Suma wszystkich strachów

Wczorajsze wydarzenia w Warszawie jako żywo przypominają mi ostatnie lata komuny. Nachalna propaganda, napuszczanie ludzi na siebie, ostra retoryka w parlamencie, grożenie opozycji z jednej strony, kupowanie własnych posłów dodatkowymi apanażami, aby tylko utrzymać większość z drugiej oraz kurczowo trzymający się swojego stetryczałego przywódcy akolici, aby z państwa wyssać jak najwięcej dla siebie. Oto obraz upadającego państwa PiS. Tak samo rozleciała się komuna.

Gdy państwo upada w każdej dziedzinie.

Ale nie łudźmy się, ten proces nie zakończy się szybko i nie będzie pokojowy. Od lat o tym piszę. Jak będzie wyglądać przekazywanie władzy w Polsce, pokazuje nam Trump w Ameryce. Z tym że u nas realna jest groźba rozlewu krwi na ulicach. Przerabialiśmy to już w Polsce nie raz, od sanacji w II RP po lata PRL-u. Dzisiejszy obóz władzy ma za pazurami tyle brudu, że zrobi wszystko, aby u władzy się utrzymać za wszelką cenę. Nawet za cenę krwi pobratymców.

Wczoraj wieczorem byliśmy świadkami jak lider partii rządzącej zapowiedział w Sejmie, że posłowie opozycji będą siedzieć, jak posłanka opozycji została spryskana przez tajną policję gazem pieprzowym podczas okazywania legitymacji poselskiej i jak nieumundurowani policjanci używali siły wobec pokojowo protestujących osób przy pomocy teleskopowych pałek. Który to już raz w ciągu ostatnich pięciu lat doznałem déjà vu? Który to już raz wróciły wspomnienia z lat Stanu Wojennego, sprzed i po?

Gdzie były te przeważające siły policji kilka dni temu, podczas Marszu Niepodległości organizowanego przez narodowców? Dlaczego nie widziałem na ulicach tych setek radiowozów, rozstawionych barierek i zabarykadowanego parlamentu? Dlaczego polska policja jest tak agresywna wobec spokojnych demonstracji Strajku Kobiet, a jednocześnie tak nieporadna wobec bandytów związanych z Ruchem Narodowym? Dlaczego polska policja stała się w ciągu 5 lat polityczną formacją władzy? I to w tak oczywisty sposób?

Za to wszystko, co się dzieje obecnie w Polsce i co jeszcze dziać się będzie, odpowiadać będą wyłącznie politycy PiS, Solidarnej Polski i Porozumienia, bo to oni inicjują i eskalują te emocje i to oni mają wszystkie narzędzia w ręku, aby te emocje złagodzić. Nie da się jednak tego zrobić, jeśli u władzy jest szaleniec, który w imię własnych kompleksów jest w stanie utopić kraj we krwi. Nie da się też złagodzić nastrojów, gdy do owego szaleńca doklejeni są inni szaleńcy, czerpiący garściami mamonę dla siebie i swoich rodzin. Nie da się zahamować tego szaleństwa, gdy państwem rządzi książkowy układ mafijny.

Co spawa władzę z ludem?

Od pięciu lat zastanawiam się, co trzyma wyborców przy tej władzy? Co powoduje, że 40% uprawnionych do głosowania polskich obywateli jest tak głucha na to, co robi z Polską obóz Zjednoczonej Prawicy?

Dawno już to zdefiniowaliśmy:

– transfery socjalne (po nas choćby potop),

– jedyna prawda w TVP,

– wstaliśmy z kolan,

– jesteśmy potęgą, na którą zasadziła się lewacka Europa,

– chrześcijańskie przedmurze Europy,

– tylko my jesteśmy Polakami!

Do tych haseł należy dodać jeszcze jedno: słabość opozycji, jej rozbicie, wewnętrzne walki plemienne oraz rywalizacja o tego samego wyborcę. Robią to wszyscy na opozycji, od Koalicji Obywatelskiej począwszy, przez PSL/Kukiz i Lewicę, na Hołowni skończywszy. A zastopowanie tego danse macabre PiS-u było już tak blisko. Wystarczyło jawnie i jednoznacznie zjednoczyć się wokół Trzaskowskiego podczas wyborów prezydenckich, zapominając na chwilę o ambicjach własnych. Naprawdę było blisko, bo Duda wygrał 1%.

Kilka pytań do opozycji.

Dzisiaj cała opozycja musi odpowiedzieć sobie na tych kilka pytań (pogrubię tekst, bo są to pytania fundamentalne):

1. Czy jesteśmy gotowi na przejęcie władzy w obliczu największego kryzysu od lat trzydziestu?

2. Czy jesteśmy zdolni utworzyć wspólny rząd, w którym nie będzie wewnętrznych sił odśrodkowych?

3. Czy mamy kadry, które są w stanie szybko (bo inaczej się to odbyć nie może) zreformować i naprawić kraj oraz rozliczyć wszystkie afery Zjednoczonej Prawicy do cna?

4. Czy jesteśmy zdolni znaleźć wspólnego lidera, wokół którego zbudować można taki sojusz, a jeśli nie, to czy jesteśmy zdolni, aby poszczególni liderzy współpracowali ze sobą, a nie konkurowali?

Tylko twierdząca odpowiedź na te pytania może coś w Polsce zmienić. Jeśli się to nie uda, ulica udzieli odpowiedzi, ale wtedy nikt na tym nie zyska. Ani ulica, ani żadne z ugrupowań politycznych. Mówię tu też o tych, których dzisiaj w parlamencie nie ma.

Kilka pytań do KO.

Do samej Koalicji Obywatelskiej pytanie mam jedno: czy jest w stanie jasno i klarownie powiedzieć wyborcom, jaką partią jest? Bez strachu, bez miotania się od ściany do ściany, bez robienia po drodze szkolnych błędów. Kiedy KO wyśle wyraźny sygnał, kto ma być jej wyborcą? Kiedy przedsiębiorca, wykształcony przedstawiciel klasy średniej, pracownik na umowie o pracę lub ten pracujący na umowach cywilnoprawnych, osoba niepełnosprawna i członek jej rodziny, konsument chcący robić zakupy w niedzielę, student i młody człowiek wchodzący w życie zawodowe, artysta, człowiek kultury lub świata nauki, liberał gospodarczy i światopoglądowy o przekonaniach centrowych popierający bezwzględny rozdział państwa od Kościoła, który szanuje mniejszości narodowe i seksualne i który pragnie wolnego wyboru w każdej dziedzinie życia, zrozumie, że partią, która może reprezentować jego poglądy i interesy jest Platforma Obywatelska lub szerzej – Koalicja Obywatelska? Pytam się: kiedy?!

Na odpowiedź czeka kilka milionów wyborców, dzisiaj zdezorientowanych, zawiedzionych i mających coraz mniej wiary w to, że uda się pokonać PiS. Ale jednocześnie tych kilka milionów wyborców ciągle jeszcze daje wam zielone światło i ciągle jeszcze darzy was zaufaniem.

Jak długo jeszcze? I jeśli nie teraz, to kiedy?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *