Polki. Historie prawdziwe  

Felieton ten nosiłem w sobie od dawna, jak wiele innych, ale ten wydaje mi się szczególny, bo czas jest szczególny jak nigdy dotąd.  

Świat, który zbudował tu obóz Zjednoczonej Prawicy nie jest światem stworzonym dla kobiet. To świat, w którym rola kobiety jest jasno określona – kobieta ma się spełniać w domu, rodzić dzieci i służyć swemu mężowi. Taką wizję świata można wyczytać w wypowiedziach wielu polityków obozu władzy i Konfederacji, a prym wiodą tu minister edukacji Przemysław Czarnek (ponoć kandydat na nowego premiera) i „wieczny” prezes partii KORWiN, Janusz Korwin-Mikke.  

W tych wyborach kobiety odegrają rolę zasadniczą, bardziej niż w wyborach poprzednich. Ich mobilizacja będzie kluczowa. 

Prawdziwe historie kobiet, które zebrałem, niech będą pytaniem rzuconym przeze mnie wszystkim kobietom w Polsce – czy takiego państwa chcecie?  

Izabela z Pszczyny.  

Wrzesień 2021 roku. Do Szpitala Powiatowego w Pszczynie zgłasza się Izabela. Stan pacjentki jest niestabilny, gdyż odeszły jej wody płodowe, a u płodu już wcześniej stwierdzono wady rozwojowe. W wyniku wstrząsu septycznego Izabela wkrótce umiera. Rodzina zmarłej twierdzi, że lekarze zbyt długo zwlekali z terminacją ciąży, co miało bezpośredni wpływ na śmierć 30-latki.  

Rzecznik Praw Pacjenta ocenił na podstawie zgormadzonej dokumentacji i opinii biegłych, że w tej sprawie doszło do naruszenia praw Izabeli i zalecił dyrekcji szpitala wdrożenie odpowiednich procedur. Natomiast Prokuratura Regionalna w Katowicach umorzyła niektóre wątki śledztwa, nie dopatrując się przestępstwa w zachowaniu położnych, zaś w stosunku do trzech lekarzy śledztwo nadal się toczy.  

Agnieszka z Częstochowy.  

37-letnia Agnieszka jest w pierwszym trymestrze bliźniaczej ciąży. 21 grudnia 2021 roku oddział ginekologii Szpitala Wojewódzkiego w Częstochowie przyjmuje Agnieszkę z powodu pogłębiających się bólów brzucha i wymiotów. 23 grudnia umiera pierwszy płód. 6 dni później drugi. Dopiero po dwóch kolejnych dniach lekarze decydują się na usunięcie obu martwych płodów. 8 dni Agnieszka nosi w sobie najpierw jedno martwe dziecko, potem dwoje dzieci.  

23 stycznia 2022 roku u Agnieszki dochodzi do zatrzymania akcji serca, ale pacjentkę udaje się uratować. 24 stycznia zostaje przewieziona do Szpitala im. Rudolfa Weigla w Blachowni. Dzień później Agnieszka umiera, ponad trzy tygodnie po utracie ciąży.  

Szpital Wojewódzki w Częstochowie: „Po śmierci pierwszego dziecka (23 grudnia 2021 roku) przyjęte zostało stanowisko wyczekujące, z uwagi na to, że była szansa, aby uratować drugie dziecko. Pomimo starań lekarzy doszło do obumarcia również drugiego płodu. Natychmiast podjęta została decyzja o zakończeniu ciąży. Lekarze rozpoczęli indukcję mechaniczną i farmakologiczną. Pomimo zastosowania wyżej wymienionych środków brak było odpowiedzi ze strony pacjentki pod postacią rozwierania się szyjki i skurczów macicy. W dniu 31.12.21 r. stało się możliwe wykonanie poronienia. Zabieg przeprowadzono w znieczuleniu ogólnym”.  

Także i tą sprawą zajął się Rzecznik Praw Pacjenta, a rodzina za pośrednictwem  mediów społecznościowych nagłośniła historię Agnieszki, zwracając się z apelem o sprawiedliwość i zadośćuczynienie za śmierć zmarłej żony, mamy, siostry i przyjaciółki.  

Justyna z Dębicy.  

Styczeń 2023 roku. Do Szpitala Powiatowego w Dębicy trafia 32-letnia Justyna z podejrzeniem tętniaka. Spędza kilka godzin na SOR, gdyż w szpitalu nie ma lekarza z uprawnieniami, przez co nie można pacjentki przewieźć do szpitala specjalistycznego w Rzeszowie. W karetce, która przyjechała do domu Justyny nie było ani specjalistycznego krzesła, ani noszy – jej mąż sam musiał ją sprowadzać z 4. piętra po schodach.  

— Szpital zaniedbał wszystko. Według mnie oni dosłownie olali pacjenta i mieli to wszystko gdzieś. Tak się nie robi, bo jeśli ktoś trafia do szpitala, to opieka mu się należy — mówi rozgoryczony mąż zmarłej kobiety. 

14 lutego akta sprawy trafiają do Prokuratury Okręgowej, a jeszcze tego samego dnia, ze względu na narastające zbulwersowanie opinii publicznej, śledztwo przejmuje Prokuratura Regionalna w Rzeszowie. Do dziś nie wiadomo, co w sprawie się dzieje.  

Dorota z Nowego Targu.  

Jest noc z 20 na 21 maja 2023 roku. Do Szpitala Powiatowego w Nowym Targu im. Jana Pawła II z powodu odpłynięcia wód płodowych trafia 33-letnia Dorota, w dwudziestym tygodniu ciąży. Trzy dni później umiera.  

Mąż Doroty, Marcin: „Wiedziałem, że dziecko może się udusić, bo nie ma czym oddychać. Zostałem jednak uspokojony, że żyje, że wszystko jest w porządku, a lekarze będą obserwować, jak się będzie rozwijało. Lekarz dyżurujący powiedział mi, że są szanse na szczęśliwy finał, jeśli żona będzie leżeć”.  

Kuzynka Doroty: „Wszystko było utrzymywane w duchu dawania nadziei, przekonywania, że wszystko będzie dobrze. W ogóle nie było mowy o tym, że ona może stracić ciążę. A co dopiero życie”.  

23 maja około godziny 21 Dorota ma ostatni kontakt z rodziną. Mężowi przekazuje wówczas, że czuje się bardzo źle, ma dreszcze i wymiotuje. Dokumentacja medyczna nie pokazuje, co działo się między godziną 21:00 a 5:20 rano, kiedy stan Doroty jest już bardzo ciężki. Wykonane USG potwierdza obumarcie płodu. Dorota trafia na oddział intensywnej terapii. Według dokumentacji medycznej ma już wówczas siną i zimną skórę, i jest głęboko nieprzytomna. O 7:16 następuje zatrzymanie krążenia. O 9:38 Dorota umiera.  

Mecenas Jolanta Budzowska, pełnomocniczka rodziny zmarłej Doroty: „CRP rosło, czyli rosło zagrożenie rozwojem sepsy u pacjentki. Nie wiem, na co czekali lekarze. Z jednej strony może czekano na obumarcie płodu, ale z drugiej strony nie monitorowano jego stanu. Badanie USG przy przyjęciu wykazało płód żywy, potem z tego, co wiem od rodziny, pani Dorota domagała się powtórzenia badania. Ostatecznie badanie USG ponownie wykonano dopiero wtedy, gdy stan jej zdrowia się dramatycznie pogorszył. To był już ostatni etap wstrząsu septycznego”.  

Szpital w Nowym Targu ma relikwie Jana Pawła II i w ogóle nie wykonuje aborcji. Cesarskie cięcia są tu rzadkością, ponieważ w szpitalu preferuje się leżenie zamiast leczenia oraz rodzenie z minionej epoki. Relacje pacjentek szpitala w Nowym Targu są wstrząsające i przywodzą na myśl relacje kobiet z ubiegłego wieku.  

Urszula: „Terminacja ciąży? Nie pamiętam, żeby w ostatnich latach taki zabieg był wykonany. Ale pamiętam, jak w szpitalu kobieta rodziła płód bezczaszkowy. Ona nawet nie chciała po urodzeniu patrzeć na to dziecko, chciała wyjść jak najprędzej do domu, widać było, że sama traktuje się jak inkubator, ale nie otrzymała żadnego wsparcia. W szpitalu wszyscy czekali, aż to dziecko umrze”. 

Agata: „Pamiętam pacjentkę, która przyszła do porodu. To była zdrowa, donoszona ciąża. Lekarze tak długo zwlekali z cesarskim cięciem, że gdy w końcu je wykonali, dziecko otrzymało jeden punkt w skali Apgar. Urodziło się z ciężką zamartwicą, zmarło. Pamiętam, że jedna z lekarek się rozpłakała, a ordynator rzucił do niej, że jeszcze nauczy się nie reagować tak emocjonalnie”. 

Agnieszka: „Jedyną szansą na uratowanie mojego dziecka było cesarskie cięcie. Ordynator odmówił”.  

Roksana z Bydgoszczy.  

32-letnia Roksana 22 dni czeka na terminację ciąży. Płód jest nieodwracalnie uszkodzony, odchodzą też wody płodowe.  

Roksana trafia do Szpitala Uniwersyteckiego nr 2 im. Dr. Jana Biziela w Bydgoszczy, do Kliniki Położnictwa i Patologii Ciąży w maju 2023 roku. Obawia się, że jej historia skończy się podobnie tragicznie, jak historia Doroty z Nowego Targu, więc nagłaśnia sprawę w mediach. Tylko dzięki temu 8 czerwca lekarze decydują się na usunięcie ciąży, która zagraża życiu Roksany. Bydgoską kliniką kieruje lekarz znany z poglądów „pro-life”. Tym razem, dzięki nagłośnieniu sprawy w mediach, udaje się uratować życie kobiety.  

Anna ze Złotowa.  

Anna zgłasza się do szpitala trzy razy. Dwa razy odsyłają ją do domu. W czerwcu 2023 roku Anna zaczyna skarżyć się na wiele specyficznych dolegliwości – krwawienie z narządu rodnego, gorączkę i wysypkę. Często dochodzi też do omdleń. Najpierw zgłasza się do ginekologa, a potem na SOR w Szpitalu Powiatowym w Złotowie. Tam lekarz dyżurny odmawia przyjęcia jej na oddział i odsyła do domu. Anna udaje się do lekarza pierwszego kontaktu i ten nakazuje hospitalizację. Tym razem Anna udaje się do Szpitala Powiatowego w Pile, lecz i tutaj personel medyczny nie widzi konieczności przyjęcia jej na oddział – kolejny raz zostaje odesłana do domu.  

12 czerwca trafia do szpitala po raz trzeci, jednak tym razem jest już za późno. 32-letnia pacjentka umiera. Rodzina zgłasza sprawę do prokuratury, a historia Anny zostaje nagłośniona w programie „Uwaga! TVN”. 

Milena z Łodzi.  

Relacja Mileny jest podoba do relacji setek kobiet w ostatnich miesiącach. Tym razem historia dzieje się w Łodzi, jest czerwiec 2023 roku, chwilę po głośnej śmierci Doroty w Nowym Targu.  

Milena trafia do szpitala w 14. tygodniu ciąży, po odejściu wód płodowych. W domu czeka na nią 6-letnie dziecko.  

„Miałam tysiąc myśli na minutę, wiedziałam, że czekam na wyrok. Nie wiedziałam tylko jaki to będzie wyrok, czy płód obumrze, czy będzie to wyrok zakażenia sepsą”.  

Obawiając się o własne życie wysyła maila do szpitala: „Z uwagi na zagrożenie zdrowia, a może i życia, nie chcę podtrzymywania i dalszego ratowania życia płodu, dlatego domagam się przerwania mojej ciąży”. 

Milena: „Nie odpowiedzieli na tego maila, skazali mnie tutaj tylko na cierpienie. Myślałam, że już nie wyjdę z tego szpitala”.  

I dalej: „Trafiłam z krwawieniem i z bólami brzucha, miałam skurcze. Na drugi dzień odeszły mi wody płodowe i tak tych wód płodowych nie ma do dzisiaj. Dziecko znajduje się w kanale rodnym. To dziecko tam się dusi, ono się suszy, ono już się nie rozwija. Ta ciąża nie ma żadnych szans na przeżycie. Lekarze powiedzieli, że nie mogą usunąć ciąży, bo albo będzie samoistne poronienie, albo płód obumrze, albo zaczną się pogarszać moje wyniki badań. Czyli jak zacznie dochodzić do zakażenia. Miałam podwyższone CRP. Podają mi cały czas antybiotyki”.  

Milena: „Powiedziałam im o ostatniej sytuacji, że zmarła kolejna pani, a oni powiedzieli, żebym sobie kupiła książkę i nie oglądała wiadomości. Siedzę więc dniami i nocami, patrzę w okno i płaczę. Ta sytuacja jest po prostu straszna. Nie sądziłam, że kiedykolwiek w takiej się znajdę. Poszłam w nocy z krwią na rękach. Leciało mi po nogach, po podłodze. Powiedziałam pani, żeby coś zrobiła, bo ze mnie leci jak z kranu. Ona do mnie powiedziała, żebym poczekała do ósmej rano, że będzie obchód, to żebym to zgłosiła. Ja to zgłosiłam, to mi zrobili badanie USG i powiedzieli, że płód żyje. 

W czasie szóstej doby pobytu Mileny w szpitalu, lekarze stwierdzają śmierć płodu. Milena dostaje leki na skurcze.  

„Jestem cały czas sama w pokoju. Wysiadłam dzisiaj psychicznie. Mam taką traumę od soboty, a oni jeszcze każą mi rodzić to dziecko i na to wszystko patrzeć”.  

Późnym wieczorem lekarze usuwają obumarły płód. 

Joanna z Krakowa.  

Historia Joanny z Krakowa, która sama dokonała aborcji farmakologicznej, różni się od historii dziewczyn opisanych wyżej. Ale dokładnie pokazuje nam, w jakim państwie żyjemy i jaką w nim rolę pełnią kobiety. To historia osoby, która nie złamała prawa, ale została przez państwo potraktowana jak przestępca, poniżono ją i upokorzono, a fakty w tej sprawie są jednoznaczne.  

1. Joanna nie naruszyła prawa, ponieważ samodzielna aborcja farmakologiczna jest w Polsce legalna.  

2. Posiadanie środków farmakologicznych do samodzielnej aborcji farmakologicznej także jest w Polsce legalne.  

3. Po wysłuchaniu Joanny, że środek nabyła sama i nikt jej w tym nie pomagał oraz wysłuchaniu oświadczenia, że nie chce popełnić samobójstwa i stwierdzeniu naocznym, że nie grozi jej samobójstwo, policja miała obowiązek odstąpić od czynności. Dopuszczalna była jedynie eskorta policji podczas przewożenia pacjentki do szpitala.  

4. Ewentualne dochodzenie w sprawie „skąd nabyła ten środek” powinno być prowadzone na zasadach określonych prawem, czyli Joanna powinna być wezwana na komisariat w roli świadka, celem przesłuchania jej w obecności pełnomocnika prawnego.  

5. Wszystko, co zrobiła policja w tej sprawie, było naruszeniem prawa i wolności osobistej Joanny, a nakaz rozebrania się do naga, kucania i kasłania miał na celu jedynie jej upokorzenie. Innym naruszeniem praw osobistych Joanny było ujawnienie przez policję jej danych wrażliwych w postaci informacji o przebytym leczeniu.  

6. To, czym Joanna zajmuje się w życiu prywatnym (jest performerką i aktywistką aborcyjną), nie ma w tej sprawie żadnego znaczenia, a ujawnienie tej informacji przez Zbigniewa Ziobro na konferencji prasowej, miało na celu wyłącznie dyskredytację kobiety, aby wylał się na nią hejt w mediach społecznościowych.  

Dagmara ze Szczecina.  

Dagmara Adamiak jest aktywistką, udzielającą się aktywnie w mediach społecznościowych. Jest też prezeską Fundacji Równie i inicjatorką Kampanii Prawdy #antyPiS. W grudniu 2022 roku złożyła prywatny akt oskarżenia przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu za słowa o „kobietach, które dają w szyję”.  

W ubiegłym tygodniu podczas sejmowej komisji ds. poselskich próbowała uchylić immunitet prezesowi PiS, ale posłowie Prawa i Sprawiedliwości obronili Kaczyńskiego, a podczas obrad komisji kpili z Dagmary i poniżali ją niewybrednymi żartami – Może pani daje w szyję, więc poczuła się urażona? Ale nie wygląda pani na taką – stwierdził Marek Suski. 

W listopadzie ubiegłego roku Jarosław Kaczyński w Ełku podczas jednego z objazdów po Polsce powiedział: „Jeżeli utrzyma się taki stan, że do 25. roku życia dziewczęta, młode kobiety piją tyle samo, co ich rówieśnicy, to dzieci nie będzie. Mężczyzna, żeby popaść w alkoholizm, musi pić nadmiernie przeciętnie 20 lat. A kobieta tylko dwa lata. Nie jestem zwolennikiem bardzo wczesnego macierzyństwa, kobieta też musi dojrzeć do bycia dobrą matką. Ale jak do 25. roku życia daje w szyję… He, he, he”.  

***  

Historia Dagmary zamyka się swoistą klamrą z historiami kobiet opisanymi wyżej. Jest potwierdzeniem faktu, że państwo PiS systemowo nie szanuje kobiet. Podczas obrad komisji przywoływano wyświechtaną tezę, że Kaczyński jest wyjątkowo szarmancki wobec nich. Nie, nie jest. I całowanie kobiet w rękę w sposób, w jaki robi to Kaczyński, nie jest żadnym tego potwierdzeniem. O tym, jak państwo traktuje dziś kobiety, świadczą też losy ustawy o zmianie definicji gwałtu w kodeksie karnym oraz współpraca w tej sprawie między obozem Zjednoczonej Prawicy i Konfederacją.  

Wiele osób nie rozumie, na czym polega polityka PiS. Z jednej strony transfery socjalne generujące mega inflację, z drugiej haracz płacony w postaci mega drożyzny. To jest też jeden z powodów, dla których Polki nie chcą mieć dzisiaj dzieci. Drugi powód to zszargane prawa kobiet, a trzeci to brak niezbędnej infrastruktury (żłobki, przedszkola) oraz całkowita zapaść usług publicznych, m. in. w ochronie zdrowia, o czym felieton ten mówi.  

W tych wyborach decydującą rolę odegrają kobiety. Według badań społecznych mają one bardziej liberalne poglądy od mężczyzn. Niestety nie są tak zmobilizowane jak mężczyźni.  

Od waszej determinacji więc będzie bardzo wiele zależeć i o tym też będą te wybory. Problemy p. Sroczyńskiego, Mellera, Żakowskiego i innych naprawdę nie są dzisiaj problemami najważniejszymi.  

Good night and good luck państwu.  

Cytaty pochodzą z artykułów opublikowanych w różnych mediach, głównie w Gazecie Wyborczej i Onet.pl

2 odpowiedzi

  1. Niestety,Panie Izabela,Agnieszka,Justyna,Anna przegrały z system. Były same,nie były świadome co je czeka w starciu z przestraszoną i zideologizowaną służbą zdrowia, w sumie z państwem polskim.Również rodziny nie przewidywały możliwości tragedii a powinny znać sytuację,nie ufać,szkoda,że zagrożenia nie przedostały się do ich świadomości.Po strajku kobiet zapomnieliśmy o tym.
    Pani Joannie po okropnych ,dramatycznych przeżyciach,dzięki części mediom udało się dotrzeć do opinii,zdemaskować przestępcze działania państwa.Tak,państwa bo policja była tylko narzędziem, w realizacji polityki państwa przeciwko kobietom.Wyszła zwycięsko a jednocześnie uświadomiła kobietom,że w trudnych sytuacjach nie mogą liczyć na władzę.Wręcz przeciwnie,należy tej władzy unikać.
    Pani Dagmara,wyjątkowa osoba odważyła się pozwać Kaczyńskiego.Spotkała się z chamstwem kilku starych capów z komisji regulaminowej,którzy niczym sąd kapturowy znęcali się nad nią znęcać,lżyć,obrażać.Pokazała klasę,ale ciężka droga przed nią.Naraziła się samemu JK , dlatego należy się jej szczególna uwaga ze strony mediów,żeby natychmiast wspomóc jak Panią Joannę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *