciwnika jednej listy – partii Szymona Hołowni – stanęło, mimo różnych zaklęć, na ok. 8% i o przekroczeniu 10 raczej już nie ma co marzyć – zwłaszcza, że ofensywa Donalda Tuska, zwłaszcza po terenach pisowskich, jeśli już nie przynosi efektu, to bez wątpienia zacznie. Do tego czas działa tu na niekorzyść Hołowni, o czym pisałem już od dawna.
Do wygrania z PiSem potrzebna będzie i Platforma/Koalicja Obywatelska, i PL2050, i PSL, i Lewica, bo tu nie tylko o samo zwycięstwo idzie, ile o jego rozmiar. Tylko widoczne zwycięstwo może zagwarantować spójność dzisiejszej opozycji, aby możliwa była rzeczywista sanacja państwa. Jeśli zwycięstwo będzie na granicy, a tak będzie przy więcej niż jednej liście, naprawa państwa nie będzie możliwa i PiS wróci za chwilę do władzy w glorii chwały.
IV.
Kolejne zwycięstwo PiS oznaczać będzie betonozę polskiej sceny politycznej na wzór tej z Węgier. Nastąpi ostateczna rozprawa z sądami, mniejszymi partiami w rodzaju Lewicy, PSL i PL2050 oraz z pozostałością wolnych redakcji, bo wolnych mediów już w Polsce nie ma. Są tylko wolne redakcje. Bezpartyjny Medialny Blok Współpracy z Władzą urządził się już na wzór lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku, o czym dosadnie pisał Stefan Kisielewski: „to, że jesteśmy w dupie, to jasne, gorzej, że wielu się w niej już urządziło”. Kolejna kadencja obozu ZP oznaczać będzie też gospodarczą śmierć tego państwa. Co do tego jestem w stu procentach przekonany. I wcale nie jest political fiction scenariusz taki, że trzecia kadencja PiS skończy się domową wojną.
Jeszcze nie jest za późno. Ale to muszą zrozumieć wszyscy po opozycyjnej stronie.
V.
To, że wirus PiS-u dosięga już niektórych po „naszej” stronie, widać po „sprawie pewnego znanego dziennikarza”.
Wczoraj pewna znana na Twitterze osoba opublikowała tweet insynuujący, że ów dziennikarz został zwolniony z redakcji, bo ciążą na nim pewne oskarżenia. Tweet był w moim pojęciu grubą przesadą i działaniem typowym dla wyznawców jedynej słusznej partii. Tak mi to tymi metodami zapachniało.
Nie bronię „tego dziennikarza”. Bronię zasad. A te zasady to „sąd jest od osądzania” a nie Twitter. A jak pokazuje sprawa Tomka Komendy i sądy się mylą. Osobiście znam wiele spraw błędów sędziowskich, które się za ludźmi ciągną całe życie. I wcale nie jest prawdą, że skarga nadzwyczajna może coś tu naprawić. Wniesienie do Sądu Najwyższego tej skargi to skomplikowany proces, możliwy tylko wtedy, gdy ma się układy w ministerstwie sprawiedliwości, bo właśnie po to skarga ta została wprowadzona – aby móc wzruszać procesy sądowe osób powiązanych w dzisiejszą władzą. Tym bardziej sądy ludowe mnie nie kręcą.
VI.
Trzecia wojna światowa trwa już od kilkunastu lat. Wojna na Ukrainie jest jej spersonalizowanym odzwierciedleniem. Ta wojna, to wojna z liberalną demokracją prowadzona przez autorytaryzm różnej proweniencji. Liberalna demokracja jest od kilkunastu lat poważnie zagrożona i atakowana z różnych stron przez różnych Trumpów, Orbanów, Kaczyńskich, Le Penów, Salvinich, Putinów i innych. Ten atak zawsze polany jest sosem narodowego patriotyzmu, przygotowanym na zjełczałych ingredencjach. Główną rolę zawsze grają tu emocje, fałszywie wykorzystywane i kierowane w określoną, fałszywą stronę.
Anne Applebaum w „Zmierzchu demokracji” tak o tym pisze…
Ten świat online, świat na wpół ukryty powoli zyskuje twarz w świecie realnym. Zimą 2020 roku w wystawnej Sali balowej pewnego włoskiego hotelu – na krześle obitym czerwonym aksamitem, pod błyszczącym kryształowym żyrandolem i witrażowym świetlikiem – obserwowałam, jak część tych ruchów próbuje połączyć siły. Okazją po temu była konferencja na cześć Ronalda Reagana i Jana Pawła II zorganizowana między innymi przez Johna O’Sullivana. Jego instytut, finansowany przez węgierskie władze, znalazł się na liście sponsorów. Miałam wrażenie, jakbym zajrzała na drugą stronę lustra – przywoływano imiona dwóch ludzi mających wielkie, ambitne, szczodre plany wobec zachodniej cywilizacji politycznej, widzących demokratyczną Europę i demokratyczną Amerykę zjednoczone ekonomicznie, politycznie i kulturowo – tymczasem wszyscy w Sali podzielali wizję zupełnie przeciwną. Motywem przewodnim był „nacjonalizm”, ale tak naprawdę wszystkich obecnych łączyła niechęć wobec ich własnych społeczeństw, a także autentyczny strach, że wyznawane przez nich wartości wkrótce przepadną. Jeden mówca za drugim – z USA, Włoch, Francji, Holandii, Wielkiej Brytanii, Polski, Hiszpanii (poseł Voxu) – wychodzili na podium i opowiadali, jak są prześladowani, że czują się dysydentami w świecie zdominowanym przez „oświeconych, racjonalnych liberałów”, przez idee „lewicowe”, „progresywne”, wręcz „totalitarne”. Czasami trudno było uwierzyć w to, jak odklejeni są od politycznej rzeczywistości. Wielu opłakiwało utraconą idę „narodu”, tymczasem byliśmy w centrum Rzymu, gdzie tuż obok, wręcz za rogiem, kampanię wyborczą prowadził Matteo Salvini – otwarcie nacjonalistyczny, wręcz szowinistyczny polityk. I był liderem sondaży.
Mimo to część prelegentów wypowiadała się elokwentnie, wręcz poruszająco. Jedną z mówczyń była Marion Maréchal, charyzmatyczna siostrzenica liderki francuskiej skrajnej prawicy Marine Le Pen, często wskazywana jako możliwa kandydatka w wyborach prezydenckich. Maréchal dzieliła świat na „nas”, obecnych w tej Sali, oraz „ich”, czyli wszystkich innych, od liberalnego prezydenta Francji Emmanuela Macrona po francuskich stalinistów. „Próbujemy połączyć przeszłość z teraźniejszością, naród ze światem, rodzinę ze społeczeństwem. (…) My reprezentujemy realizm, oni ideologię. My wierzymy w pamięć, oni są amnezją”. W chwili, gdy wypowiadała te słowa, Macron był w Krakowie, mówił o sobie jako dumnym Francuzie oraz dumnym Europejczyku. Tamtego dnia wspominał też o historii i pamięci, jak to ma często w zwyczaju. Dla fanów Maréchal nie ma to jednak znaczenia. Wolą słuchać o historii od kogoś, kto Francję i francuskość definiuje etnicznie. A może po prostu podzielają przekonanie Maréchal, że są prześladowani, i cieszy ich, kiedy ktoś to mówi głośno.
Mijały godziny, a tłum zgromadzonych na tej rzymskiej audiencji stopniowo się przerzedzał – głównie za sprawą mniej elokwentnych przemów o polskim patriotyzmie oraz wspaniałościach „suwerenności”. Ostatnia sesja dobiegała końca, a operatorzy telewizyjni i dziennikarze zaczęli wracać na salę. Kiedy na mównicy stanął ostatni z prelegentów, otrzymał owację na stojąco. Był to Viktor Orbán we własnej osobie, człowiek, którego naprawdę chcieli posłuchać zgromadzeni. Nie dlatego, że był wybitnym mówcą, ale dlatego, że osiągnął coś, czego pragnęli pozostali. Choć kilku mówców perorowało o opresyjnej lewicowej ideologii na uniwersytetach, Węgry są jedynym europejskim krajem, który zamknął cały uniwersytet, objął akademicką instytucję – Węgierską Akademię Nauk – bezpośrednią państwową kontrolą, a także odebrał finansowanie wydziałom, które z powodów politycznych nie podobały się partii rządzącej. Wielu uczestników konferencji krytykowało „lewicowe media”, ale to Węgry – choć nie jest to może wielki kraj – są jedynym europejskim państwem, w którym za sprawą politycznych i finansowych nacisków partia rządząca kontroluje większość mediów, tak państwowych, jak i prywatnych. Aspirujące partie autorytarne i politycy, którzy w większości wciąż jeszcze nie sprawują władzy, mają co podziwiać – ten rodzaj kontroli, taka władza to coś, czego pragną.
Orbán nie wygłosił mowy. Poproszono go o to, by wyjaśnił, na czym polega sekret jego sukcesu. Z kamienną twarzą powiedział, że ważne jest to, by nie musieć dzielić się władzą z innymi partiami. Nie wyjaśnił, że władzę utrzymuje także za sprawą finezyjnych oszustw i manipulowania systemem wyborczym. Dodał, że pomocne jest też wsparcie ze strony mediów. Z tyłu Sali, gdzie siedzieli dziennikarze, dobiegł śmiech. Reszta zebranych kiwała głowami, nie śmiali się ani trochę: solidaryzowali się z Orbánem. I rozumieli, co mówi.
Good night and good luck Państwu.