Razem, czyli osobno.  

*** 

Po ostatnich głosowaniach w Sejmie (nowelizacja kodeksu wyborczego skrojonego pod PiS i nowelizacja ustawy o Sądzie Najwyższym) przestałem wierzyć w jedną, wspólną listę opozycji. Wygląda więc na to, że największej partii opozycyjnej (można się obruszać, ale PO/KO to nadal najsilniejsze ugrupowanie opozycyjne, więc to ono będzie rozdawać karty) pozostanie rozważać już tylko trzy opcje, zamiast czterech dotychczasowych: 

Opcja 1. to wspólny start z Lewicą, czyli de facto dwie lub trzy listy wyborcze. 

Opcja 2. to wspólny start z Lewicą i PSL, czyli de facto dwie listy wyborcze. 

Opcja 3. to samodzielny start KO, czyli de facto więcej niż jedna lista wyborcza – ile, tego nie wie nikt. 

Przy czym, gdy piszę „PO/KO”, mam na myśli oczywiście także wszystkie ugrupowania pozaparlamentarne, które przyłączyły się do Koalicji Obywatelskiej.  

*** 

Żadna z tych opcji nie jest dobra dla KO i na pewno nie jest marzeniem ani Donalda Tuska, ani nikogo z KO. Wspólny start z Lewicą jest ryzykowny, bo pozwala snuć opowieść o zbyt ostrym skręcie w lewo, co nie będzie korzystne dla PO i Nowoczesnej. No i w tej konstelacji cały czas problemem jest partia Razem i jej rewolucyjne, by nie powiedzieć – szaleńcze – pomysły gospodarcze. Lepszym rozwiązaniem byłby wspólny start KO, PSL i Lewicy, ale to chyba najbardziej fantastyczna koalicja z możliwych, zwłaszcza dla PSL, choć przecież PSL rządziło już wspólnie z SLD, tyle że wtedy nie było partii Razem. Z tych trzech opcji najlepszą dla PO byłaby opcja trzecia, ale ta z kolei nie daje pewności na znaczące pokonanie obozu PiS, a przecież, jeśli poważnie myślimy o budowie nowej Polski, to mało znaczące zwycięstwo nic nie daje.  

Zatem tak źle i tak nie najlepiej.  

***  

Po głosowaniu w Sejmie koła Polska 2050 i późniejszych tweetach posłanek i posłów z PL2050 oraz zachowaniu posłanki Hennig-Kloski w niedzielnej „Kawie na ławę” wspólna lista całej opozycji staje się coraz większą mrzonką. Jeśli prawdą jest to, co mówią obecni na spotkaniu szefów tych czterech ugrupowań przedstawiciele KO, Lewicy i PSL, a nie ma żadnych podstaw, by w to nie wierzyć, że uzgodniono tam wstrzymanie się od głosu, a następnie Polska 2050 dokonała swoistego rokoszu, to niezależnie od późniejszych tłumaczeń każdego z osobna, jest to porażka wizerunkowa opozycji. I niczego dobrego nie zwiastuje.  

Jak podała Gazeta Wyborcza Szymon Hołownia trafił na opór ze strony parlamentarzystów PL2050, co wydaje się bardzo prawdopodobne, i jeśli nie potrafił sobie z tym poradzić, a jedynym rozwiązaniem, jak się okazało, było zerwanie ustaleń, to świadczyć to może o gęstej atmosferze wewnątrz tego środowiska, co nie dziwi ze względu na zbliżający się moment budowania list wyborczych. Oczekiwania są tam na pewno spore, a miejsc (zwłaszcza przy samodzielnym starcie w wyborach) wcale nie tak dużo. Taka wolta świadczyć też może o słabnącej pozycji samego Hołowni, choć zastrzegam od razu, że to jedynie moje dywagacje.  

***  

Plan opozycji, aby teraz się wstrzymać od głosu, w Senacie przegłosować poprawki, a następnie w Sejmie głosować za tymi poprawkami nie był wcale zły pod warunkiem zachowania jedności. Dawał opozycji dwa solidne argumenty: wytrącał z ręki obozowi PiS narrację o tym, że opozycja blokuje środki z KPO (wstrzymanie się od głosu w Sejmie) oraz potwierdzał (po poprawkach Senatu), że opozycja stoi na straży Konstytucji. Wyłamanie się z tych ustaleń ugrupowania Hołowni znacznie osłabiło ten plan i jednoznacznie potwierdziło, że szanse na jedną listę są już w zasadzie jedynie hipotetyczne. I jeszcze jedno: PL2050 nie zyska na poparciu dzięki temu ruchowi – być może chwilowo tak, ale w dłuższej perspektywie – nie sądzę.  

Moim zdaniem ugrupowanie Szymona Hołowni zakiwało się dokładnie tak samo jak Solidarna Polska, która z każdym kolejnym dniem pogrąża się coraz bardziej. Co jest pocieszające. Dlaczego PL2050 poszło tą samą drogą, nie mam pojęcia, ale nie wróży to niczego dobrego ani dla nich, ani dla Polski. Za to wyraźnie widać, że Kaczyńskiemu coraz bardziej brakuje pieniędzy z KPO, stąd to nagłe wzmożenie wokół ustawy o Sądzie Najwyższym i wokół wiatraków. Przed nami jeszcze naprawdę zabawny spektakl na prawicy, w którym to PiS będzie połykał własny język, „oddając Polskę Brukseli”, a Solidarna Polska coraz bardziej się będzie kiwać i to nie tylko w sensie bujania się na wietrze. Czas to teraz ważny czynnik dla PiS, ale choćby nawet nie wiem jak bardzo się starali przepychać te wszystkie ustawy, to kwestia przelewów z Komisji Europejskiej nie jest kwestią ani pewną, ani szybką. A opozycja będzie mogła dalej rozgrywać obóz rządzący, z tym że przed Polską 2050 i samym Hołownią niezła gimnastyka, bo przecież zagłosowali przeciw pieniądzom z KPO i to razem z Solidarną Polską. 

***  

W niedawnej „Kropce nad i” Hołownia zaprezentował pomysł likwidacji Trybunału Konstytucyjnego, aby przekazać jego kompetencje sądom powszechnym (bezpośrednie stosowanie Konstytucji). Pomysł wart rozważenia, ale nie da się go wdrożyć bez jednej, najistotniejszej kwestii, jaką jest zdobycie większości konstytucyjnej. Tymczasem wiarygodne badania pokazują przecież, że zdobycie owej magicznej liczby 307. miejsc w Sejmie (przy pełnej frekwencji) przy więcej niż jednej liście, jest mało realne, by nie powiedzieć – niemożliwe. Gra na zdobycie jak największego poparcia może się okazać dla Hołowni grą o utrzymanie na powierzchni. Tutaj bardzo łatwo przelicytować.  

I na koniec jeszcze jedna uwaga: trzeciej kadencji obozu PiS lub nieznacznej wygranej na głosy wyborcy szeroko pojętej opozycji nie wybaczą łatwo, szybko i przyjemnie. A wtedy może być różnie. 

 

Good night and good luck Państwu.  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *