Adamowi Bielanowi przeszkadza skończona kadencja Jarosława Gowina, ale skończona kadencja Jarosława Kaczyńskiego już nie. Dlaczego? Bo tym właśnie jest Prawo i Sprawiedliwość oraz obóz Zjednoczonej Prawicy. Relatywizmem. Także moralnym i etycznym. Wszystko dla nich jest względne, a punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Tacy ludzie rządzą tu od 6 lat i nadal sporej części społeczeństwa się to podoba.
Rozmawiam z posłanką Hennig-Kloska o etyce poselskiej. O zmianie poglądów w trakcie kadencji. Pani posłanka twierdzi, że poglądów nie zmieniła. Skoro tak, po co przeszła z partii liberalnej do ugrupowania konserwatysty? Przed oczami staje mi Janusz Palikot, który po odejściu z PO zapowiedział złożenie mandatu poselskiego i złożył go rok później. I widzę też, ilu zwolenników Hołowni akceptuje zachowanie tej i pozostałych posłanek, które w ostatnim czasie zmieniły barwy polityczne. Akceptuje bezrefleksyjnie. Koniunkturalnie. Bo pasuje to do strategii Polski 2050. Nowa jakość w polityce w wykonaniu Szymona Hołowni polega na wykorzystywaniu pomyłki technicznej 9 posłów Platformy, aby zdyskredytować i uderzyć w być może przyszłego partnera koalicyjnego. Ta nowa jakość dziwnie przypomina mi dziadka z Wermachtu a la Kurski Jacek. Podobna, by nie powiedzieć – ta sama, metoda walki politycznej bazująca na pobudzaniu najniższych instynktów stadnych. Jeśli to ma być to DNA Ruchu Hołowni, to ja serdecznie dziękuję.
Z polską polityką nigdy nie było najlepiej, ale od kilku lat widzimy moralną i etyczną zapaść. IV RP Kaczyńskiego otwarła na oścież te dotąd lekko uchylone drzwi, wpuszczając tu ów moralny i etyczny relatywizm, który szybko znalazł akceptację większości społeczeństwa. Mówiąc prościej słowami nieodżałowanego Kisiela: „To, że jesteśmy w dupie to jasne. Problem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać”. Wygodnie i konformistycznie. Przykład posłanek Hanny Gill-Piątek (Wiosna Biedronia), Joanny Muchy (Platforma) oraz Pauliny Hennig-Kloska (Nowoczesna), które przyszły do ugrupowania o poglądach sprzecznych z dotychczas przez nie głoszonymi, każe nam w sposób uprawniony pytać o tę etykę i konformizm właśnie.
Polska polityka pilnie potrzebuje głębokiej zmiany i domagać się jej powinni wszyscy, niezależnie od barw i przekonań politycznych. Jeśli wicemarszałek Sejmu publicznie mówi o przewodniczącym największej partii opozycyjnej: „co ON tu robi, MA tylko minutę”, wyłączając posłowi Budce mikrofon w połowie zdania, to najbardziej dobitny przykład na to, że poziom debaty politycznej spadł już poniżej dna. Politycy już od dawna nie spierają się o programy i rozwiązania. Polacy już od dawna o tych rozwiązaniach nie rozmawiają, kopią się wzajemnie po kostkach w jakimś szaleńczym amoku.
Zmieńmy styl uprawiania polityki.
Polska polityka potrzebuje też głębokiej zmiany w innej dziedzinie. I nie chodzi tu o lidera, jakiegoś nowego charyzmatycznego przywódcę. Nie tu jest pies pogrzebany. Przez trzydzieści lat wolnej Polski politykę uprawiano tutaj w stylu narzucającym. Wszystkie mniej lub bardziej potrzebne reformy wprowadzano tu w taki właśnie sposób. Przychodzili politycy jakiejś partii i mówili: „wiemy, jak was uszczęśliwić i my to zrobimy!”. Nie pytali, czy uszczęśliwianym się to podoba. Nie pytali, czy uszczęśliwianym jest to potrzebne. Nie pytali też, czy może uszczęśliwiani widzą to nieco inaczej. Politykę w Polsce uprawia się od lat tak samo – obok obywateli, nie z nimi. Politycy nie mówią: „my to musimy zrobić wspólnie”, mówią: „my to zrobimy za was”. To oczywiście spadek po czasach słusznie minionych, bo Polacy nadal chcą mieć ojca narodu, który ich poprowadzi za rękę. Zrzuci z nich to odium odpowiedzialności, bo większość społeczeństwa odpowiedzialności za własne decyzje się boi.
Tymczasem zachodnie, ugruntowane demokracje na współpracy opierają swój dobrobyt. Na partnerskim układzie polityk – obywatel. Polityk mówi, co chce zrobić, ale obywatel to analizuje, sprawdza, angażuje się najpierw w proces wyboru, potem w proces oceny i rozliczania z obietnic złożonych przez polityków. Polskie standardy są zupełnie inne.
Co gorsza, wszyscy politycy obecni na scenie politycznej od lat, także ci nowi, uparcie tą samą drogą idą. Mówi tak Kaczyński, mówi Hołownia, mówią inni. Nawet PO, której DNA to niezależność i wolność jednostki, taką narrację przyjmuje i daje się w takie rozumienie polityki wciągać. Tymczasem to właśnie ten styl uprawiania polityki trzeba zmienić. Przejść ze stylu narzucającego do stylu partnerskiego. „Wiemy, jak to zmienić, ale zrobimy to razem, nie obok was”.
Zdrowie, głupcze!
Nowym pomysłem Prawa i Sprawiedliwości w obszarze ochrony zdrowia jest powołanie Agencji Rozwoju Szpitali, kolejnego tworu nadzorującego w pionowym systemie zarządzania. Co ta Agencja ma zmienić w tzw. systemie poza tym, że będzie kolejnym miejscem, w którym wylądują działacze PiS z całkiem solidnym wynagrodzeniem? Nic. Ta Agencja niczego nie zmieni, jak niczego nie zmieniły wszystkie wprowadzane dotąd przez PiS zmiany, które tylko pogłębiły chaos w ochronie zdrowia. Dlaczego? Odpowiedzi szukajcie w języku ministra Niedzielskiego: „zreformujemy szpitale mimo wszystko”. Mimo wszystko, bez pytania tych, których te zmiany dotyczą. To najbardziej dobitny przykład na to, o czym piszemy w naszym raporcie o zdrowiu.
Nowa siła polityczna, Ruch Hołowni, niczego konkretnego w omawianej tu dziedzinie nie pokazuje i niczego nowego, wiemy to, nie pokaże. To, co wkrótce zaprezentuje think tank Polski 2050, będzie powielaniem tego, co widzimy od 30 lat – zobaczymy stary styl w nowym opakowaniu. Ostatnio koleżanki i koledzy z think tanku Hołowni szukali nowej nazwy dla lekarzy rodzinnych. Co im złego zrobili lekarze rodzinni, nie wiemy.
Platforma Obywatelska, czy szerzej – Koalicja Obywatelska, publikując „Raport o zdrowiu” i otwierając o nim szeroką dyskusję, głównie środowiskową, staje właśnie przed szansą, aby wreszcie dotknąć sedna problemu. Wychodząc z projektem głębokiej reformy ochrony zdrowia, ma szansę ten nowy styl uprawiania polityki pokazać. Bo fundamentem tego projektu są dwie głębokie a zarazem proste treści: prawdziwej reformy ochrony zdrowia nie da się przeprowadzić bez akceptacji środowisk medycznych i bez ich udziału oraz bez zmiany stosowanej od trzydziestu lat metody narzucania rozwiązań. Konkretne rozwiązania środowiskom medycznym trzeba najpierw pokazać, a następnie do nich przekonać, by w finale zostały one przez te środowiska zaakceptowane i uznane za własne. Klasyczna metoda nowoczesnego zarządzania. Zresztą samo zarządzanie ochroną zdrowia należy zmienić z pionowego na poziome, aby zbudować prawdziwy system ochrony zdrowia, którego od trzydziestu lat w Polsce nie ma.
To nie będzie łatwe zadanie, bo większość Polaków od stuleci żyje według zasady „folwarcznej zmowy społecznej”, o której pisał Jacek Santorski w „Reformie kulturowej”, świadomie rezygnując ze swojej podmiotowości w zamian za bezpieczeństwo zatrudnienia. Cytując fragment wspomnianego raportu:
„Dzieje się tak dlatego, że pionowy model zarządzania ma w Polsce prawie 800 lat tradycji – wywodzi się od początków istnienia folwarków. Między innymi dlatego jesteśmy społeczeństwem o kulturze zachowawczej a więc bardzo ograniczonej zdolności do transgresji. Nie lubimy zmian i w większości nie jesteśmy innowacyjni. Tworzymy społeczność efektywnych jednostek i nieefektywnej wspólnoty. Cechuje nas patologiczny indywidualizm (tylko ja wiem, inni nie mają pojęcia). Te cechy zostały w nas umocnione w czasie zaborów, wojen i czasach PRL. Instytucje państwa w relacjach z obywatelami miały wtedy charakter opresyjny i trzeba się było do tego przystosować, aby przetrwać. Polacy poradzili sobie z tym wyzwaniem. Nauczyliśmy się radzić sobie w życiu nie dzięki instytucjom państwa, ale mimo nich. Dlatego do dzisiaj wielu z nas żyje nie w państwie (chociaż w jego granicach), ale obok niego i jego opresyjnych instytucji”.
Czym jest transgresja i koncepcja człowieka transgresyjnego, tzw. homo transgressivus?
„Transgresja jest twórczym, innowacyjnym i ekspansywnym działaniem, które może zachodzić indywidualnie jak i zbiorowo. Pozwala na przekraczanie dotychczasowych granic osiągnięć człowieka na różnych płaszczyznach. Wymusza to wyjście poza ograniczone możliwości, własną niedoskonałość i pozwala na tworzenie nowych wartości oraz wywołanie zmian”.
Badania wykazały, że podejmowanie aktywności transgresyjnych umożliwia rozwój personalny i kulturowy, co wydaje się niezbędnym wyzwaniem współczesności. Bez zmiany myślenia nie zmienimy w Polsce niczego i żadnej nowej Polski nie zbudujemy. Nie będzie to łatwe, ale podjąć próbę musimy. Nasze pokolenie jest to winne naszym dzieciom i wnukom.
Czas na prawdziwe zmiany.
Reforma ochrony zdrowia i budowa systemu, który dzisiaj jest fikcją, to największe, naszym – autorów raportu – zdaniem, wyzwanie, przed którym stoimy jako naród i jako państwo. Ochrona zdrowia to także najbardziej ważki dla Polaków temat, który de facto przyćmiewa inne, ważne kwestie. O reformie mówi się rzadko, bo nikt tak naprawdę nie chce się tym zająć ze względu na wszystkie popełnione dotąd błędy każdej, bez wyjątku, ekipy rządzącej Polską. Projektem tym chcemy otworzyć realną, rzetelną i poważną dyskusję, jak zbudować prawdziwy system ochrony zdrowia dostosowany do polskich warunków, co wyraźnie w tym raporcie podkreślamy, bo nie żyjemy w Finlandii, Niemczech czy Wielkiej Brytanii. Jesteśmy Polakami i żyjemy w Polsce. Musimy go wspólnie zbudować, uwzględniając nasze narodowe cechy.
Zapraszam do zapoznania się z pełnym tekstem raportu opublikowanym przez Instytut Obywatelski.
Zacznijmy poważnie ze sobą rozmawiać.
Autorzy raportu:
Krzysztof Galbas. Dr nauk medycznych. Chirurg, flebolog.
Jacek Liberski. Inżynier zarządzania. Przedsiębiorca. Współpracuje z Instytutem Obywatelskim.
Grzegorz Oszkinis. Prof. dr hab. nauk medycznych. Ordynator Kliniki Chirurgii Ogólnej Uniwersytetu Medycznego w Opolu.
Przemysław Pater. Mgr zarządzania. Dyrektor administracyjno-finansowy prywatnego podmiotu medycznego.
Raport powstał w Poznaniu, 18.01.2021 roku.