Jest pierdylion ważnych spraw w Polsce: na granicy umierają ludzie, opinia publiczna nie wie, co się tam naprawdę dzieje, Zjednoczona Prawica wyprowadza Polskę z Unii, od lat grabią polski budżet, urządzając się na pokolenia – tak, na p o k o l e n i a całymi rodzinami – o skali tego procederu nie mamy nawet krztyny pojęcia, nadciąga czwarta fala pandemii, a oni znowu nie wiedzą, co robić, bo covid dobił już i tak ledwo zipiącą ochronę zdrowia, o kolejnych lockdownach przedsiębiorcy dowiedzą się, jak rok temu, dwa dni przed decyzją o zamknięciu biznesu, inflacja już dawno wymknęła im się spod kontroli i do końca roku pokona granicę 7%, dług publiczny przekroczył już bilion (czy wyborca Zjednoczonej Prawicy wie, ile to zer?), pan Duda chce podpalać Europę, obóz władzy jawnie wspiera narodowców, a Polska od trzech dni żyje włosami europosłanki Kempy.
Do Pani Kempy zdań kilka mam. Szanowna Pani europosłanko, to Pani zaczęła. Nie pierwszy raz zresztą. To Pani jest prowodyrką całej tej sytuacji. Gdy się świadomie obraża innych, trzeba być przygotowanym na mocną reakcję obrażanego. Brnie Pani w to, wykorzystując sprawę politycznie. To jest żenujące. Kiedy Pani do końca wyjaśni swoje sprawy z PCK, kiedy Solidarna Polska, Pani partia, wyjaśni wszystkie sprawy związane z Funduszem Sprawiedliwości i kiedy wreszcie wyjaśni Pani wszystkie powiązania partii z Lasami Państwowymi, wtedy Pani płacz w studio Polsatu można będzie uznać za szczery.
Ale sprawa europosłanki Kempy ma jeszcze inne, drugie dno. Jest nim kompletne pomieszanie pojęć, do którego Kaczyński i jego akolici doprowadzili świadomą i zaplanowaną polityką. Dziennikarze i komentatorzy polityczni od dawna już nie reagują (czy kiedykolwiek reagowali?) na karygodne zachowania tzw. prawej strony: palenie kukły Wałęsy, wieszanie zdjęć europosłanek i europosłów opozycji na szubienicach, obrażanie większości narodu, ciągłe insynuowanie zdrady, miłości do Niemców i morderstwa 96 osób. Tych przykładów można by mnożyć bez liku. Jakoś nie kojarzę świętego oburzenia z ich strony. Raczej kojarzę komentarze w stylu: „to taki koloryt polityczny Prawicy”. Ale wystarczy, aby jakiś polityk Platformy rzucił jakimś mocniejszym hasłem lub mocniejszą wypowiedzią, a już odzywa się chór świętego oburzenia – jaka ta Platforma jest zła! Kompletnie już się niektórym tu pomieszało w głowach, i to solidnie.
***
Właśnie zakończył się kolejny, XVIII Konkurs Chopinowski. Nasza narodowa, autentyczna perła kultury, wydarzenie na skalę światową – nieliczne, z którego dzisiaj każda Polka i każdy Polak mogą być dumni. Pierwszych pięć nagród funduje budżet państwa, kolejno: prezydent RP, marszałek Sejmu, premier, minister kultury i sztuki oraz minister spraw zagranicznych. W sumie, licząc nagrody podwójne, jakieś pół miliona złotych. Na wsparcie narodowców i pana Bąkiewicza minister Gliński wydał 3 miliony, a kolejne 4 planuje wydać. Pół miliona na nagrody w najbardziej prestiżowym Konkursie, siedem milionów na wsparcie ruchu narodowego. A poza tym głównym sponsorem Konkursu był PKN Orlen.
Program „Rodzina 500 plus” kosztował polskich podatników już ponad 200 miliardów złotych (obecnie, po jego rozszerzeniu, kosztuje budżet ok. 40 miliardów rocznie). Miał trzy cele. Zwiększyć dzietność – dzietność spadła, zmniejszyć ubóstwo – ubóstwo wzrosło, rozruszać gospodarkę – rozruszał inflację. 200 miliardów poszło z dymem. Co można było w Polsce zrobić za 200 miliardów złotych? Wszystko, tylko nie wywalić je w błoto.
Sejm przyjął „ustawę antykorupcyjną” według posła Kukiza, która wróciła z Senatu. Przyjął ją bez najważniejszej poprawki Izby Wyższej, czyli tej mówiącej o wejściu ustawy w życie od 1.01.2022 roku. Po odrzuceniu poprawki przez parlamentarną większość, ustawa ma obowiązywać od przyszłej kadencji. Pan Kukiz twierdzi, że o to mu chodziło.
Mur na granicy ma mieć 187 kilometrów. Ma być zbudowany na grząskim, podmokłym i gęsto zalesionym terenie przygranicznym. Ma kosztować 1,6 miliarda złotych. Znając tę władzę, jego koszt wzrośnie dwukrotnie, o ile w ogóle mur powstanie, w co osobiście wątpię. Ma powstać bez przetargu, w ramach „pilnych potrzeb państwa”. Nadzór nad budową muru ma prowadzić ABW, ta sama Agencja, z której pani kasjerka, w torebce z Biedronki, wynosiła przez kilka miesięcy pieniążki. W sumie wyniosła ich parę milionów. Ustawa przeszła migiem przez Sejm, dzięki wsparciu PSL i Konfederacji.
Ministerstwo Finansów planuje emisję polskich obligacji na wewnętrznym rynku chińskim, nominowaną w juanie. Ma to być rozwiązanie zastępcze na wypadek, gdyby Polska nie dostała pieniędzy z Unii. Dla obozu Zjednoczonej Prawicy to żadna różnica. Pieniądze z Chin czy pieniądze z Unii. Najważniejsze to mieć z czego dosypywać do budżetu, bo gdy się zawali, a już się wali, stracić można władzę, a tego przecież żaden polityk obozu PiS nie chce (i żadna rodzina polityka obozu PiS też).
Prezes Banaś poinformował w Senacie, że państwo PiS stworzyło 29 funduszy i wydało poprzez nie, poza budżetem państwa, ponad 290 miliardów złotych. Poza budżetem oznacza poza kontrolą parlamentu. Ponad 290 miliardów złotych. Na co? Zapewne na same szlachetne cele, jak to państwo PiS.
***
Ale w Polsce mamy jeszcze jeden poważny problem. Jest nim zniszczony do cna etos pracy. W równej mierze przyczyniają się do tego pomysły obozu Zjednoczonej Prawicy, jak i tzw. Nowej Lewicy, zwłaszcza spod znaku Adriana Zandberga. PiS skutecznie ten etos zrujnował programami społecznymi typu 500+, a obecnie dobija go „Polskim Ładem”, który w swej istocie jest narzędziem walki klasowej, potrzebnym Kaczyńskiemu do utrzymania władzy. W ten program, jak w masło, wchodzi Zandberg i jego młodzi lewicowcy, którzy głoszą hasła pochwały PRL-u. Podsumował to dobitnie profesor Matczak na swoim twitterowym profilu. Polecam.
Dziś w zasadzie ciężka praca, czy to przedsiębiorcy, czy to pracownika zatrudnionego, uznawana jest za coś, co należy karać lub co najmniej wyśmiewać. Na różne sposoby. Najłatwiej oczywiście podatkowo. Bo dzisiaj każdy, kto dużo pracuje (i zarabia) to cwaniak (według Kaczyńskiego) lub wredny kapitalista (według Zandberga i młodych lwów z Lewicy).
6-letnie rządy Kaczyńskiego uczyniły z tego narodu wydmuszkę. Z państwa, które do niedawna jeszcze było wzorem dla innych, jak wychodzić z mroku socjalizmu i wczesnego komunizmu, staliśmy się państwem wytykanym przez innych. Sojuszników mamy już tylko wśród proputinowskich, europejskich polityków o inklinacjach narodowych lub wśród państw rządzonych przez przywódców o podobnej do Kaczyńskiego nostalgii za autorytaryzmem. Jeśli być w Unii Europejskiej, to jedynie dla pieniędzy. Od wartości europejskich z dala.
6 lat rządów obozu Zjednoczonej Prawicy przyczyniło się do rozkwitu wszelkiej maści resentymentów. Nasi naturalni sprzymierzeńcy stali się wrogami, a naturalni wrogowie – przyjaciółmi. Pedał, lesba, Żyd, libek, złodziej – kapitalista, to dzisiaj znowu najważniejsze do życia dla niektórych słowa. Praca? Po co praca, skoro z socjalu można całkiem nieźle żyć. I wspierać, nie przeszkadzać.
***
Od lat powtarzam tezę, że pokonać tę najbardziej szkodliwą w powojennej historii państwa Polskiego władzę może tylko w pełni zjednoczona opozycja, ale jest wiele osób po stronie demokratów, do których ta teza nie dociera. Dlaczego? Bo narodowe cechy Polaków biorą tu górę. Egoizm, zapatrzenie w siebie, potrzeba bycia szefem – to przez lata gubiło polską prawicę, od 6 lat gubi polską opozycję. Od dawna też powtarzam tezę, że nie ma dzisiaj silniejszego, sprawniejszego i bardziej przygotowanego do wygrania z obozem Zjednoczonej Prawicy polityka niż Donald Tusk. Nie mówię Platforma, bo mam do tej partii szereg zastrzeżeń, mówię – Donald Tusk.
To nieprawda, że nie da się zbudować jednej listy wyborczej. O tym, że się nie da, mówią głównie Szymon Hołownia i jego zwolennicy, których jest coraz mniej. Z każdym miesiącem będzie ich ubywać, bo taki jest los wszystkich nowych bytów politycznych w Polsce – politycznych efemeryd, które różnią się od siebie jedynie kolorem logotypów. Taki jest ich los, bo dzisiejsza polityka to nie jest zabawa, to poważne, także pod względem finansowym, przedsięwzięcie. Społeczne zbiórki też mają swój kres.
Nie jest też prawdą, że Szymon Hołownia przyciąga lub że przyciągnąć może umiarkowanych wyborców PiS. Był czas, kiedy wydawało mi się to możliwe. Ale powrót Tuska do polskiej polityki zmienił wszystko, sprawił, że i ta teza stała się błędna. Wyborcy obozu Zjednoczonej Prawicy dzielą się bowiem na dwie części. Jedna część to twardy elektorat PiS, który do końca świata będzie głosował na PiS. Druga część to elektorat płynny, który zawsze wybiera tego, kto ma większe szanse na wygraną. W 2015 wybrał PiS, bo Platforma była w totalnym rozkładzie. W 2019 pozostał przy PiS-ie, bo opozycja nie potrafiła się zjednoczyć (poza paktem senackim, który potwierdza tezę o sile zjednoczonej opozycji).
Dzisiaj widać już jak na dłoni, że jeśli pójdzie w pojedynkę, wpływ Hołowni na polską politykę będzie żaden. Nawet jeśli dostanie się do parlamentu, będzie stanowił „siłę” o znaczeniu marginalnym. I to właśnie będzie powodem, dla którego ów płynny elektorat tuż przed wyborami przejdzie na stronę Platformy Tuska a nie na stronę Hołowni. Podkreślam: Platforma Tuska. I to nie w sensie powrotu do przeszłości, bo takiego powrotu już być nie może, ale jako synonim pewnej wizji świata wspartej profesjonalizmem i doświadczeniem politycznym Tuska. Czy jest na dzisiejszej scenie politycznej w Polsce jakikolwiek polityk tej miary, co Tusk? Poważnie pytam. Innej, poważnej odpowiedzi – brak.
Wspólna lista, z zachowaniem podmiotowości poszczególnych partii, jest możliwa, a Szymon Hołownia i jego zwolennicy, także Władysław Kosiniak-Kamysz i PSL, będą musieli sobie w końcu odpowiedzieć na najbardziej fundamentalne pytanie: w jakiej konfiguracji politycznej będą mieć większy wpływ na przyszłą polską politykę. Bez emocji, na chłodno. Tusk w pojedynkę z PiS-em nie wygra, nawet jeśli o głowę odstaje od innych. Ale opozycja pod przywództwem Tuska, wzbogacona o pomysły i rozwiązania różnych opcji (na równorzędnych, partnerskich zasadach), może być tylko lepsza. I silniejsza.
***
Na koniec refleksja. „Wesele” Smarzowskiego (to z 2021 roku) powinni obejrzeć wszyscy. Ci „prawdziwi Polacy”, aby zobaczyć siebie. Ci prawdziwi Polacy, aby zrozumieć, co nadchodzi, a raczej, co już tu jest.
Państwo nam zsasiniało. Polityka zsuskała. Ekonomia zmatolała. Wszystko, co najważniejsze, po prostu spisiało.
A to nie jest jeszcze koniec.