Sojowe latte i wegański hot-dog, czyli stara-nowa twarz Lewicy

Nie jest żadną tajemnicą, że Adrian Zandberg i jego kamraci mają wszczepiony wirus niechęci (jestem delikatny) do libków. Ta choroba z jakichś względów, nie będę tego teraz roztrząsał, w ostatnim czasie znacznie się w lewicowym obozie nasiliła do tego stopnia, że słabnący Czarzasty musiał przełknąć ofensywę „razemków” i uznać ją za oficjalne stanowisko lewicowego klubu w Sejmie. Innymi słowy, Zandberg i jego ekipa jest aktualnie w natarciu, a pozostała część Lewicy (z nielicznymi wyjątkami) idzie za nim na rzeź. Aktualne hasło w tym obozie to: bijemy libków!

Oficjalnie ogłosił to kilka dni temu w swym manifeście redaktor Woś, redaktor Sroczyński wypowiedział to w programie „Tak jest”, a redaktor Żakowski rozbudował w artykule w Gazecie Wyborczej. Dla pana Wosia nieważne są wartości liberalne, jakieś tam LGBT i prawa kobiet, ważne, aby najbogatszym podnieść podatki a libkom wypowiedzieć wojnę ostateczną, bo libki to zaraza i zakała świata. Dla pana Sroczyńskiego najważniejsze jest to, że wspólnymi siłami z PiS-em można wypalić gorącym żelazem Platformę. Redaktor Żakowski poszedł nieco inną drogą: broniąc sojuszu Lewicy z Kaczyńskim w sprawie Funduszu Odbudowy, wysnuł jednocześnie tezę, że dzięki konstruktywnej współpracy opozycji jest szansa na to, aby przeciągnąć na tę stronę socjalny elektorat PiS, bo jest on tożsamościowo zbieżny z Lewicą. Rzecz w tym, że socjalni wyborcy PiS nie przejdą na lewą stronę z przyczyn fundamentalnych. Jest im dobrze tam, gdzie są, bo ten elektorat nie ma żadnych lewicowych poglądów – ma poglądy katolicko-socjalne i są one tak dalekie od Lewicy jak Ziemia od Plutona. Już Szymon Hołownia miał wyławiać umiarkowanych, a teraz ma to robić także Lewica? Prawda jednak jest taka, że cała opozycja bije się ciągle o ten sam, własny elektorat. Czas najwyższy uświadomić sobie rzecz oczywistą – współpracy po tej stronie sceny politycznej nie ma żadnej właśnie z tego powodu. Sprawa Funduszu Odbudowy pokazuje to dobitnie.

Kardynalny błąd.

Osobną kwestią jest to, jak niewielka w sumie grupka Zandberga (mająca w dodatku wyborców głównie wśród warszawskiej „inteligencji niepracującej”) zdołała tak mocno przejąć inicjatywę na całej Lewicy, co wydaje się oczywiste, gdy spojrzy się na siłę Biedronia i jego Wiosny (jeszcze niedawno miał być prezydentem wszystkich Polaków) oraz pryskający z każdym tygodniem „dawnych czasów czar” SLD i jego wodza – Włodzimierza Czarzastego. Nic dziwnego, że mając takich partnerów, Zandberg mógł przejąć inicjatywę, która według mnie prowadzi do politycznej śmierci Lewicy, oczywiście nie teraz, ale za czas jakiś.

Uważam, że Lewica popełniła kardynalny błąd, siadając do stołu z PiS-em, a wszystko, co robi od tego czasu, jest jedynie próbą zatarcia tego fatalnego wrażenia, co tylko potwierdza prawdziwość tej tezy. Do Lewicy mam dwa zasadnicze żale.

Pierwszy o to, że przez ich posunięcie opozycja została pozbawiona chociażby próby postawienia pod ścianą Kaczyńskiego. Oczywiście, że nie sposób przewidzieć, jaki byłby tego efekt, ale doszło tu do podstawowego grzechu zaniechania podczas każdych negocjacji biznesowych, czyli próby zawalczenia o więcej. W biznesie płaci się za to słoną cenę i z reguły zawsze się na tym traci, zwłaszcza w dłuższej perspektywie czasowej. Przypomnę, że Fundusz ratyfikować można było do końca czerwca, więc argument o braku czasu jest z gruntu fałszywy.

Drugi żal to taki, że dzięki zachowaniu Lewicy Zbigniew Ziobro i jego grupa mogli spokojnie zagłosować przeciw, utrwalając w swoim elektoracie poczucie stałości poglądów i twardości postawy wobec Kaczyńskiego. To był oczywiście zwykły, polityczny teatr, bowiem obaj wiedzieli, że mając po swojej stronie Lewicę, mogli sobie na to pozwolić – Kaczyński dzięki temu spacyfikował wszystko to, co jest na prawej stronie od PiS. Aż dziw bierze, jak tak doświadczony politycznie Czarzasty mógł się na to nabrać.

Oczywiście bieżąca narracja Lewicy jest taka, że Koalicja Obywatelska nie miała żadnego planu i że właściwie „zaplątała się we własne nogi”, jak napisała na Twitterze Anna Maria Żukowska – niedawna rzeczniczka Lewicy. To oczywista nieprawda, bo KO wraz z PSL-em miała plan zgłoszenia konstruktywnego wotum nieufności wobec rządu Morawieckiego, w którym to planie premierem miał zostać Kosiniak-Kamysz, tworząc rząd techniczny do czasu wyborów (ewentualne rozmowy z Gowinem nie były sednem tego scenariusza). Z ostatnich, oględnych komentarzy Hołowni wynika, że był to plan dyskutowany także z Polską 2050. Oczywiście, że gwarancji powodzenia nie było, bo nie mogło jej być, ale należało chociaż ten wariant przećwiczyć. O oczywistych zyskach wizerunkowych dla wspólnie działającej opozycji nie wspomnę.

Tymczasem Zandberg i jego grupka pogrąża Lewicę dalej. Opublikowanie na Twitterze fotki ze swoją osobą w roli głównej, na której pokazał się on na tle stacji Orlenu jest tego najlepszym dowodem. Tylko niedojrzały emocjonalnie polityk może sobie pstryknąć i opublikować takie zdjęcie w czasie, gdy ta całkowicie już partyjna spółka publiczna przejmuje lokalne media, robiąc rękami Doroty Kani czystki wśród dziennikarzy, którzy znani są ze swej niezależności. Tylko niedojrzały emocjonalnie polityk może tego nie rozumieć i co gorsza, wciągać w tę niedojrzałość swoje koleżanki i swoich kolegów, którzy bronią przegranej sprawy, bo nie mają wyjścia. Na całe szczęście na Lewicy jest jeszcze paru trzeźwo myślących ludzi, którzy się nie dają w to wikłać. Jeśli to miało być „przeciągnięcie prętem po klatce libków” (w stylu Tuska, który robi to często z prawą stroną), to przyznać muszę, że pan Zandberg wiele jeszcze od Donalda Tuska musi się uczyć. Głównie, nomen omen, dobrego smaku.

Negocjacje Lewicy to humbug.

Kilka ostatnich dni spędziłem na dogłębnej analizie Krajowych Planów Odbudowy przygotowanych przez PiS. Świadomie piszę w liczbie mnogiej, bo jednym z celów, które sobie narzuciłem, było porównanie KPO sprzed rozmów z Lewicą, z tym KPO w wersji po rozmowach. Głównie interesowały mnie kwestie postulatów, z którymi Lewica poszła na rozmowy i które rzekomo zostały przez PiS przyjęte.

Przypomnijmy je raz jeszcze:

1. Minimum 30% środków dla samorządów.

2. 75 tys. tanich mieszkań na wynajem.

3. Miliard euro na szpitale powiatowe.

4. 400 mln euro dla zagrożonych firm.

5. Komitet Monitorujący wydatki.

6. Szczegółowy plan wydatków z części pożyczkowej.

A teraz przyjrzyjmy się konkretnym zapisom z KPO, w nazwie którego występuje 26022021.

W tej wersji planu nie ma osobnego podsumowania podziału środków pomiędzy sektorem prywatnym, samorządowym i rządowym w formie tabelarycznej, jak to jest w planie z dnia 30.04. Ale wystarczy wziąć do ręki kalkulator i podliczyć kwoty, o których plan 26022021 wspomina. Nie jest to prosta czynność, która jednak przy odrobinie samozaparcia prowadzi do konstatacji, że tych środków i tak było ponad 30%. Do tego w planie z 30.04 widać wyraźnie różnicę między sektorem samorządowym a sektorem rządowym, z której wynika, że sektor samorządowy blisko połowę środków ma otrzymać z pożyczek, zaś sektor rządowy większość z grantów. Bardzo chwalebne osiągnięcie negocjacyjne.

W planie 26022021 literalnie wspomina się o mieszkaniach na wynajem (strony 101 i 127). Co prawda nie występuje tam ich liczba, ale samo hasło pada. Nadmienić trzeba, że w nowej wersji mowa jest o 71 tysiącach mieszkań na wynajem, ale nie są to żadne tanie mieszkania, skoro ich średni koszt wycenia się na ponad 370 tysięcy złotych.

Plan 26022021 zakładał przeznaczenie 961 mln euro na potrzeby infrastrukturalne szpitalnictwa (strony 177/178). Nie było w nim wyszczególnienia środków na szpitale powiatowe. Plan z 30.04 zawiera za to szczegółowy opis centralizacji ochrony zdrowia oraz przejmowania szpitali powiatowych przez rząd. Jest więc potwierdzeniem PiS-owskiej idei niszczenia samorządów, za którą Lewica się opowiedziała. W nowym planie jest 700 mln euro z grantów i 150 mln z pożyczek.

W planie 26022021 wspomina się także o 300 mln euro dla firm z branż HoReCa (strony 22, 55, 60, 61). Jedyne, co PiS dodał w nowym planie, to 100 mln euro z budżetu. Niewielka cena za to, co uzyskał w zamian.

W nowym planie dodano Komitet Monitorujący, ale jego członków mają wybierać ministrowie rządu PiS, a jego kompetencje są mgliście określone jakąś ustawą, o szczegółach której nic nie wiemy. Co PiS potrafi zrobić z ustawami, chyba tłumaczyć nie trzeba.

Na koniec szczegółowy plan wydatków części pożyczkowej, którego w żadnej wersji planu nie ma i nie było. W ogóle wyborcy i obywatele nie wiedzą nic na temat rzeczywistych kosztów spłaty części pożyczkowej Funduszu Odbudowy. Czy weźmiesz kredyt, nie wiedząc, ile on będzie ciebie kosztował? Być może dla elektoratu socjalnego nie jest to ważna informacja.

Zatem fantasmagorią są twierdzenia, że Lewica cokolwiek ugrała z PiS-em. Fakty są takie, że za bezcen doprowadziła do rozbicia opozycji i za bezcen wsparła rząd, który od 6 lat za nic ma prawo, równość, wolność słowa i prawa kobiet, czyli ideały, które ponoć dla Lewicy są najważniejsze.

Skończcie więc z tym ściemnianiem i powiedźcie w końcu swym wyborcom, co tak naprawdę jest częścią umowy z Kaczyńskim. Bo na pewno nie chodzi o miliardy dla Polek i Polaków. Albo jesteście frajerami, albo jest coś, czego jeszcze nie wiemy. Wierzę, że chodzi tylko o frajerstwo i o nic więcej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *