Tytuł felietonu pochodzi rzecz jasna wprost od znanej trylogii fantasy i wolałbym, aby nie traktować go zbyt dosłownie.
Platforma ma szansę odbić się od dna.
Na swojej pierwszej konferencji prasowej po ogłoszeniu powrotu Tuska do polskiej polityki, jednoznacznie zaznaczył on, wokół czego toczyć się będzie główny spór polityczny w Polsce. Osią tej rywalizacji będzie ostry i bezpardonowy spór cywilizacyjny między Polską przyszłości a Polską przeszłości, Polską nowoczesną, otwartą i zieloną w sensie uzdrowienia klimatu a Polską zacofaną, zamkniętą i skupioną wyłącznie na sobie, Polską należącą do grupy polityków, którzy przy pomocy propagandy i zmian w edukacji stworzyć chcą „nowego Polaka”. Koncepcję tę doskonale pamiętamy z poprzedniej epoki.
O tym sporze od 6 lat mówi opozycja, ale dopiero teraz może on trafić do szerszego grona odbiorców. Dlaczego? Bo Donald Tusk jest przez wyborców słuchany. Różnie odbierany, ale bez wątpienia słuchany. To po prostu polityk wagi superciężkiej i jego powrót wiele na scenie politycznej może zmienić. Rzecz jasna dzisiaj trudno wyrokować, co konkretnie – jedno jest pewne, nuda i brak wyrazistości w Platformie właśnie odeszły do lamusa.
W tym całym hałasie wokół Donalda Tuska większość, mam wrażenie, zapomina o jednym. Tusk wiele ryzykuje swoją decyzją. I nie chodzi tu o komfort materialny, tylko o coś znacznie ważniejszego. Jeśli nie uda mu się postawić Platformy na nogi i nie uda mu się pokonać PiS-u, zapłaci za to osobistą cenę. Do historii przejdzie jako zdolny polityk, ale jednak ten, który w najważniejszym momencie owego sporu przegrał najważniejszą bitwę. Każdy, kto zna Tuska, wie, jak bardzo będzie to dla niego upokarzające. Osobiście mam duży szacunek dla tych, którzy tak ryzykują.
Sądzę, że Donald Tusk miał naciski nie tylko z kraju, ale także zza granicy, gdzie od dłuższego czasu musiał słyszeć sugestie, aby wrócił do polskiej polityki i zatrzymał ten pochód Polski na wschód. Dla nikogo w Unii (także i dla Polski) odpływ ku wschodowi nie jest nawet w najmniejszym stopniu potrzebny. W sensie czasu, był to więc ostatni moment, kiedy mógł to zrobić. Jedno jest też pewne, Tusk będzie nazywał rzeczy po imieniu, bez tego całego symetrycznego strachu przed Kaczyńskim.
***
Powrót Tuska każe też postawić inne pytania. Na przykład takie – gdzie za dwa lata będą: PiS, Koalicja Obywatelska, sama Platforma, Szymon Hołownia, Lewica, PSL i Konfederacja? Albo takie – co w najbliższych tygodniach/miesiącach zrobi Szymon Hołownia? Nie ulega bowiem wątpliwości, że obok PiS-u to drugie ugrupowanie, któremu powrót byłego premiera wybitnie nie leży, co oznacza, że dobre i łatwe czasy dla Hołowni odeszły do historii. Z każdym procentem poparcia, który przepłynie z PL2050 do PO, będzie robić się coraz bardziej nerwowo w tym obozie i współpraca będzie stawać się coraz trudniejsza. Wszystko zależeć będzie od tego, w jakiej kondycji dotrwa Ruch i partia Hołowni do 2023 roku. Jeśli będzie ona nie najlepsza, taktyka Hołowni może się diametralnie zmienić. Na razie nie ma i nie będzie mowy o jakimkolwiek bliższym sojuszu z Platformą.
Kilka razy już pisałem o tym, że nie rozumiem jego taktyki polegającej na nieustannym podbieraniu posłów PO/KO (osobna kwestia to określone zobowiązania wobec wyborców tych, którzy barwy zmieniają). Wielokrotnie powtarzał on przecież, że nie interesuje go ten Sejm, że skupia się na Sejmie przyszłym. Ale robi coś całkowicie odwrotnego, co przeczy jego własnym słowom. Wygląda to tak, jakby Hołownia uwierzył, że jest w stanie zbudować na Wiejskiej klub parlamentarny i chyba zbyt mocno zafiksował się na tym pomyśle. W dodatku podbieranie polityków z innych partii powoduje oczywiste napięcia wewnątrz samego Ruchu Hołowni, ale też utrudnia rozmowy z przyszłymi, ewentualnymi partnerami politycznymi. Powrót Tuska jest dla niego bez wątpienia swoistym zimnym kubłem wody wylanym na nieco rozpaloną od dawna głowę.
Pamiętać trzeba też, że Tusk wrócił przede wszystkim po to, aby postawić Platformę na nogi, przywrócić jej siłę i rolę największej partii opozycyjnej. Dopiero w drugiej kolejności będzie zajmował się budowaniem sojuszów. To, co robił w ostatnim czasie Hołownia (podbieranie posłanek i posłów PO i skupianie się głównie na elektoracie Koalicji Obywatelskiej) nie mogło być już dłużej dla Tuska do zaakceptowania. Oficjalnie w Platformie mówi się o polityce miłości, ale moim zdaniem będzie to raczej polityka szorstkiej przyjaźni. Miłość możliwa będzie tylko wobec najbardziej naturalnego partnera PO, czyli PSL, także dlatego, że elektoraty obu tych partii są najmniej ze sobą zbieżne. Najbardziej zbliżone do siebie są elektoraty KO i Hołowni, także w wyniku jego określonych działań – od zawsze był bardziej zainteresowany przejęciem tych wyborców niż pozyskaniem umiarkowanych zwolenników PiS – dlatego tutaj tarcia będą największe.
***
Szacunek należy się Borysowi Budce za jedyną w tym momencie słuszną decyzję. Rezygnacja z funkcji przewodniczącego, niezależnie od tego, jak jego przywództwo było oceniane, na pewno nie była łatwą decyzją, jednak dalekowzroczne myślenie zwyciężyło. Nie będę się zagłębiał w rozważania typu: nie miał wyjścia, wymuszono to na nim. Zostawmy te dywagacje na powieść sensacyjno-polityczną.
Pytaniem istotnym jest oczywiście to dotyczące Rafała Trzaskowskiego, ale wierzę, że on i jego środowisko wewnątrz PO będą równie dalekowzroczni. Przed Trzaskowskim jeszcze wiele lat politycznej pracy i wiele ważnych zadań, jak choćby budowa silnych samorządów czy budowanie oferty dla młodego pokolenia, czemu ma służyć Campus Polska Przyszłości. Osobiście nie miałbym też nic przeciwko, aby za 4 lata powtórzył swój start w wyborach prezydenckich, choć mam świadomość, że to również nie będzie łatwa decyzja. Pamiętajmy o jednym: Trzaskowski nie istnieje bez Platformy, Platforma zbyt dużo straci bez Trzaskowskiego. Małżeństwa z rozsądku też mają swoje zalety. Zwłaszcza małżeństwa polityczne.
Na koniec tego wątku jeszcze jedna dygresja. Podczas swoich konferencji prasowych Donald Tusk pokazuje, jak powinien wyglądać kontakt polityka z wyborcami. To kompletnie inny świat, który 6 lat temu odpłynął w niebyt, także za milczącą zgodą środowiska dziennikarskiego, ale to temat na inny felieton.
PiS idzie na całość.
Powrót Tuska do polityki spowodował też określone reakcje w obozie władzy. Na kilka z nich warto zwrócić uwagę. Wystąpienie prezesa PiS na kongresie pokazało całą filozofię rządzenia, którą Kaczyński wdraża od 6 lat. Ta „filozofia” zamyka się w jednym zdaniu – jeśli coś robimy, robimy to po to, aby najpierw władzę zdobyć, a później ją utrzymać za wszelką cenę. Musieliśmy dać ludziom 500+, bo inaczej nie wygralibyśmy wyborów. Musimy uchwalić uchwałę o sanacji państwa (nepotyzm), bo inaczej nie wygramy kolejnej elekcji. Oto „filozofia” rządów Zjednoczonej Prawicy. Tu nie chodzi o dobro społeczeństwa, raczej o coś „przy okazji”, głównym celem jest władza i jej konfitury. Propaganda w mediach „publicznych” jest od tego, aby ludowi wmówić, że to dla ich dobra.
Główną konfiturą związaną bezpośrednio z władzą jest oczywiście dojenie państwa via publiczne spółki (państwowe i samorządowe, tam, gdzie PiS w samorządach rządzi). Kaczyński zbudował tu cały system oparty na zależności prezes – członek partii – rodzina członka partii. Ten problem istniał od 1989 roku, ale nigdy wcześniej nie został rozwinięty do takich granic. Żona pana Sobolewskiego zasiadająca jeszcze do niedawna w trzech radach nadzorczych, nie jest jakimś ewenementem w tym obozie.
***
Przy okazji temat ten natychmiast został podchwycony przez ugrupowanie Hołowni. W niedzielnej “Kawie na ławę” posłanka Gill-Piątek zaatakowała europosła Arłukowicza, przyrównując nepotyzm w PiS-ie do nepotyzmu w PO. Pomijam kwestię znaczenia słowa nepotyzm i wkładania do tego worka wszystkiego, co wiąże się z zatrudnianiem w spółkach publicznych i samorządowych, ale byłoby dobrze, aby stawiając takie zarzuty, Polska 2050 przedstawiła stosowny raport na ten temat. Jak dotąd niczego takiego ugrupowanie Hołowni nie pokazało. Za to “Gazeta Prawna” bodajże przygotowała takie raporty – pierwszy po ośmiu latach rządów PO/PSL i drugi, po roku rządów obozu Zjednoczonej Prawicy. W pierwszym przypadku doliczono się łącznie 400 osób związanych z Platformą i PSL-em zasiadających w zarządach i radach nadzorczych spółek publicznych, w drugim – 1000 osób. Po 8 latach i po 1 roku.
Sprawa ta jest rzeczywiście bardzo istotna i moim osobistym zdaniem jedyną, poważną formą rozwiązania jej, powinna być powszechna, otwarta prywatyzacja tych przedsiębiorstw, przeprowadzona oczywiście w taki sposób, aby zabezpieczyć najbardziej kluczowe spółki przed przejęciem ich przez „niepożądany kapitał zewnętrzny”. Innym modelem może być przywrócenie i rzeczywiste stworzenie Służby Publicznej, która generowałaby kadry dla tych firm. Taką służbę budowano w Polsce od lat, ale w 2015 roku PiS ją zniszczył. Więc myślę sobie, że zamiast atakować się wzajemnie na opozycji, lepiej dogadać się i stworzyć wspólnie projekt takiej ustawy. To, co uchwalił kongres PiS, jest niczym innym jak tylko śmiechem wyborcom w twarz.
Bo na usta aż samo się ciśnie pytanie: panie prezesie, skoro ten nepotyzm nie jest taki szeroki i jest tylko łyżeczką dziegciu w tej beczce sukcesów PiS, to po co w ogóle o tym tak dużo mówicie i dlaczego ma on zaszkodzić wielkiemu programowi odbudowy Polski? Pamiętam w czasach PRL-u, gdy na każdym zjeździe PZPR partia walczyła z nepotyzmem i co cztery lata uchwalała odpowiednią uchwałę. Efekt był taki, że nepotyzm kwitł w najlepsze. Dokładnie to samo dzieje się i będzie się dziać w obozie ZP. Co zjazd i co plenum przez prawie 50 lat władza powtarzała: „socjalizm tak, wypaczenia nie”. Dzisiaj skojarzenia z tamtymi czasami są wręcz jednoznaczne.
Uchwalenie uchwały partyjnej, nie jakiejś konkretnej ustawy, która jest do tego dziurawa jak sito i w praktyce betonuje PiS-owski nepotyzm, jest oczywistą drwiną z wyborców. Oczywiście wyborców Zjednoczonej Prawicy, bo pozostali mają do niej stosunek ironiczny. Najbardziej komediowym zwrotem akcji w związku z nią jest to, że Kaczyński „na odcinek badania przypadków nepotyzmu” rzucił ministra Sasina, czym dał jasny sygnał swoim pretorianom: bądźcie spokojni, partia nie da was skrzywdzić.
***
Ale owa karykaturalna uchwała to nie wszystko. Niejako tylnymi drzwiami, po cichu, wykorzystując hałas wokół powrotu Tuska, PiS przygotowuje nowelizację ustawy o finansach publicznych. Co to oznacza? Ano mówiąc w skrócie rząd luzuje regułę stabilizacyjną, dzięki czemu będzie mógł wydać więcej niż zapisano w Konstytucji i w zasadzie na co tylko chce. Oczywiście zwolennicy luzowania reguł wydatkowych są tym zachwyceni, zawsze szukając w rosnącym długu publicznym jakiegoś wytłumaczenia – tym razem jest to walka ze skutkami covid-19. Dziwnym trafem jednak owi zwolennicy zadłużania państwa jakoś nie mają tak swobodnego podejścia do zadłużania siebie (a może mają?), często powtarzając, że dług państwa a dług prywatny, to dwa różne długi. Ich koronnym argumentem jest to, że państwa długów spłacać nie muszą. A może zamiast zwiększać dług, wystarczy po prostu nie kraść?
W tej samej nowelizacji ustawy o finansach publicznych PiS przemyca zapisy o Funduszu Reprywatyzacji. Kluczowy zapis to art. 17 punkt 1, w którym dopuszcza się możliwość nabywania przez Skarb Państwa akcji w spółkach w ramach, a jakże, zapobiegania skutkom społeczno-gospodarczym pandemii covid-19. Zapis typowy dla tej władzy, mglisty i niejednoznaczny, otwierający drogę do nacjonalizacji firm prywatnych. Wiadomo przecież nie od dziś, że rodziny PiS-owskie są liczne, gdzieś tych wszystkich ludzi upchnąć trzeba, aby partia rosła w siłę, a prezes czuł się bezpieczny. A co na to symetryści? Zapytam retorycznie.
***
Jedno jest pewne – powrót Donalda Tuska do polskiej polityki wprowadził ją na zupełnie inne tory. Dokąd one nas zaprowadzą, czas pokaże.
Na razie z olbrzymią ciekawością się temu przyglądam, trzymając kciuki za powrót Polski, której nie będę się musiał wstydzić.
2 odpowiedzi
Nie zawiodłam się. Analiza wszechstronna i bardzo szczegółowa. Czekam na następne Pana wpisy – pozdrawiam!
Dzień dobry. Bardzo dziękuję. Będą następne, ale polecam też wszystkie poprzednie. Jest ich ok. 400 z czterech lat (łącznie z tymi dla Liberté i dla Na Temat). Aktualnie są w trakcie przenoszenia. Pozdrawiam serdecznie.