Na początek trzy ważne cytaty i czwarty na koniec:
I.
Kiedy naziści przyszli po komunistów, milczałem,
nie byłem komunistą.
Kiedy zamknęli socjaldemokratów, milczałem,
nie byłem socjaldemokratą.
Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem,
nie byłem związkowcem.
Kiedy przyszli po Żydów, milczałem,
nie byłem Żydem.
Kiedy przyszli po mnie, nie było już nikogo, kto mógłby zaprotestować.
Pastor Martin Niemöller.
II.
To, że jesteśmy w dupie to jasne. Problem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać.
Stefan Kisielewski.
III.
Jestem zmuszony traktować pana jako przedstawiciela Kremla. Tylko Kreml chce, żeby ten pan przestał być ministrem obrony narodowej.
Jarosław Kaczyński.
Trzeci cytat to odpowiedź prezesa PiS na zadane w sobotę pytanie reportera TVN24, Mateusza Grzymkowskiego, czy Jarosław Kaczyński nadal ufa ministrowi Błaszczakowi. Przypomnieć wypada, że od kilku miesięcy polska przestrzeń powietrzna notorycznie naruszana jest przez obiekty latające „nieznanego” pochodzenia.
W niedzielnej Loży Prasowej redaktor Magdalena Rigamonti publicznie zadeklarowała, że nie weźmie udziału w marszu 4.06, bo dziennikarz jest od relacjonowania wydarzeń, a nie od brania w nich udziału. Podobną deklarację Agatona Kozińskiego pomijam z przyczyn oczywistych.
Wcześniej swoje deklaracje złożyli Szymon Hołownia i Władysław Kosiniak-Kamysz. Pierwszy 4.06 będzie w Lesznie, drugi w okolicach Leszna. Obaj twierdzą, że mają poważne zobowiązania wobec wyborców, których absolutnie nie mogą zbagatelizować.
Jednocześnie w zeszłym tygodniu sejm głosami PiS, Kukiza, Polskich Spraw, Mejzy i Ajchlera przegłosował legislacyjnego potworka, którego celem jest eliminacja z życia publicznego każdego, kto nie zgadza się z „myślą polityczną” Jarosława K. Przy czym oczywistym celem głównym jest szef największej partii opozycyjnej.
Wcześniej obóz PiS przegłosował, a Pan Duda podpisał, pozostałe elementy prawdziwej piątki Jarosława K., która w całości wygląda tak:
1. Ustawa o komisji ds. likwidacji opozycji.
2. Wyznaczenie przez rząd komisarzy wyborczych.
3. Utajnienie rejestracji obrazu z prac komisji wyborczych (zapis trafia do ministra cyfryzacji w celu całkowitego go utajnienia).
4. Nowelizacja kodeksu wyborczego, mająca na celu eliminację głosów z zagranicy.
5. Ustawa umożliwiająca wgląd na konto bankowe każdego obywatela bez żadnej kontroli.
W tym stanie rzeczy dylematy redaktor Rigamonti mnie poraziły. Nie przeraziły, bo przerażony postawą środowiska dziennikarskiego jestem od dawna.
Marsz 4.06 nie jest żadnym marszem politycznym Platformy Obywatelskiej. Donald Tusk wezwał na ten marsz wszystkich – kto już o tym zapomniał, w Internecie może sobie sprawdzić. Lub u źródła – na Twitterze. Wszystkich, nie tylko sympatyków, wyborców i polityków PO.
Osobiście mało mnie obchodzi to, czy zrobił to po konsultacji z pozostałymi liderami opozycji, czy bez. Polska płonie i zabawy niedojrzałych polityków mnie po prostu oburzają. Marsz 4.06 nie jest przeciw drożyźnie, wysokiej inflacji, czy przeciwko wysokim ratom kredytów – ten marsz jest w obronie pryncypiów, fundamentów demokracji. Przegłosowana „ustawa” o badaniu wpływów rosyjskich diametralnie zmieniła optykę. Kto tego nie rozumie, ten nie rozumie niczego.
Rozterki i deklaracje niektórych przedstawicieli środowiska dziennikarskiego mnie też obrażają. Jeśli ten czy inny dziennikarz nie chce brać w tej demonstracji udziału, niech po prostu zachowa to dla siebie. Z szacunku dla tych wszystkich, którzy rozumieją, co się w Polsce dzieje. I co się tu jeszcze stać może.
A co się stać może widać od paru dni w prawicowych mediach. Wyroki skazujące na Tuska już tam zapadły. Zanim jeszcze ten legislacyjny potworek wszedł w życie. Widać to choćby w tweecie p. Jakubiaka (komunistycznego trepa), który w chamski sposób zaatakował Tuska, przypochlebiając się Kaczyńskiemu. Gdy Jakubiak kończył szkołę dla chorążych w komunistycznym Ludowym Wojsku Polskim, ja biegałem po ulicach Poznania w obronie ludzkiej godności i wolności. Dlatego właśnie udział w marszu 4.06 jest dla mnie świętym obowiązkiem.
Po co Kaczyńskiemu potrzebna jest ta „ustawa”? Stare przysłowie mówi, że najciemniej jest pod latarnią. Inne, współczesne: follow the money (podążaj za korzyściami). Oba wyjaśniają, jakie są jej cele.
Po pierwsze odwrócić uwagę, aby wyznawców PiS przekonać, że najbardziej prorosyjska władza w historii nie jest najbardziej prorosyjską władzą w historii.
Po drugie spowodować, żeby media nie rozpisywały się o milionach z NCBiR oraz o innych szwindlach tej władzy.
Po trzecie jest także po to, aby nie rozmawiać o mega inflacji, drożyźnie i bliskim zeru wzroście PKB w 2023 roku, czyli totalnym imposybilizmie gospodarczym tej władzy.
Po czwarte jest również po to, aby odwrócić uwagę od znowelizowanej ordynacji wyborczej, która ma na celu jeszcze bardziej zwiększyć szanse wygrania wyborów przez PiS, bo wiedzą, że w uczciwej walce wyborczej nie mają szans. Przećwiczyli to już w 2020 roku w kampanii prezydenckiej.
Po piąte wreszcie jest prostacką rozgrywką w obozie władzy, bo dowodzi 8-letniego imposybilizmu po stronie prokuratury Ziobry i służb Kamińskiego, którzy przez 8 lat, mając pełnię władzy, nie potrafili przygotować nawet aktu oskarżenia w sprawie ulegania rosyjskim wpływom przeciwko komukolwiek z opozycji.
Uchwalenie „prawa”, w którym członkom komisji gwarantuje się całkowitą bezkarność za ich w tej komisji udział oraz daje się im jednoczesne uprawnienia prokuratora i sędziego, i agenta służb specjalnych, w dodatku utajniając jej prace (publika dowie się tylko w „wyroku”) każdemu normalnie myślącemu obywatelowi musi to zapalić czerwoną latarnię.
Gdy kilka miesięcy temu rząd Netanjahu próbował wprowadzić zmiany w ustawach o sądach na wzór ustaw pisowskich setki tysięcy Izraelczyków wyszło na ulice izraelskich miast protestować i protesty te trwały kilka tygodni, do tego wcale nie słabły, a wręcz się wzmacniały z każdym dniem. Żydzi bowiem, jak mało który naród, znają prawdziwą cenę wolności. Presja społeczna miała sens – Netanjahu wyszedł z tej konfrontacji wyraźnie osłabiony. Wierzę, że ten przykład obudzi społeczeństwo obywatelskie w Polsce.
Dziś wiemy już, że Andrzej Duda podpisał tę stalinowską „ustawę” wzorowaną na działaniach radzieckiej czerezwyczajki, a jednocześnie skieruje ją do tzw. TK, aby podzielić się odpowiedzialnością za łamanie Konstytucji z innymi, dokładnie tak samo jak Rada Państwa w PRL dzieliła się odpowiedzialnością za decyzje ówczesnej władzy.
Dziś pojawił się też tweet Róży Thun, w którym dała do zrozumienia, że nie jest jeszcze za późno dla Donalda Tuska, aby na czerpanym papierze wysłał jednak zaproszenie Szymonowi Hołowni, a wtedy środowisko Polski 2050 raz jeszcze rozważy kwestię uczestnictwa liderów PL2050 w marszu.
Gierki niedojrzałych polityków i wydumana apolityczność dziennikarzy obrażają tych wszystkich, którzy tę czerwoną lampę widzą.
Dlatego właśnie 4.06 będę w Warszawie. Winny to jestem swoim dzieciom i wnukom.
IV.
(Kaczyński) zawsze uważał, że to są może przykre efekty uboczne, ale warto zapłacić tę cenę dla zdobycia władzy. Od pierwszych miesięcy Polski niepodległej obsesyjnie mówił o potrzebie budowy własnego imperium finansowego i organizacyjnego przez jego środowisko, tak prześladowane przez historię, media, świat finansjery, bo zawsze tak siebie postrzegał. I rzeczywiście je zbudował.
Decyduje ten, kto jest silniejszy. Więc z uporem maniaka będę powtarzał wszystkim malkontentom – i po to jest ten marsz 4 czerwca – żeby nie kaprysić, nie grymasić, tylko skupić się na najważniejszym zadaniu. Dla wszystkich będzie miejsce, różnice między partiami, tymi demokratycznymi, nie mają charakteru fundamentalnego, bo front jest wytyczony w sposób zupełnie jasny. Bardzo mi zależy na tym, by ludzie nie szukali na siłę drugo- i trzeciorzędnych różnic, bo to jest polityczny bój naprawdę o wszystko.
Donald Tusk dla dzisiejszego wydania Newsweeka.
Good night and good luck Państwu.