I.
To, co się Kaczyńskiemu niewątpliwie udało nie tylko przez ostatnich osiem lat, ale w ogóle przez długie lata, to totalnie skłócić naród i to do tego stopnia, że nawet po stronie demokratów, wydawałoby się gdzie, jak gdzie, ale tu jedność powinna panować z przyczyn oczywistych, plemienność ma się świetnie. Skaczemy sobie do oczu praktycznie wszędzie i na każdym kroku. Silni Razem na symetrystów, symetryści na Silnych Razem, hołowianie na platformersów, platformersi na hołowian, lewacy na libków, libki na lewaków. Kto dziś jeszcze pamięta, że w wyborach prezydenckich w 2005 roku Zbigniew Religa startował z hasłem „zgody narodowej”? Jeden wielki młyn. Nasza polska Wieża Babel w wersji hardcore.
A Kaczyński i spółka zacierają ręce. I idą od wyborów do wyborów. I nie przebierają w środkach. I nie będą przebierać.
Jak w 2015 roku z listami wyborczymi Partii Razem. Właśnie wyszło na jaw, że w 2015 roku zawarty został deal w związku z listami wyborczymi Partii Razem. Przypomnijmy, że rozłam na Lewicy w 2015 roku dał PiS-owi samodzielne rządy przy naprawdę słabym wyniku 37%. Gdyby Lewica szła razem, PiS do samodzielnych rządów potrzebowałby dużo ponad 40%. Na ile słowa byłego posła AWS przedstawione w książce Rymanowskiego o Kornelu Morawieckim są prawdziwe, tego nie wiadomo, ale cała sprawa jest bardzo prawdopodobna, bo logicznie się klei. Follow the money – jak to mówią.
II.
Do wygranej w tych wyborach jakiś rodzaj jedności będzie niezbędny. Mówię jakiś, bo na jedną, wspólną listę Opozycji nie ma już żadnych szans. Taką formą jakiejś jedności jest Pakt Senacki, który naprawdę jest niewątpliwym sukcesem. Przypomnę, że podobny pakt zawarty przed wyborami 2019 roku dał demokratom przewagę w Senacie, która mimo wielu prób ze strony PiS-u wytrzymała próbę czasu, a przecież większość ta jest minimalna. Tym bardziej jest to wielka wartość.
Pakt Senacki 2023 budzi kontrowersje. Czy zasłużone? Pewnie tak. Czy kandydatury mogłyby być lepsze? Oczywiście, zawsze może być lepiej. Czy istniał jakikolwiek inny sposób jego zawarcia niż porozumienie „ponad głowami wyborców” uczynione przez liderów? Nie, nie było takiej możliwości, bo jak niby miałoby się to odbyć w państwie, gdzie na 30 milionów uprawnionych do głosowania jest 40 milionów zdań? Prawybory? Jak? Kiedy? Kto miałby za nie zapłacić? I jak miałyby się one realnie odbyć? Ile osób wzięłoby w nich udział i jakie głosy podniosłyby się po ich przeprowadzeniu?
Nie, nie było innej możliwości jak tylko zawarcie porozumienia, bardzo trudnego, pomiędzy, z udziałem i za zgodą wszystkich liderów czterech ugrupowań. Jak na mentalność tego narodu to olbrzymi sukces. Rozumiem glosy, że ten, czy inny kandydat/kandydatka to pomyłka i rozumiem, że w jakimś okręgu komuś dany kandydat/kandydatka może nie pasować, ale na tym polega porozumienie. Pakt. I wzywam do uszanowania jego postanowień w imię racji wyższej. Tą racją wyższą jest pokonanie obozu Zjednoczonej Prawicy i odsunięcie go od władzy, bo to najgorsza władza jaka się Polsce przytrafiła po 1989 roku.
Jeśli obóz ZP zdobędzie trzecią kadencję, bardzo szybko zapomnimy o demokracji nawet w szczątkowej wersji. Kaczyński spełni swoje marzenie i dokona ostatecznej rozprawy z wolnymi mediami, niezawisłym sądownictwem, a nade wszystko wyprowadzi Polskę z Unii. Na Kremlu wystrzelą korki od szampanów. I to nie Sowietskoje Igristoje tylko Don Pérignon.
Jako współtwórca projektu „Projekt Nowa Polska” wspierałem i będę wspierał całą Opozycję. Zgadzam się bowiem z tezą, że dzisiaj nie jest możliwa tak duża wygrana KO, aby mogła ona stworzyć samodzielny rząd. Kluczem do wygranej będą zatem wyniki Trzeciej Drogi i Lewicy. Kluczem będzie także to, aby oba te bloki przekroczyły progi wyborcze.
Należy też pogodzić się z faktem, że istnieje określona grupa wyborców, którzy nie zagłosują na Koalicję Obywatelską i na Donalda Tuska, i to niezależnie od tego, jak bardzo profesjonalny będzie Tusk podczas kampanii. A w tych wyborach liczyć się będzie każdy głos, więc jeśli ma się zmarnować, to lepiej, żeby padł na Trzecią Drogę lub Lewicę, nawet jeśli jej częścią jest Partia Razem.
III.
Do Koalicji Obywatelskiej dołączył Michał Kołodziejczak z AgroUnią. Niektórzy twierdzą, że tylko z częścią AgroUnii, ale Kołodziejczak zaprzecza. Ruch to dla Tuska i Kołodziejczaka ryzykowny, ale moim zdaniem głęboko przez szefa PO przemyślany. I nie sądzę, aby tak wytrawny polityk jak Donald Tusk nie zabezpieczył się odpowiednio przed ewentualną woltą ze strony młodego polityka.
Kołodziejczak i AgroUnia mają trzy niewątpliwe zalety i jedną wadę. AgroUnia jest mocno antyPiS, co nie jest bez znaczenia. AgroUnia ma na wsi poparcie, którego zignorować nie można, a przypomnę, że system D’Hondta nie tyle promuje partie zwycięskie, co partie, które w małych okręgach zdobyły więcej głosów. Trzecią zaletą tandemu AU/Kołodziejczak jest to, że szef AgroUnii jest młodym rolnikiem, który do tego dość sprawnie posługuje się językiem polskim, budując złożone zdania z sensem. Nie jest to mocna strona polskiej polityki, powiedzmy sobie szczerze.
Niewątpliwą wadą Kołodziejczaka i AgroUnii jest ich dość mglista przeszłość i różne, często dziwne kontakty. Przystąpienie AU do KO należy więc przyjąć z odpowiednią rezerwą, ale jak wspomniałem, na dziś wydaje się, że porozumienie to ma więcej plusów niż minusów. Czas pokaże, jak poważnymi politykami będą Michał Kołodziejczak i jego drużyna.
Największy krzyk w związku z tym porozumieniem podniósł się z partii Hołowni i od samego Hołowni. Nie jestem zdziwiony. Głównym argumentem podnoszonym przez Polskę 2050 i samego Szymona Hołownię jest owa mglista przeszłość Kołodziejczaka. Krzyk ten jest o tyle niezrozumiały, że przecież sam Hołownia ma dość spory problem wizerunkowy związany z jego powiązaniami finansowymi i działką w Otwocku oraz willą, w której mieszka na elitarnym, zamkniętym osiedlu, gdzie mieszkają też osoby związane z PiS i mocno konserwatywnym zakonem katolickim. Pisze o tym ostatnio Tomasz Piątek.
W interesie Hołowni i całego ruchu niewątpliwie jest to, aby wyjaśnił te sprawy jak najszybciej i na pewno nie w taki sposób, jak próbował zrobić to ostatnio, wyśmiewając i szydząc z pracy dziennikarza. To najgorsze pod względem PR-owym rozwiązanie.
IV.
PiS przegrało w czwartek pierwszy proces sądowy w trybie wyborczym. Tryb wyborczy to ostra broń na kłamstwa obozu ZP. Po złożeniu pozwu, sąd ma 24 godziny na rozpoznanie sprawy.
Pozew dotyczył kłamliwego spotu wyborczego PiS, w którym padają słowa o tym, że w czasie rządów PO/PSL bezrobocie wynosiło 15%. Jak wykazała Platforma, a sąd to potwierdził, najwyższy poziom bezrobocia osiągnął 14,4% i trwał tylko 3 miesiące, a było to w 2013 roku. W październiku 2008 roku bezrobocie spadło do 8,8% i dalej by spadało, bo taki był trend, ale w 2008 pękła światowa bańka finansowa, sztucznie nadmuchana przez największe instytucje finansowe świata, która spowodowała największy, globalny kryzys finansowy od roku 1930. Na ratowanie prywatnych banków i firm ubezpieczeniowych, i ratowanie światowej gospodarki, państwa zaangażowały biliony dolarów. Kryzys ten odbił się w roku 2012 kryzysem gospodarczym.
Oba te kryzysy były dużo poważniejsze niż pandemia i wojna, ponieważ podczas pandemii wiele branż funkcjonowało lepiej niż przed pandemią, a wojna z kolei zawsze napędza branżę zbrojeniową i okołozbrojeniową. Są to więc zupełnie inne i nieporównywalne kryzysy. Pod koniec rządów PO/PSL bezrobocie spadło do poziomu ok. 10%. Z kolei dalsze obniżanie bezrobocia w latach 2015-20 PiS zawdzięcza światowemu ożywieniu gospodarczemu oraz zmianom demograficznym w Polsce.
Przy okazji tej sprawy dzięki Alicji Defratyce, autorce projektu Ciekawe Liczby, poznaliśmy skalę bezrobocia w roku 2022 w niektórych powiatach, czyli po 7. latach rządów obozu ZP. Powiatów z bezrobociem ponad 15% w 2022 roku było 28. Rekord padł w powiecie szydłowieckim i osiągnął 25,1%. Aktualne bezrobocie w Polsce wynosi 5%, ale to średnia krajowa, osiągnięta dzięki demografii oraz wielkomiejskim ośrodkom, w których stopa bezrobocia kształtuje się następująco: w Poznaniu – 1,0%, w powiecie poznańskim – 1,1% i jest najniższą wśród wszystkich powiatów w kraju, w Katowicach 1,3%, w Warszawie 1,5%, we Wrocławiu 1,6%, w Krakowie 2,3%, w Gdańsku 2,5% i Łodzi 4,6%. Tak wyglądają fakty tylko w tej jednej sprawie.
Brak list wyborczych obozu PiS to dalszy ciąg strategii kłamstw. Ich sztab wyborczy najpierw wykorzystywał to, że Andrzej Duda nie ogłaszał terminu wyborów, a teraz wykorzystuje to, że dopóki nie ma list, trudno jest wykazać, że dane kłamstwo wygłasza kandydat w wyborach. To ogranicza w znacznym stopniu zgłaszanie pozwów w trybie wyborczym. Chodzi o to, aby maksymalnie długo bezkarnie kłamać, żeby jak najwięcej tych kłamstw przylgnęło do PO i do Tuska, i aby utrwaliły się one w świadomości wyborców. Innym powodem braku list jest wymuszenie jedności w obozie Zjednoczonej Prawicy przed ważnymi głosowaniami w sejmie – PiS musi przecież wybrać członków komisji Lex Tusk. Ostateczny termin złożenia list to 6.09. Wtedy PiS zacznie się bardziej pilnować.
Epilog.
Mała dygresja na koniec. Politycy i sympatycy Polski 2050 powinni pamiętać, że bez pozostałych ugrupowań opozycyjnych niewiele znaczą. Duża polityka to nie tylko wzniosłe hasła i idee, ale także, a może przede wszystkim, proza życia codziennego, czyli mocne struktury i pieniądze. Partia Hołowni nie ma ani jednego, ani drugiego. Połączenie z PSL to była jedyna możliwa opcja, skoro nie chcieli wspólnej listy. Z kolei KO powinna pamiętać, że Trzecia Droga będzie naturalnym koalicjantem po wyborach. Racjonalnie rzecz ujmując. Jednym słowem Opozycja jest na siebie skazana. Jak sobie współpracę po wyborach ułoży, to już temat na inny felieton, albo książkę, nad którą zacząłem już pracę, ale przed wyborami na pewno nie ujawnię żadnych szczegółów.
Druga dygresja dotyczy pojawiających się w ostatnich godzinach w mediach społecznościowych komentarzy skierowanych do Trzeciej Drogi, a głównie Szymona Hołowni, aby dołączyła ona do KO, bo najnowsze sondaże wskazują, że nie ma ona szans na przekroczenie progu 8%, co odbiera szansę na pokonanie obozu PiS. Moim zdaniem takie naciski są bezcelowe. Dołączenie teraz do KO oznaczałoby zdradę wyborców Polski 2050 i de facto spowodowałoby jeszcze większe straty (odpływ urażonych wyborców PL2050). Na integrację był czas wcześniej. Teraz jest już za późno i w interesie całej Opozycji jest to, aby wynik Lewicy i Trzeciej Drogi był ponad progiem. Odpowiedzialność za ewentualne niepowodzenie biorą na siebie oczywiście liderzy Trzeciej Drogi.
W opowieści „Babel” Rebekka Kuang tak pisze o znaczeniu słów: „Słowa dostarcza się niczym korzenne przyprawy z obcych krain. Słowa, które odbyły podróż z rzymskich pałaców do herbaciarni współczesnej Wielkiej Brytanii, oznaczają dziś coś zupełnie innego”.
Jedność na Opozycji jest kluczem do pokonania tej władzy. Słowa, którymi okładają się wzajemnie demokraci mają znaczenie. Wzajemne kopanie się po kostkach jest przeciwskuteczne i uwaga ta dotyczy nie tylko sympatyków poszczególnych partii opozycyjnych, ale przede wszystkim polityków tych partii.
Tą drogą nie idźmy.
Good night and good luck Państwu.
2 odpowiedzi
Świetny artykuł. Naprawdę dobrze napisane. Wielu autorom wydaje się, że mają odpowiednią wiedzę na poruszany przez siebie temat, ale tak nie jest. Stąd też moje ogromne zaskoczenie. Po prostu super artykuł. Będę rekomendował to miejsce i często odwiedzał, by poczytać nowe posty.
Dziękuję, bardzo mi miło. Pozdrawiam.