W imię ojca i syna, i ducha świętego.

W każdym języku świata znaleźć można słowa haniebne. W języku polskim doszły ostatnio trzy nowe: Bąkiewicz, Godek i Kasprzak. Te trzy nazwiska uosabiają to, co w życiu każdego narodu jest największym wstydem. 

Jak stwierdził niedawno na Twitterze Paweł Wroński: „chrześcijaństwo niezbyt mocno zakorzeniło się w polskim katolicyzmie”, tak właśnie te trzy słowa – Bąkiewicz, Godek, Kasprzak – są odzwierciedleniem obecnego, moralnego stanu polskiego społeczeństwa. Bąkiewicz ze swoim chorym nacjonalizmem, który w zniszczonej przez Niemców stolicy zakłócał wystąpienie powstanek Warszawy. Godek i Kasprzak z ich homofobiczną obsesją. W imię ojca i syna, i ducha świętego, amen.  

Przeczuleni na swoim punkcie polscy „konserwatyści”, ci od serca z prawej strony, używają namiętnie słowa „wolność”, ale w jednym, sobie tylko bliskim znaczeniu. Najkrócej rzecz ujmując, streścić to można tak: My możemy powiedzieć o każdym, co nam ślina na język przyniesie, ale gdy ktokolwiek tylko powie coś o nas krytycznego, to zaraz jest to zamach na godność, wolność, narodowe symbole, polską rodzinę (w której prym ma wieść pan i władca), wiarę, Boga i cholera wie jakie jeszcze świętości. Nienawidzą liberalizmu, ale, gdy im wygodnie, sięgają po jego główną ideę, czyli wolność jednostki. Oczywiście i to robią wybiórczo, bo przecież prawdziwy liberał wyznaje tocqueville’owską zasadę osobistej wolności, która kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego. 

Wolność słowa, odrębna kategoria wolności człowieka, według tych od serca z prawej strony wygląda więc tak: osoba o odmiennej orientacji seksualnej to albo pedał, albo lesba. Osoba, która ma problem z własną osobowością to psychol, którego trzeba zamykać w zamkniętym zakładzie. Człowiek, który przeszedł już proces zmiany płci to albo baba z fujarą, albo chłop z dziurą. A wszyscy razem to „ideologia LGBT” – propagandowy rzyg wymyślony na potrzeby konsolidacji określonego elektoratu. 

Za każdym rogiem ta ideologia czyha na świętą, polską rodzinę, na świętą, polską ziemię i na święte, polskie dzieci. W domu, w pracy, no i rzecz jasna w szkole. W szkole najbardziej, dlatego polską szkołę ma obronić minister Czarnek, który jakiś czas temu o księdzu Bonieckim powiedział tak: “Ksiądz Boniecki to nie jest Kościół katolicki czy chrześcijański, to jest jakiś kościół neoprotestancki, bo nic wspólnego z 10. przykazaniami bożymi nie ma”. Dlatego, że katolicyzm jest tylko jeden – PiS-owski. W imię tego wielkiego, polskiego katolicyzmu Kościół polski od lat nie potrafi (nie chce) rozliczyć się ze śmiertelnego grzechu pedofilii, w imię tego katolicyzmu uzurpuje sobie prawo do obrażania milionów Polek i Polaków i w imię tego wielkiego katolicyzmu pozwala umierać uchodźcom na granicy. Wszystko to w imię ojca i syna, i ducha świętego. Amen. 

W imię tej fałszywie pojętej wolności słowa i w imię fałszywie pojętego prawa do procedowania w komisjach obywatelskich projektów ustaw (obywatelski projekt ustawy przywracającej ukradzione przez PiS emerytury mundurowe Zjednoczona Prawica odrzuciła w pierwszym czytaniu, mimo poparcia 250 tysięcy obywateli) obecna większość sejmowa dopuściła do głosu chorą z nienawiści do ludzi Kaję Godek i jej współpracownika Krzysztofa Kasprzaka, aby z naruszeniem regulaminu Sejmu zaprezentowali poniżającą ustawę “anty-LGBT”. Haniebną nie tylko ze względu na jej zapisy naruszające gwarantowane przez Konstytucję prawa człowieka i obywatela, ale także dlatego, a może przede wszystkim, że przedstawiając ten ściek Krzysztof Kasprzak dokonał świadomych manipulacji i odwrócenia znaczeń, porównując “ideologię LGBT” do ideologii komunistycznej i nazistowskiej. To, że obóz Zjednoczonej Prawicy wziął w tym haniebnym spektaklu udział, jest dowodem wyłącznie jednego – to są ostatnie chwile tej władzy (przy czym “ostatnie chwile” to oczywiście nie oznacza czasu liczonego w godzinach, dniach czy tygodniach). Jeśli CBOS w najnowszym sondażu daje Zjednoczonej Prawicy 28%, to w istocie świadczy to o tym, że realne poparcie jest aktualnie na poziomie zbliżonym do 20. 

*** 

WOŁANIEM DO CIEBIE JESTEM 
 
obkładam Tobą moje chwile słabości 
zagłuszam pokręcone myślami wizje 
płynę do Ciebie z rozpostartymi ramionami 
snem co Ciebie mi wyśni 
omiatam dni i w dniach godziny 
wspomnieniami gorętszymi od wulkanu 
nie umiem przestać nawet na chwilę 
jesteś we mnie jak płonący wiecznością płomień 
jak ziarno co wzniecone raz…dojrzewa 
porankami moich dni i wieczorami nocą 
rozkoszą która mnie rozpłomienia 
nie jesteś jednak dla mnie obecnością 
Ty po tamtej stronie rzęs 
w malignie całuję Twoje oczy 
moją rzeczywistość dławię w ściśniętym gardle 
tęsknotą płynącą z niemocy pustych dni 
wołaniem jestem teraz Ciebie 
 
przybywaj do bram moich otwartych drzwi 
proszę… nie namyślaj się słodki mój aniele 
przybywaj abym płonąc do Ciebie 
nie utonęła w potoku własnych ramion 

Margo. 

Mojej żonie… Chrzanikowi. 

*** 

Posłanka Joanna Mucha (obecnie Polska 2050) w programie “Jeden na Jeden” w TVN24 z rozbrajającą szczerością wypowiedziała trzy bardzo charakterystyczne sentencje. Pierwsza: “Mam wrażenie, że Platforma od 2015 roku cały czas zachowuje się w bardzo podobny sposób, czyli jest lustrzanym odbiciem PiS-u, i jest absolutnie reaktywna w stosunku do tego, co robi”. Druga: “My z całą pewnością będziemy podchodzili do wyborów w taki sposób, żeby był jak najbardziej pragmatyczny, czyli w największym stopniu przybliżać prawdopodobieństwo wygranej z PiS-em i moim zdaniem dzisiaj największe prawdopodobieństwo wygrania dają dwa albo trzy bloki na opozycji”. Trzecia: “Nie będziemy mieli takiej siły jako opozycja, aby zmienić Konstytucję”. 

Pierwszą sentencję skwitować można krótko – zadziwia mnie zawsze ta sama zdolność do krytykowania swoich byłych partii, dzięki którym zostało się kiedyś posłanką lub posłem. Przypomina mi to taki typowy, polski rozwód z wywlekaniem własnych spraw na zewnątrz. Jakby nie można było rozejść się z klasą i zająć się swoim nowym życiem. Mam wrażenie, że wśród niedawnych posłanek i posłów Koalicji Obywatelskiej, którzy niczym kozice przeskoczyli do Polski 2050, zachowania te są nad wyraz częste. Kontekst tych zachowań jest zbyt oczywisty, aby poświęcać mu więcej czasu.  

Sentencja druga i trzecia jest znacznie bardziej groźna. Cóż one mówią? Otóż mam wrażenie, że one mówią tyle, że Szymon Hołownia i jego polityczne zaplecze dla własnej korzyści politycznej, jaką jest utrzymanie się w polityce, chce w nadchodzących wyborach otrzymać te minimum 3% poparcia, aby załapać się na finasowanie z budżetu, bo składki od zwolenników już nie wystarczają. To jest cel nadrzędny, a nie zdobycie większości dającej nie tylko szansę na zmianę niektórych zapisów Konstytucji, ale przede wszystkim na możliwość odrzucania wet Andrzeja Dudy, który po wyborach jeszcze przez dwa lata (lub trzy) będzie oczywistym hamulcowym wszelkich inicjatyw opozycji. “Nie będziemy mieć, jako opozycja, większości konstytucyjnej” – mówi posłanka Mucha i oczy otwierają się ze zdumienia każdemu, kto poważnie myśli o budowaniu nowego państwa po PiS-ie.  

W tej zagorzałej wojnie przeciwko Platformie, jaką prowadzi zaplecze polityczne Hołowni, do kosza wyrzuca się bowiem kluczową kwestię przyszłych, niezbędnych zmian – większość zdolną nie tylko do inicjowania pilnych projektów, ale także zdolną do niwelowania destrukcji prezydenta. Taką możliwość daje wyłącznie jeden wspólny blok wyborczy, oczywiście zbudowany według partnerskich zasad. Z każdej strony. Kto tego nie rozumie, temu los państwa jest po prostu obojętny. Kto tego nie rozumie, nie rozumie też, jak działa system D’Hondta.  

Polecam gorąco zestawić wywiad posłanki Muchy z wywiadem Donalda Tuska dla Onetu. Nawet ktoś bardzo krytycznie nastawiony do szefa PO zauważyć tam musi całkowicie inną wizję polityki. Nie przeczytałem w tym wywiadzie ani jednego złego słowa na temat przyszłych koalicjantów z Polski 2050. 

*** 

Czytam, że wszystkim na opozycji idzie o to samo – pokonanie obozu PiS i budowę zdrowego, normalnego państwa. Przyjemnie brzmią te deklaracje. Ale rzeczywistość skrzeczy i pokazuje całkowicie coś innego.  

W imię własnych, egoistycznych interesów jesteśmy w stanie utrwalić władzę Kaczyńskiego na lata, a wtedy Bąkiewicz, Godek i Kasprzak będą nam urządzać tu życie bez żadnych przeszkód.  

W imię ojca i syna, i ducha świętego.  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *